Ta niezwykła historia miała niewinny początek, lecz jej epilog był przerażający. Zaczęło się od ogłoszeń w mediach społecznościowych, których autorzy chcieli oddać koty do adopcji, w dobre, troskliwe ręce. Na ogłoszenia te reagował dwudziestokilkuletni mężczyzna, mieszkaniec wsi położonej na granicy powiatów dębickiego i tarnowskiego. Przedstawiał się jako miłośnik kotów, który gotów jest solidnie się nimi zaopiekować. Ludzie w dobrej wierze przekazywali mu zwierzęta ani chwili nie podejrzewając, że czeka je tragiczny los.
– Nic na początku nie wskazywało na to, że zapowiada się straszna historia – opowiada jedna z inspektorek tarnowskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, która chce zachować anonimowość. – Ogłoszenia o potrzebie przekazania kota czy psa innej osobie, o poszukiwaniu dla niego nowego domu często wynikają z różnych życiowych sytuacji i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Toteż latem ubiegłego roku otrzymaliśmy telefon od pewnej pani, która pytała o możliwość znalezienia nowego miejsca dla kota, którego trzymała u siebie. Akurat w domu tymczasowym, którym dysponuje TOZ, przebywały inne zwierzęta potrzebujące pomocy, więc nie mogliśmy go tam przyjąć.
Na ogłoszenie wspomnianej kobiety, która szukała dla kota nowego lokum, zareagował mężczyzna, który – jak się potem okazało – przy takich okazjach używał różnych imion i pseudonimów. Deklarował się jako przyjaciel kotów, który jest w stanie zapewnić im godne schronienie.
Znikające zwierzęta
Pewnego letniego dnia pani mająca przeznaczonego do adopcji kota udała się pod wskazany przez mężczyznę adres, do niedużej wsi położonej między Dębicą i Tarnowem, ale na miejscu nie zastała nikogo. Od przypadkowo napotkanych osób dowiedziała się dużo złych rzeczy o „miłośniku” zwierząt, a jedna z uzyskanych informacji mocno ją zaskoczyła.
– Ten gość przyjmuje do siebie koty, ale potem one nagle znikają, nie wiadomo, co się z nimi dzieje… – usłyszała od pewnej osoby.
Zaniepokojona kobieta poinformowała o tym pobliski komisariat policji, a także oddział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Tarnowie.
– Na policję dostarczyliśmy naszą listę pytań i wątpliwości, które trzeba było koniecznie wyjaśnić – mówi inspektorka TOZ. – Odwiedziliśmy też obejście należące do tego mężczyzny, nie stwierdzając tam obecności kotów. Był tylko bardzo zaniedbany pies, który po naszej interwencji ostatecznie trafił do nowego opiekuna i do nowego domu.
Ponieważ sprawa coraz bardziej niepokoiła, TOZ w mediach społecznościowych opublikowało ostrzeżenie: Prosimy o uwagę i czujność wszystkie osoby śledzące nasz profil, a zwłaszcza te, które na portalu (…) ogłaszają do oddania małe kocięta lub znają kogoś takiego. Otrzymaliśmy informacje, że pewien człowiek przedstawiający się imieniem Dariusz dzwoniący z numeru (…) podaje się za miłośnika kotów, a w rzeczywistości zadaje im cierpienia, aby ostatecznie w okrutny sposób pozbawić je życia. Sprawa jest już zgłoszona do prokuratury.
Bądźcie czujni
TOZ prosiło także o kontakt inne osoby, które mogły powierzać zwierzęta do adopcji tajemniczemu „Dariuszowi”. Odzew był duży, osoby te złożyły później zeznania na policji, które mocno obciążały „miłośnika” kotów. Został on przesłuchany i zatrzymany. To mężczyzna dobrze znany policji, nigdzie niepracujący. W trakcie postępowania prokuratorskiego przyznał się do zgładzenia przyjmowanych od ludzi zwierząt, lecz nie podał szczegółów. Zasłaniał się niepamięcią, tłumaczył, że znajdował się w stanie odurzenia. Mówił, że kotom tylko nie podawał jedzenia, czasami uderzał je ręką.
Podczas śledztwa zabezpieczona została kocia klatka służąca do transportu, bardzo szczelnie oklejona taśmą izolacyjną z doprowadzoną do środka rurką. Nie wiadomo, do jakich celów służyła. W pobliżu domu „Dariusza” natknięto się na szczątki małych zwierząt. Śledczym nie udało się ustalić, kiedy dokładnie, w jakich okolicznościach i jaka liczba kotów została pozbawiona życia.
Kilkanaście dni temu Sąd Rejonowy w Dębicy na posiedzeniu w postępowaniu nakazowym wydał nieprawomocny na razie wyrok w tej sprawie, informując, że oskarżony w okresie od nieustalonego dnia i miesiąca do dnia 29 lipca 2022 roku (…) znęcał się nad zwierzętami – kotami w ten sposób, że wyszukiwał na portalu (…) ogłoszenia dotyczące oddania do adopcji kotów, po czym nawiązywał kontakty z autorami ogłoszeń i adoptował koty, które następnie uśmiercał w nieustalony sposób i z nieustalonego powodu pozostawiając martwe zwierzęta na terenie posesji (…).
Mężczyzna został uznany za winnego – chodzi o przestępstwo z mocy ustawy o ochronie zwierząt. Skazany został na półtora roku ograniczenia wolności poprzez wykonywanie prac społecznych w wymiarze 24 godzin miesięcznie, ponadto objęto go zakazem posiadania zwierząt na okres 8 lat. Według kodeksu karnego za ten rodzaj przestępstwa można zostać skazanym nawet na 3 lata więzienia. Obecnie mężczyzna spod Dębicy odbywa karę pozbawienia wolności za inne przestępstwa z przeszłości.
Chore psy
– To nie jest wyrok, który nas satysfakcjonuje, ale być może sąd wziął pod uwagę, że oskarżony przyznał się do winy – twierdzi inspektorka tarnowskiego TOZ-u, który w sprawie występował w roli oskarżyciela posiłkowego. – Ważne dla nas jest, że sprawa ma swój finał, że zakończyła się wyrokiem skazującym. Powinna ona być ostrzeżeniem dla tych, którzy mając jak najlepsze intencje przekazują zwierzęta do adopcji innym ludziom. Zawsze w takim przypadku sprawa wymaga dokładniejszego rozpoznania. Ten dramat uświadamia nam również, jak istotna jest kwestia sterylizacji czy kastracji zwierząt wolnożyjących, dzięki czemu zapobiega się nadmiernemu ich rozmnażaniu i ogranicza problem ich bezdomności. W każdej gminie jest program, który służy tym celom, ale martwi, że brakuje funduszy na pełną jego realizację.
Inspektorzy Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami z Tarnowa często mają do czynienia z ludzką bezwzględnością okazywaną zwierzętom domowym i gospodarskim. W minionym roku do sądu trafiła sprawa człowieka, który podawał się za hodowcę psów. Na miejscu TOZ doliczyło się ponad 40 czworonogów, które przebywały w bardzo złych warunkach. Udało się odebrać właścicielowi 12 psów – wszystkie były chore. Sprawa w sądzie trwała półtora roku, konieczne były aż trzy opinie biegłych, w końcu „hodowca” został uznany za winnego znęcania się nad czworonogami. Sąd jednak warunkowo odstąpił od wymierzenia mu kary.
Teraz niedaleko Tarnowa ujawniona została sprawa rolnika, który przetrzymuje bydło głodząc je i nie zapewniając schronienia. Niedawno TOZ zaopiekowało się psem, który został postrzelony śrutówką. Przeszedł on operację, wciąż jednak cierpi na mocny przykurcz łapki, wkrótce czeka go kolejny zabieg.
























