W Lasach Wierzchosławickich pojawiły się zwracające uwagę obiekty. Dość sporych rozmiarów wiszą na pniach drzew, a ich wygląd jest rzadko do tej pory spotykany. Na razie są to pojedyncze sztuki. Leśnicy apelują do turystów i spacerowiczów, aby ich nie dotykać, nie niszczyć, pozostawić w spokoju, gdyż mają do odegrania ważną rolę.
Owe obiekty mają wygląd podłużnych drewnianych budek (klatek), pomalowanych na czarno, z metalowymi trójkątnymi daszkami. Na samym dole osadzony jest plastikowy pojemnik z białym płynem.
O tę nowość zapytaliśmy Krzysztofa Majkę, nadleśniczego Lasów Państwowych w Dąbrowie Tarnowskiej. Okazuje się, że jest to jedna z form tzw. pułapek feromonowych, mimo że wyraźnie różni się od najczęściej spotykanych. Najczęściej widziane są zwykłe worki wypełnione nieznaną substancją.
– Nowe pułapki umieszcza w lasach Instytut Badawczy Leśnictwa w Sękocinie Starym pod Warszawą – wyjaśnia nadleśniczy. – Dotarły informacje, że mógł się pojawić nowy gatunek kornika, dlatego będą prowadzone pod tym kątem badania w całym kraju. Służą temu między pułapki feromonowe.
Leśne wabiki
W lasach NLP w Dąbrowie Tarnowskiej stosuje się kilka rodzajów pułapek tego typu.
– Zasady ich działania są bardzo różne, związane ze specyfiką odławianego gatunku – mówi Krzysztof Majka. – Cechą wspólną jest feromon, czyli specjalna substancja zapachowa zwabiająca owada w pobliże pułapki. W leśnictwie wykorzystujemy feromony płciowe, które naśladują zapach partnera lub agregacyjne, informujące o bazie żerowej. W specjalnych pojemnikach znajdują się substancje, które wprawdzie nie są niebezpieczne dla zdrowia ludzi, ale nie trzeba tych pułapek ruszać, niszczyć, gdyż służą ochronie lasu.
Przykładowo początkiem lata wywieszane są pułapki feromonowe do odłowu samców brudnicy mniszki. Wywiesza się je każdego roku w tych samych miejscach, na wysokości 2 metrów. Wyniki odłowów służą do określenia terminu rozpoczęcia i kulminacji rójki brudnicy. Jej gąsienice żerują na igłach sosny. Występują licznie i bardzo żarłoczne potrafią ogołocić koronę, nie pozostawiając na gałęziach liści czy igieł.
Nadleśniczy dodaje, że wbrew obiegowym opiniom tego rodzaju pułapki, mimo dość jednoznacznego określenia, zwykle nie służą do bezpośredniego zwalczania szkodników w lesie.
– W praktyce chodzi nie o zwalczanie, ale o diagnozę sytuacji. Chodzi o uzyskanie istotnych informacji, na przykład o występowaniu szkodnika, rozpoczęciu przez niego godów lub jego kulminacji.
Zagrożona królowa
W naszym kraju występuje aż 113 gatunków korników należących do 14 plemion i 36 rodzajów. Możliwe, że instytut z Sękocina jest na tropie kolejnego. W polskich lasach na dobre zadomowił się kornik drukarz, ale w przypadku kompleksów należących do LP w Dąbrowie Tarnowskiej nie stanowi on problemu.
– Kornik drukarz atakuje świerki, a na naszym terenie lasy świerkowe nie występują. Dominuje przede wszystkim sosna.
Sosna to aż 72 proc. drzewostanu w obrębie dąbrowskiego nadleśnictwa, to królowa lasów pod Tarnowem. Poza sosną rosną również: dąb szypułkowy (13 proc.), olcha (6 proc.), brzoza (4 proc.), modrzew, buk i inne gatunki liściaste oraz iglaste (5 proc.).
Ale lasy te również nie są wolne od groźnych szkodników.
– W ostatnich latach uaktywnił się u nas też kornik, ale ostrozębny, choć ostatnio na szczęście ta aktywność jest mniejsza – informuje Krzysztof Majka.
To groźny przeciwnik. Kornik ostrozębny należy do niewielkich chrząszczy, żeruje pod korą sosen w różnym wieku, co ważne, atakuje jedynie górną część strzały – w obrębie korony drzewa, w miejscach charakteryzujących się cienką korą. Chrząszcze te zaczynają być aktywne najczęściej na przełomie kwietnia i maja, jednak ich aktywność jest ściśle skorelowana z warunkami atmosferycznymi.
Chodniki pod korą
Kornik ostrozębny wgryza się pod korę żywych, osłabionych sosen, gdzie najpierw drąży „komorę godową”, tzw. chodnik macierzysty, który jest jednocześnie miejscem składania jaj. Larwy, które wylęgają się z niewielkich zagłębień, drążą kolejne chodniki bezpośrednio pod korą. Właśnie teraz, w sierpniu, wylęgłe korniki szykują się do ataku na kolejne drzewa; na nich kolejny raz w ciągu roku samice złożą jaja. Zaatakowane drzewa zamierają w ciągu 3-4 miesięcy od chwili zasiedlenia przez groźnego chrząszcza.
Za najskuteczniejszy sposób zwalczania kornika ostrozębnego uważa się systematyczne przeglądanie drzewostanów i usuwanie z nich zaatakowanych drzew – zwraca się uwagę, by wycięte drzewa zostały możliwie szybko wywiezione.
– Niektóre szkodniki zostały do Polski zawleczone z innych zakątków świata. Przykładem tego jest choćby drzewotocz japoński.
Brunatno-czarny owad, gatunek inwazyjny, dotarł do nas ze wschodniej Azji. Do Europy przedostał się w latach pięćdziesiątych poprzedniego wieku, w Polsce po raz pierwszy zaobserwowano go w 1998 roku w Międzyzdrojach na wyspie Wolin.
– Pojedyncze przypadki występowania drzewotocza stwierdziliśmy także u nas – mówi nadleśniczy z Dąbrowy Tarnowskiej.
Szkodnik odznacza się dużą zdolnością do atakowania zdrowych drzew i rozszerzania swego zasięgu. Specjaliści są zdania, że istnieje niebezpieczeństwo, że stanie się on bardzo poważnym szkodnikiem w Europie Środkowej, w tym w Polsce.
























