Jeszcze o inwestycji Jaguar Land Rover

0
Marek Zuber
REKLAMA

Pierwsza kwestia to sama lokalizacja potencjalnej fabryki w Polsce – sporo tu niejasności. Kilka tygodni przed podjęciem decyzji w Indiach wprost pisano o tym, że Polska jest na czele krajów walczących o przyjęcie fabryki, a dokładnie Kraków. Jak wiemy, właśnie tam realizowany jest projekt „Nowa Huta przyszłości”, który ma doprowadzić do utworzenia nowego centrum przemysłowego w Małopolsce, projekt poważny, bo samo przygotowanie terenów, infrastruktury itd. itp. ma pochłonąć 1,5 mld zł. Tymczasem po ogłoszeniu decyzji przez należący do Hindusów brytyjski koncern w polskiej prasie mówiło się raczej o dolnośląskim Jaworze, jako miejscu wskazanym przez polski rząd. Tereny też ciekawe, ale rodzi się pytanie: skąd ta różnica? I czy nie miała ona wpływu na decyzję JLR.
Oczywiście podstawową kwestią podnoszoną oficjalnie przez naszych ministrów jest kwestia pieniędzy, jakich domagali się inwestorzy. Podobno – bo wszystko jest w obszarze nieoficjalnych doniesień – byliśmy gotowi przeznaczyć 350 mln euro na dofinansowanie inwestycji. Tymczasem Słowacja zdecydowała się na dodatkowe 100 mln euro. Dla nas ta kwota była nie do przyjęcia, bo nie dawałaby perspektywy wystarczająco szybkiego zwrotu. I tu właśnie chciałem dołożyć swoje trzy grosze.
Nam się nic nie opłaca i wszystko jest bez sensu, tymczasem mała Słowacja po raz kolejny nas wyprzedza. Pamiętacie Państwo ten kraj dwadzieścia lat temu? Akurat sporo mieszkańców Polski południowo-wschodniej miało zapewne i ma relacje ze Słowacją. Nikogo nie obrażając, kraj ten kojarzył się nam raczej z obszarem niezbyt bogatym. Oczywiście i dzisiaj daleko mu do Luksemburga, ale zmiany są widoczne na pierwszy rzut oka. W znacznej mierze, podobnie zresztą jak u nas, dzieje się to właśnie ze względu na przyjmowanie inwestorów zagranicznych. I to pomimo kosztów związanych z tym, że się ich bardzo mocno, także finansowo, wspiera.
450 mln euro, czyli środki zadeklarowane przez Słowację, to prawie 2 mld zł. Fakt, olbrzymie pieniądze. Tyle tylko, że JLR wyłoży i tak jeszcze ponad 6 mld zł. Jeśli wzięlibyśmy pod uwagę tylko podatki płacone przez firmę i zatrudnionych w niej ludzi (około 6,5 tysiąca), to oczywiście odrobienie tych pieniędzy trwałoby wieki. Problem w tym, że to tylko część zysków. W związku z fabryką powstaje lub zwiększa swoją produkcję setki innych przedsiębiorstw. Oczywiście ciężko jest precyzyjnie policzyć, ile i jak dużo na kooperacji zarobią. Trudno zatem dokładnie określić, ile w związku z tym wszystkim wpłynie do budżetu państwa czy samorządu gotówki. Ale czy ktoś próbował to prognozować? Osobiście szacuję, że w perspektywie siedmiu – ośmiu lat samych dodatkowych miejsc pracy utworzonych w związku z inwestycją JLR byłoby nawet 10 – 15 tysięcy. Przy dojściu do pełnej zdolności produkcyjnej, 350 tysięcy samochodów rocznie, pewnie i więcej.
Ale to nie wszystko. Ważny jest bowiem na przykład transfer technologii. Wiem, co mówię, bo w swojej działalności jestem z branżą motoryzacyjną związany. Jeśli jakaś polska firma ma produkować jakąś część do jaguara, a nie są to obecnie z pewnością, delikatnie mówiąc, samochody przestarzałe, to musi spełnić określony reżim technologiczno– kosztowy. Często przy udziale zlecającego. W ten sposób dochodzi do przyspieszenia rozwoju, co chyba dla każdego jest oczywiste. A wymiar marketingowy? W świat idzie informacja, że wielki koncern lokuje supernowoczesną fabrykę w jakimś miejscu. Czy to nie przyciągnie kolejnych? A przynajmniej nie zwiększy ich zainteresowania tym miejscem. I to nie tylko z branży motoryzacyjnej. Skoro tak wielki koncern tu wchodzi, to znaczy, że trzeba się temu miejscu jeszcze lepiej przyglądnąć. Itd., itp.
Oprócz braku chęci wyłożenia owych 100 mln euro pewnie także kilka innych rzeczy nam przeszkodziło. Choćby, wspomniany przeze mnie w jednym z poprzednich felietonów, brak prądu, o którym informacja poszła w świat. Być może również fakt, że nie jesteśmy w strefie euro, co rodzi dodatkowe ryzyko. Ale trudno, stało się. Mam jednak nadzieję, że ta kolejna porażka, po fabrykach Toyoty, koncernu PSA i Kia – Hyundai, które straciliśmy, będzie języczkiem u wagi, który zmieni myślenie. Choć z drugiej strony, dlaczego właściwie miałoby się tak stać…?

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze