Ostatnie podrygi

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Leszek Miller wystawił mało komu znaną panią Ogórek. Palikot dostał nieco ponad 200 tysięcy głosów, Ogórek trochę więcej, bo 350 tysięcy. Oboje nawet nie powąchali smaku sukcesu. (Swoją drogą, czy ktoś może wie, co się dzieje z panią Magdaleną Ogórek? Zobaczymy ją może na jakiejś liście w październikowych wyborach czy też raczej woda się nad nią zamknęła?).
W dojrzałych demokracjach takie pasmo niepowodzeń w ogóle nie mogłoby się zdarzyć. Po takiej porażce jak ta samorządowa liderzy tak zwanej lewicy musieliby się spakować. U nas obaj dostali kolejne szanse. Najbardziej zdumiewająca była ta ostatnia szansa, czyli tak zwana Zjednoczona Lewica. Piszę była, chociaż niewykluczone, że nadal jest. Chociaż na zdrowy rozum szyld Zjednoczona Lewica był jedynym spoiwem łączącym panów Millera i Palikota. Skoro nieoczekiwanie ten szyld im zdmuchnęła sprzed nosa jakaś inna partia, rejestrując tę nazwę w Państwowej Komisji Wyborczej, to raczej wątpię, czy panowie Miller i Palikot, prywatnie przecież mocno się niecierpiący, nadal będą coś razem organizować.
Idea Zjednoczonej Lewicy od samego początku była mocno ryzykowna. Zakładała bowiem zespolenie się wszystkich politycznych bytów przyznających się do lewicowości. Teoretycznie pomysł taki ma ręce i nogi. Jak przecież głosi mądrość ludowa – zgoda buduje. Poza tym przecież prawica też się jednoczy, i to z niezłym skutkiem. Tyle że wątpię, czy panowie Gowin i Ziobro wnoszą coś naprawdę istotnego do słupków poparcia osiąganych przez PiS, ale na papierze wszystko się zgadza, prawica się jednoczy. Dlaczego zatem jednoczenie się lewicy jest bardziej ryzykowne niż łączenie sił prawicy? Ano dlatego, że odbywa się na skrajnie niskim poziomie. Jeżeli do silnego PiS dołączają się mniejsze podmioty, to zawsze tym małym można przy okazji tworzenia list coś rzucić, a to ostatnie miejsce dla Ziobry albo Gowina, a to czwarte miejsce na liście (z którego raczej też się wchodzi) dla innego działacza. Lewica nie ma czego rzucać. Samo SLD balansuje na krawędzi 5 procent, które są granicą wejścia do Sejmu, pozostałe partie nie mają żadnego poparcia. Koalicja z trudem dostaje 8 procent, czyli próg wejścia do Sejmu dla koalicji. Oznacza to, że jeżeli ta lewicowa efemeryda wpełznie do Sejmu, to fizycznie na mandat mogą liczyć tylko ci, którzy są na pierwszych miejscach listy. Ale bycie jedynką też niczego nie gwarantuje. W 2011 do Sejmu weszły tylko „jedynki” SLD, tyle że nie wszystkie. I politycy o tym doskonale wiedzą. Stąd właśnie się bierze ten niezrozumiały dla wielu osób wyścig do „jedynek”. Kłopot zaś polega na tym, że i SLD, i Twój Ruch mają wystarczająco dużo osób z tak zwaną rozpoznawalnością, by nie potrzebować żadnej koalicji do obsadzenia „jedynek”.
W tej sytuacji nikogo nie może dziwić, że na koalicyjnych „jedynkach” nie znajduje się nikt spoza wielkiej dwójki (no może trafi się tam jakiś jeden Zielony, ale to wszystko). Dlatego małe podmioty nie mają żadnego interesu w tworzeniu koalicji. Do Sejmu nie wprowadzą i tak nikogo, a większe partie ich przytłoczą i każą zastanowić się w ogóle nad sensem ich istnienia. Dlatego numer pod tytułem „Zabieramy im SZYLD” jest jedynym numerem, na który stać malutkich. I brawo. Duzi, a raczej więksi od maluczkich niech uważają, bo jak byli naprawdę duzi, to zapomnieli, że warto być czujnym i mieć oczy dookoła głowy. I tak to wygląda pod koniec wakacji AD 2015. Znowu wieszczę koniec Millera i Palikota. Lewica dziś walczy o grabki w piaskownicy. W cenie są też łopatki i foremki do budowania piaskowych konstrukcji. A prawdziwym nieszczęściem dla ludzi o lewicowych zapatrywaniach (a tacy ciągle jeszcze są) jest to, że prawdopodobnie lewicą w naszym kraju w warstwie światopoglądowej zostanie PO, a w zakresie głoszenia haseł socjalnych PiS.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze