Stopy bez zmian. Pytanie, czy na długo…?

0
REKLAMA

Marek ZuberRada Polityki Pieniężnej nie zmieniła stóp procentowych. I dała sygnał co do swojego podejścia na najbliższe miesiące.
Na to posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej czekaliśmy bardzo niecierpliwie. Wszystko przez to, że miało ono odpowiedzieć na pytanie, czy Rada zmieni podejście w kwestii agresywności działań wobec inflacji, czy też cały czas wygrywać będzie pogląd, żeby nie działać radykalnie. Istotnym elementem całej układanki miała być nowa projekcja inflacji, przygotowana przez analityków NBP. I odpowiedź poznaliśmy: wciąż radykalnych działań nie będzie.
Osobiście – o czym czytający moje felietony wiedzą – nie jestem entuzjastą dalszych gwałtownych podwyżek stóp procentowych. I nie jest to coś, do czego doszedłem w ostatnim czasie. Już z górą dwadzieścia lat temu nie zgadzałem się z radykalnym podejściem realizowanym przez ówczesną RPP, która bardzo mocno zaostrzyła politykę monetarną w odpowiedzi na wzrost inflacji. Moim zdaniem doprowadziło to na przykład do nadmiernego wzrostu bezrobocia. Sądzę, że mogło być ono o trzy punkty procentowe niższe przy nie tak ostrych podwyżkach stóp, a inflacja zeszłaby do akceptowalnych poziomów niedługo później.

Dzisiaj rynek pracy wygląda inaczej, ale nie zmienia to faktu, że wolę jednak podejście nieco mniej gwałtowne. Mniej gwałtowne, ale jednak stanowcze. A najważniejsze jest to, żeby podejmowane decyzje były logiczne, by z czegoś wynikały. No i żeby społeczeństwo wierzyło, że ktoś nad tym panuje i że jest zdeterminowany. I tu pojawia się problem. Z ust Adama Glapińskiego wciąż bowiem słyszymy, że: „nasze prognozy były najlepsze”, „nie popełniliśmy błędu”, „tu nie ma żadnej naszej winy” itd. itp. A to jest po prostu nieprawda. Prognozy NBP nie były najlepsze, wystarczy popatrzeć, co kto mówił kilkanaście miesięcy temu na temat tego, jaka może być inflacja w przyszłości. I nie chodzi mi o jej konkretną wielkość, lecz o trend. Spora część z nas, analityków i ekonomistów, wskazywała na to, że istnieje ryzyko mocnego wzrostu cen. Spora część z nas, tylko nie NBP i nie jego prezes. I to akurat jest weryfikowalne. Dlaczego prezes Fed – czyli amerykańskiego banku centralnego – czy prezeska Europejskiego Banku Centralnego nie mają problemu, żeby przyznać się do nieprzewidzenia pewnych procesów, a w Polsce jest z tym problem? Czy to buduje wiarygodność? A bez wiarygodności, bez wiary w to, że jest ktoś, kto wie, co robi, czy walka z inflacją będzie łatwiejsza?

REKLAMA (3)

Członkowie Rady, decydując o pozostawieniu stóp na dotychczasowym poziomie, znali nową projekcję inflacji NBP. To taki dokument, w którym pokazuje się prawdopodobieństwo wystąpienia określonych scenariuszy przy założeniu, że stopy się nie zmienią. Głównie chodzi w nim oczywiście o kształtowanie się inflacji. Nowy dokument jest znacznie bardziej pesymistyczny niż poprzedni. Według analityków banku rośnie prawdopodobieństwo utrzymania się bardzo wysokiej inflacji w dłuższym okresie czasu i jednocześnie coraz bardziej prawdopodobna jest recesja w przyszłym roku. Recesja, którą jeszcze parę tygodni temu Adam Glapiński bagatelizował. I mówił, że jest świetnie, jesteśmy potęgą i się szybko rozwijamy. W domyśle: o żadnej recesji nie ma mowy. Pomysł Rady jest zatem następujący: skoro będzie recesja, to ona sama w sobie ograniczy wzrost cen. Już to nie jest takie pewne, bo teoretycznie inflacja może się rozkręcać także w recesji. To jest właśnie stagflacja. No, ale kontynuując spadek aktywności gospodarczej wynikający głównie z sytuacji zewnętrznej, wyhamuje wzrost cen, a rząd nie będzie już dorzucał pieniędzy społeczeństwu, co obecnie również rozkręca inflację. Nie będzie, bo tak powiedział Mateusz Morawiecki. To kolejne ryzyko w tym założeniu, bo to, że Morawiecki tak powiedział, to jeszcze nic nie znaczy. Choć tym razem może być inaczej, bo rząd ewidentnie przestraszył się wyprzedaży obligacji, o której zresztą pisałem. Na to wszystko nałoży się hamowanie cen na świecie, głównie surowców, co zresztą już ma miejsce – bo świat hamuje – a to będzie sprzyjało wygaszeniu inflacji. Rada oczywiście mogłaby bardziej podnieść stopy i szybciej zbić inflację, ale to by oznaczało większe ryzyko głębokiej recesji.

REKLAMA (2)

Wybiera zatem wersję, że z inflacją pomęczymy się dłużej, ale za to recesja, jeśli będzie, to będzie płytsza. Czy to jest dobra koncepcja?
Osobiście wolę takie rozwiązanie. Ale ono niesie za sobą jedno poważne ryzyko. Jeśli jednak stopy są za niskie – a naprawdę trudno określić optymalny poziom, przy którym już się wystarczająco mocno walczy z inflacją i jednocześnie jak najmniej uderza w gospodarkę – to inflacja się utrwali. A to będzie oznaczało, że za jakiś czas stopy trzeba będzie podnosić znacznie mocniej, niż trzeba by to było robić teraz. A zatem konsekwencje dla społeczeństwa będą o wiele bardziej dotkliwe…

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze