Główny Urząd Statystyczny opublikował nowe dane o polskiej gospodarce. Po raz kolejny wzrost wynagrodzeń okazał się mniejszy niż inflacja, a dynamika sprzedaży detalicznej wyhamowała.
Pamiętacie państwo film Sylwestra Chęcińskiego „Rozmowy kontrolowane”? Jest tam wspaniała scena, w której generał UB Zabik, grany przez Mariana Opanię, tłumaczy swojemu podwładnemu, pułkownikowi Molibdenowi, granemu przez Krzysztofa Kowalewskiego, dlaczego nie powinien się on zajmować sprawą Ryszarda Ochódzkiego, głównego bohatera filmu. – Są lepsi ode mnie towarzyszu generalne – mówi Molibden. – Tak, niestety są lepsi. To znaczy są lepsi, bo są gorsi. Rozumiecie? – odpowiada generał Zabik. – Nie bardzo – mówi Molibden. I na to Zabik: Wy jesteście dobrzy, jeden z najlepszych, dlatego jesteście nienajlepsi, żeby takiego gnojka łapać. Lepszy to będzie ktoś, kto będzie gorszy, bo będzie w sam raz.
Ta scena przypomniała mi się w kontekście tego, co właśnie zaczęło się dziać w Polsce w obszarze wynagrodzeń, i w czym to związane, czyli w konsumpcji. Tyle tylko, że filmowa scena pochodzi z komedii – no, niech będzie: z tragikomedii – biorąc pod uwagę, że w wielu aspektach przedstawia absurdalny realizm czasów komunistycznych w Polsce i śmieszy. A kwestia wynagrodzeń i konsumpcji dotyczy polskiego społeczeństwa. I nie jest absolutnie do śmiechu.
Na początku tego roku dało się w Polsce zauważyć początek rozkręcania spirali inflacyjnej. Pisałem zresztą o tym. Część Polaków przestraszona wzrostem cen zaczęła kupować ponad miarę tylko dlatego, że ma być drożej. Ten dodatkowy popyt oznaczał oczywiście impuls inflacyjny. Jednocześnie zaczęło się jeszcze większe naciskanie na pracodawców o podwyższenie wynagrodzeń, bo wyższe ceny to mniejszy potencjał do kupowania. Podwyżki płac miały przynajmniej zniwelować wzrosty cen. I pracodawcy wynagrodzenia podwyższali. Z zadatkiem zresztą, bowiem pomimo coraz wyższej inflacji wzrost wynagrodzeń tak przyspieszył, że był cały czas wyższy niż inflacja. I to znacząco. Uzbrojeni w większy zasób środków Polacy kupowali jeszcze więcej, a to z kolei prowadziło do wystąpienia jeszcze większej presji inflacyjnej. Efekt ten nie był silny, ale był. A to, czego baliśmy się, to jego przyspieszenia w kolejnych miesiącach, czyli wystąpienia klasycznej, mocnej już spirali płacowo-cenowej, na której jedyną odpowiedzią Rady Polityki Pieniężnej byłyby kolejne – być może większe – podwyżki stóp procentowych. A w konsekwencji załamanie gospodarki. Pamiętajmy bowiem, że gospodarka i tak by zwolniła, może weszła w recesję, z uwagi na sytuację na świecie. Już zresztą widzimy ten negatywny wpływ świata. Bardzo wysokie stopy procentowe, dużo wyższe od tego, co mamy teraz, byłyby dodatkowym czynnikiem hamowania i w sumie mielibyśmy być może prawdziwą zapaść. I dlatego miałem nadzieję, że jednak spirala się nie rozkręci. I wygląda na to, że prawdopodobieństwo jej rozkręcenia wyraźnie spadło.
Oto bowiem w czerwcu płace co prawda wzrosły, ale jednak wyraźnie mniej niż inflacja. W stosunku do czerwca 2021 roku przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw poszło w górę o 13%, tymczasem roczne CPI – czyli roczna inflacja – wyniosło 15,5%. Jest to drugi miesiąc z rzędu, kiedy obserwujemy taką sytuację. Realnie zatem Polscy mają mniej do dyspozycji. I o to niestety chodzi w walce z inflacją. Musimy nieco zbiednieć, może nie w sensie nominalnym, ale w sensie naszych możliwości zakupowych, aby zwalczyć najwyższą od ponad dwudziestu lat inflację. Niestety.
Ograniczenie realnych dochodów już powoduje hamowanie dynamiki konsumpcji. Wyrazem tego są z kolei dane o sprzedaży detalicznej. Wzrosła ona w czerwcu zaledwie o 3,2% w stosunku do czerwca zeszłego roku. Miesiąc temu było to jeszcze 8,6%. Uwzględniając to, że w Polsce jest dodatkowo około 3 mln Ukraińców, dane wyraźnie pokazują, że ograniczamy wydatki. I że ten trend narasta. Tak szacowana sprzedaż detaliczna w czerwcu praktycznie nie urosła w stosunku do czerwca 2021 roku. Pewnie w części nasze ograniczenia związane są także z tym, że zaczęliśmy się bardziej zastanawiać nad wydawaniem pieniędzy ze względu na słowo, które coraz częściej pojawia się w mediach. Chodzi mi o słowo „kryzys”. Jeśli mamy perspektywę, że będzie gorzej, to zaczynamy bardziej kalkulować, co i w jakiej ilości kupić.
Ale co to wszystko ma wspólnego z „Rozmowami kontrolowanymi”? Ano to, że mamy ewidentnie gorsze dane z punktu widzenia gospodarstwa domowego. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Ale jednocześnie są to dobre dane z punktu widzenia walki z inflacją. A więc w konsekwencji paradoksalnie także lepsze dla gospodarstwa domowego. Bo jeśli nie będzie spirali inflacyjnej – jeżeli trendy, o których piszę w kontekście wynagrodzeń i konsumpcji będą kontynuowane – to stopy procentowe albo już w ogóle nie pójdą w górę, albo pójdą minimalnie. Będzie nam zatem gorzej, ale i tak lepiej, niż byłoby za jakiś czas z uwagi na rozkręcenie spirali inflacyjnej i konieczność drastycznej walki z nią.







![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)











