Ponowny wzrost inflacji w przyszłym roku?

0
Marek Zuber
REKLAMA

Czeski bank centralny nie obniżył w październiku stóp procentowych. Wciąż są one na najwyższym poziomie od prawie dwudziestu pięciu lat. A sytuacja inflacyjna nad Wełtawą wydaje się lepsza, niż w Polsce.
Dwa banki, dwa podejścia. Tak można by było opisać sytuację w Polsce i w Czechach. Właściwie to nie dwa banki i dwa podejścia, bo Czechy nie różnią się specjalnie od podejścia absolutnej większości tych, którzy mieli i mają problem z inflacją. Żeby popatrzeć tylko na największych, taką politykę stosuje i bank centralny Stanów Zjednoczonych, i strefy euro, i Anglii. A zatem to my wyróżniamy się na tle innych.

Wróćmy jednak do Czech. W szczycie, we wrześniu zeszłego roku, inflacja wyniosła tam 18% rok/rok, mniej więcej tyle ile w Polsce. Przy czym trzeba pamiętać o tym, że w Polsce mamy tarczę antyinflacyjną, która zbiła szczytowy poziom inflacji o około dwa punkty procentowe. Potem za naszą południową granicą wzrost cen nieco wyhamował, by znowu wzrosnąć i osiągnąć lokalny szczyt 17,5% rok/rok w styczniu w tym roku. Dla przypomnienia w Polsce szczyt był w lutym 2023 roku i wyniósł 18,4% rok/rok. Od lutego zaczął się w Czechach systematyczny spadek inflacji i od czerwca jest ona jednocyfrowa. We wrześniu wyniosła 6,9% rok/rok, danych za październik jeszcze nie ma. Czesi nie stosują zasady publikacji tzw. szybkiego odczytu w ostatnim dniu danego miesiąca. Oczywiście Czesi mają inny koszyk inflacyjny, to fakt, ale trendy z pewnością można porównywać. Ich bank centralny stopy procentowe zaczął podwyższać wcześniej niż Narodowy Bank Polski, bo w lipcu 2021 roku. W Polsce cykl zaczął się w październiku. I Czesi doszli do poziomu 7%, w Polsce w szczycie mieliśmy 6,75%. My zaczęliśmy we wrześniu tego roku obniżać stopy, tymczasem Czesi wciąż utrzymują je na poziomie 7%, najwyższym od prawie dwudziestu pięciu lat. Oczywiście nie można porównywać jeden do jednego sytuacji w różnych krajach, każdy ma swoją specyfikę, ale mimo wszystko, aż tak bardzo się od Czech nie różnimy. A z pewnością patrząc na te dane widać inne podejście do kwestii walki z inflacją. A właściwie do ryzyka tego, że w przyszłym roku może ona znowu wzrosnąć.

Odbicia inflacji boją się wszystkie wspomniane przeze mnie na początku banki centralne i jeszcze parę innych. Nie boi się tego NBP. Oczywiście, jeśli inflacja odbije, to już nie do poziomów, które obserwowaliśmy na początku 2023 roku Ale będzie jednak wciąż wyraźnie powyżej tego, co ma być.
Przypomnę, że obecny spadek inflacji wynika z kilku podstawowych czynników. Po pierwsze, doszło na świecie do mocnego spadku cen surowców i produktów żywnościowych. Surowce bezpośrednio do koszyka inflacyjnego nie wchodzą, ale z nich tworzymy produkty, które się tam znajdują. Dla przykładu aluminium potaniało od zeszłorocznego szczytu o 40% i jesteśmy w tej chwili na poziomie cen z 2018 roku. Podobnie choćby ruda żelaza. Tu ceny są wyższe niż bezpośrednio przed pandemią, ale niższe niż na przykład w roku 2014. Zmierzam do tego, że obecny poziom nie jest jakiś nadzwyczajny. I, powtórzę, prawie 40% niższy niż w połowie 2021 roku. Mógłbym tak dalej wymieniać. Podobnie jest z żywnością. Pszenica potaniała o ponad połowę w stosunku do rekordowych poziomów z marca 2022. Rzepak od szczytu jest tańszy o 60%. Oczywiście są też takie surowce i produkty, które potaniały znacznie mniej albo nie potaniały wcale. Ale jednak w sumie mamy do czynienia z bardzo mocną przeceną.

REKLAMA (2)

Po drugie, oddziałują oczywiście stopy procentowe, które tłumią konsumpcję. A to jest czynnik hamujący wzrost cen. Po to się w końcu stopy podnosi. Gospodarka na tym cierpi, bo też hamuje, ale innego sposobu nie ma. Pytaniem jest tylko, jak bardzo ostro oddziaływać? Jak znaleźć złoty środek?
W Polsce mamy jeszcze jeden element, a mianowicie spadek realnych wynagrodzeń, który obserwowaliśmy przez rok. Działa on w połączeniu z wyższymi stopami na rzecz ograniczenia naszego kupowania. Zapaści nie było, ale ewidentnie zaczęliśmy oszczędzać, co oczywiście pomaga zbijać inflację.
No i trzeba jeszcze wspomnieć o efekcie statystycznym, czyli o efekcie bazy. Porównujemy się z bardzo wysokimi poziomami cen z zeszłego roku.

REKLAMA (3)

No i teraz trzeba sobie zadać pytanie o przyszły rok. Czy ceny surowców będą jeszcze spadać? Raczej nie, chyba, że znowu uderzy w nas jakiś potężny kryzys, ale to nie jest z pewnością bazowy scenariusz. A ceny żywności? To samo. Konsumpcja? I tu wracam do banku Czech. Czesi dlatego nie obniżają na razie stóp procentowych, bo boją się mocnego wzrostu oczekiwań płacowych. To z kolei może podbić konsumpcję i w efekcie inflacja znowu przyspieszy. W Polsce mamy ten sam problem. Wzrost realnych wynagrodzeń już jest „na plusie”. A w przyszłym roku dojdzie do bardzo wyraźnego podniesienia płacy minimalnej. W dodatku rząd zakłada w budżecie, i ewentualny nowy rząd raczej tego nie zmieni, zwiększenie transferów społecznych, choćby w postaci zmiany „500+” na „800+”. W Czechach budżet jest raczej zacieśniany, czyli odwrotnie niż u nas.
Dla porządku dodam jeszcze, że efekt bazy już nie będzie nam pomagał, wręcz przeciwnie. Jak to się zatem wszystko skończy?

Przekonamy się za rok. Na razie inflacja w kolejnych miesiącach będzie dalej spadać i realne jest zejście nawet poniżej 5% rok/rok w pierwszych miesiącach 2024 roku. Oczywiście pod warunkiem utrzymania tarczy antyinflacyjnej. Spadek inflacji do 6,5% rok/rok w październiku nie jest żadną sensacją z powodów, o których wspomniałem. Choć tak pewnie będzie próbował go przedstawiać prezes NBP. Ale potem, jeszcze przed połową roku, inflacja może odbić z uwagi na wymienione przeze mnie przed chwilą czynniki. I utrzymywać się na wyższych poziomach miesiącami. I będzie to wciąż daleko od 2,5% rok/rok, które chcemy mieć. Dlatego uważam rozpoczęcie obniżania stóp procentowych już we wrześniu za błąd.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze