Słowo likwidacja na razie nikomu nie przechodzi przez gardło, ale faktem jest, że przedsiębiorstwo dogorywa.
W czasie ostatniej sesji rady miejskiej, kiedy dyskutowano o działalności MPK, radni proponowali, aby zarząd spółki zastanowił się nad możliwością tworzenia nowych linii. Zdaniem prezesa Krzysztofa Gawora, jest to pozbawione najmniejszego sensu, bo już wcześniej próby uruchomienia nowych kursów zakończyły się fiaskiem.
– Dostałem pisma od mieszkańców osiedla Browarna, prosili, aby w soboty i niedziele umożliwić im podróżowanie pod cmentarz komunalny. Podpisało się ponad czterdzieści osób, kiedy podstawiliśmy autobus, pojawiło się dwóch pasażerów – mówi prezes Gawor. Podobnie było z trasą do Bucza. Ludzie pisali o ogromnych potrzebach podróżowania do Brzeska, a okazało się, że faktycznie z linii może korzystać maksymalnie kilka osób. – Jest oczywiste, że mieszkańcy wskażą mnóstwo potrzeb, a jeździć nie ma kto. Starają się głównie o uruchamianie linii tam, gdzie z kursów rezygnują prywatni przewoźnicy. A MPK musiałoby do tego dokładać i powiększać swój deficyt budżetowy – relacjonuje prezes Gawor. Tymczasem nie dość, że nie ma szans na tworzenie nowych linii, to najprawdopodobniej zlikwidowany zostanie kurs do Poręby Spytkowskiej, liczba pasażerów spadła dramatycznie.
Radni mówią o konieczności stworzenia planu naprawczego spółki, proponują wymianę taboru, nieekonomiczne, przestarzałe autobusy miałyby zostać wymienione na mniejsze busy. Padła też propozycja o zmniejszeniu cen biletów do złotówki na wszystkich liniach. Sęk w tym, że rajcowie nie podają źródeł finansowania tych pomysłów. A prezes wyjaśnia, że jak obniży ceny biletów, to być może wzrośnie liczba pasażerów, ale wpływy do kasy spółki i tak spadną.
– Nawet jak pojawia się jakaś nowa propozycja, to prezes i tak nie widzi możliwości jej realizacji. Prezes jest niereformowalny, przy jego modelu zarządzania jego własna firma nie miałaby racji bytu – mówi przewodniczący rady miejskiej, Krzysztof Ojczyk.
– Rad słucham chętnie, ale to nad moją głową wisi groźba, że jak spółka przyniesie straty, to ze swojego prywatnego majątku będę musiał je uregulować – odpowiada Gawor.
Ojczyk twierdzi, że prezes opowiada bzdury, bo już wielokrotnie bywało, że MPK było na minusie i nigdy z własnej kieszeni nie zapłacił ani złotówki.
– Nawet najlepsze plany restrukturyzacji spółki dobrych efektów nie przyniosą – twierdzi Zbigniew Matras, szef zespołu zamówień publicznych i przedsiębiorczości w brzeskim magistracie. – Ze statystyk wynika, że w naszej gminie na jeden samochód osobowy przypada półtora mieszkańca, tanieje paliwo. Nie dziwi zatem fakt, że liczba korzystających z komunikacji zbiorczej stale maleje. Nieuchronnie zbliżamy się do decyzji o konieczności podjęcia zdecydowanych działań. Problem nie jest łatwy, ale wcześniej czy później będzie musiał zostać rozwiązany.
Dogorywanie MPK
REKLAMA
REKLAMA
























