To, że łupki skrywają ropę i gaz, wiemy od dawna. Problemem była metoda dostania się do tych surowców. Wzrost cen, który obserwowaliśmy na początku dwudziestego pierwszego wieku, zwiększył zainteresowanie alternatywnymi złożami. Jednak prawdziwym przełomem było wprowadzenie technologii szczelinowania hydraulicznego.
Mówiąc o łupkach, wciąż myślimy o złożach zlokalizowanych na lądzie lub w najbliższym jego sąsiedztwie. Tymczasem prawdziwą skarbnicą różnego rodzaju surowców jest światowy ocean zajmujący, przypomnijmy, ponad 70% powierzchni kuli ziemskiej.
Przeciętnemu Kowalskiemu korzystanie z zasobów oceanu kojarzy się głównie z platformami wiertniczymi. I rzeczywiście, obecnie jest to najpopularniejszy i najtańszy sposób korzystania z oceanicznych złóż. Mieści się on w obszarze eksploatacji tzw. szelfu kontynentalnego, czyli płytkiej strefy przybrzeżnej, choć oczywiście surowce znajdują się też pod dnem na dużo większych głębokościach i dużo dalej od lądu, ale tu eksploatacja jest już znacznie droższa i bardziej skomplikowana. Obecnie około jednej trzeciej paliw płynnych pochodzi z odwiertów pod szelfem.
Ale złoża pod dnem oceanów to tylko część tego, z czego, przynajmniej potencjalnie, możemy korzystać. Ogromne ilości surowców rozpuszczone są bowiem w samej wodzie. Z pewnością słyszeliście Państwo o uzyskiwanej ze słonej wody soli. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. W wodzie oceanicznej znajdują się chlor, magnes, siarka, złoto, fluor, żelazo, kobalt, uran i wiele, wiele innych substancji. Ich pozyskanie jest bardzo kosztowne, wymaga bowiem przede wszystkim dużych ilości energii. Jednak już dzisiaj z tych zasobów się korzysta, wystarczy wspomnieć, że ponad jedna trzecia manganu pochodzi właśnie z wody morskiej.
Ale najciekawszym chyba zjawiskiem są tzw. konkrecje. Na dnie oceanów znajdują się bryły różnego rodzaju minerałów, np żelaza czy miedzi. Bryły te nazywamy właśnie konkrecjami. Już dzisiaj wiemy, że w wielu przypadkach mówimy tu o ilościach surowców, które przekraczają nawet kilka tysięcy razy obecne roczne zapotrzebowanie. Stany Zjednoczone i Japonia eksploatują te złoża, choć na niewielką skalę. Przeszkodą jest oczywiście koszt wydobycia – konkrecje znajdują się na bardzo dużych głębokościach, powyżej trzech tysięcy metrów.
A zatem teza o tym, że w dającej się przewidzieć przyszłości zabraknie nam surowców, jest przesadzona? Moim zdaniem absolutnie tak! Myślę, że wiele w naszym myśleniu o zasobach powinna już zmienić rewolucja łupkowa. W sensie ekonomicznym, jak już wspomniałem, wszystko jest kwestią ceny i technologii. A one są powiązane. Najczęściej ten drugi element – jej rozwój, oznacza spadek kosztów.
Są jeszcze jednak dwie inne istotne kwestie. Pierwsza to aspekt prawno – polityczny. Teoretycznie złoża oceaniczne nie mają właściciela, praktycznie dostęp do nich ma ten, kto ma technologię, czyli najbogatsi. I to nie podoba się biedniejszym. Co zresztą jest absolutnie zrozumiałe.
Drugi aspekt to ekologia. Możemy korzystać z darów natury, ale w taki sposób, żeby nie prowadzić do nieodwracalnych zmian. A akurat w kwestii korzystania z oceanów nie idzie nam najlepiej. Najlepszym przykładem jest tutaj Japonia, która często specyficznie rozumie obowiązujące prawo połowów.
Obyśmy wypracowali jasne i respektowane przez wszystkich zasady, zanim eksploatacja oceanicznych bogactw zacznie się na dobre.
Bogactwa oceanów
REKLAMA
REKLAMA




















