Martyka u Rydzyka

0
Dr n. med. Zbigniew Martyka
Zbigniew Martyka
REKLAMA

Kontrowersyjny medyk, znany przede wszystkim ze sceptycznego podejścia do koronawirusa, krytyki wprowadzanych przez rząd rozwiązań w walce z pandemią oraz samych szczepionek gościł w założonej przez ojca Tadeusza Rydzyka Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Dr Zbigniew Martyka, kierownik Oddziału Obserwacyjno-Zakaźnego ZOZ w Dąbrowie Tarnowskiej był jednym z głównych prelegentów sympozjum Oblicza pandemii. Spotkanie, mimo iż gości z poważnymi tytułami nie brakowało, zdominowało akcentowanie wątpliwości związanych z naukowym podejściem do koronawirusa.

Niewielkie ryzyko śmierci?

Jednym z prelegentów sympozjum był znany w regionie tarnowskim dr Zbigniew Martyka, kierownik Oddziału Obserwacyjno-Zakaźnego ZOZ w Dąbrowie Tarnowskiej. Jego referat nosił tytuł „Wyzwania przed służbą zdrowia w dobie pandemii”. Zdaniem lekarza pandemię ogłoszono w momencie, gdy nie było jeszcze ku temu podstaw. – Od początku w Polsce – podając w wiadomościach dane dotyczące zakażeń – posługiwano się liczbami bezwzględnymi, by wyglądało to bardziej dramatycznie. Strach miały budzić wówczas zgony w liczbie kilku lub kilkunastu na dobę, podczas gdy w Polsce z powodu wszystkich innych przyczyn dziennie umiera od 1100 do 1200 osób – stwierdził Martyka.
A w kwestii szczepionek: – Należy ludziom pozwolić podjąć decyzję, czego bardziej się boją: zakażenia i niewielkiego ryzyka śmierci, zwłaszcza u osób młodych, czy nieznanych potencjalnych skutków ubocznych preparatu genetycznego, który jest przygotowany na szybko.

REKLAMA (3)

Słowa dra Martyki dotyczące zwłaszcza „niewielkiego ryzyka śmierci” budzą mocny sprzeciw epidemiologów, a także lekarzy, którzy na co dzień pracują na oddziałach covidowych i obserwują dramatyczne przypadki walki z chorobą oraz umierania, także młodych ludzi. Dość powiedzieć, że liczba zgonów w Polsce z powodu COVID-19 przekroczyła już 100 tysięcy! Z jakim zatem „niewielkim ryzykiem śmierci” mamy do czynienia?
Oczywiście także na to pandemiczni sceptycy mają odpowiedź. Ich zdaniem do wzrostu liczby zgonów zakażonych SARS-CoV-2 przyczynił się paraliż służby zdrowia. Rozsądni szefowie szpitali, które ze względu na niski poziom zaszczepienia – a zatem i wiele także poważnie chorych osób – musiały przekształcić się w covidowe, powiedzą raczej, że gdyby większa część populacji przyjęła antidotum na wirusa, dotychczas działające oddziały funkcjonowałyby bez zmian.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze