Błazenada

0
REKLAMA

Stefan NiesiołowskiTrudno określić całą podjętą przez PiS akcję obalenia rządu Donalda Tuska i zastąpienia tego rządu przez „techniczny rząd” Piotra Glińskiego inaczej niż błazenadę. Nie istnieje zresztą w Konstytucji ani w systemie prawny pojęcie „rządu technicznego”, a tylko Rada Ministrów.
O rządzie „technicznym” możemy mówić jako o krótkoterminowym rządzie, który ma za zadanie przygotowanie przedterminowych lub innych wyborów i na który siłą rzeczy zgadza się wyraźna większość parlamentu. Jest to kompromisowe rozwiązanie w kryzysowej sytuacji i oznacza, że taki rząd nie podejmuje żadnych istotnych decyzji, a tylko administruje krajem do czasu, aż wyborcy powierzą zwycięskiej partii wzięcie odpowiedzialności za państwo.

Żaden z tych elementów nie pasuje do sytuacji w Polsce. W wyniku ostatnich wyborów gabinet koalicyjny PO/PSL Donalda Tuska ma większość (co prawda niewielką, ale w warunkach polskich z taką większością mamy do czynienia bardzo często) w Parlamencie i nic nie zapowiada, aby w dającej się przewidzieć przyszłości miał ją utracić. Zgłaszanie kandydata na premiera miało więc wyłącznie charakter demonstracji, chodziło o zyskanie pretekstu do agresywnych w formie i treści wystąpień wymierzonych w rząd, osobę premiera i polityczne zaplecze rządu. W tym przypadku wyłącznie w Platformę Obywatelską, bo PiS liczy na PSL jako ewentualnego przyszłego koalicjanta, więc tej partii w zasadzie nie atakuje, a jeśli – to tylko okazjonalnie i niegroźnie.
Cały spektakl zatytułowany „profesor Gliński”, pomijając samą osobę kandydata, który odgrywał mniej więcej rolę Osóbki‑Morawskiego, któremu być może także wydawało się, że sprawuje władzę, polegała na zorganizowaniu szeregu konferencji prasowych, spotkań i wystąpień, które miały pokazać, że PiS ma polityczną, ekonomiczną i personalną alternatywę wobec rządu Donalda Tuska.

REKLAMA (3)

Spektakl od początku do końca nieudany. Pan Gliński nie wykazał się jakimikolwiek kwalifikacjami do pełnienia nie tylko funkcji premiera, ale do odegrania istotniejszej roli politycznej. Był i pozostał marionetką w rękach Kaczyńskiego, co w pewien symboliczny sposób było widać na trybunie sejmowej, gdy p. Kaczyński trzymał w rękach tablet, z którego wydobywał się głos p. Glińskiego. Miało to wyraźnie farsowy charakter, biorąc pod uwagę ignorancję Kaczyńskiego w sprawach technicznych i wyraźną niechęć do nowoczesnych technologii nawet tak prostych, jak telefony komórkowe i konta bankowe.
Ale godny pożałowania profesor Gliński w roli marionetki to nie cały i nie najważniejszy aspekt. Przede wszystkim po raz kolejny okazuje się, że PiS usiłuje przekreślić rezultat wyborów, że usiłuje dorwać się do władzy nie poprzez wolę elektoratu, którą ujawniły wybory w 2011 roku i ujawnią następne w 2015 roku, ale poprzez kuglarskie sztuczki z „technicznym” premierem. Była to próba destabilizowania, a mówiąc mocniej, demolowania państwa, które w warunkach zewnętrznego kryzysu dyskusji nad budżetem Unii Europejskiej potrzebuje stabilizacji.

REKLAMA (2)

Trwa pełzający pucz polegający na negowaniu wyniku wyborów, twierdzeniu, że Polską rządzą mordercy, zdrajcy i złodzieje. Szansą dla dorwania się PiS‑u do władzy i recydywy IV RP jest oczywiście kryzys ekonomiczny i upadek polskiej gospodarki – to marzenie Kaczyńskiego i jego pomagierów. Ale destabilizacja, strajki, demonstracje i takie awantury jak ta z udziałem p. Glińskiego odgrywają istotną rolę pomocniczą – im gorzej dla Polski, tym lepiej dla dążących za wszelką cenę do władzy nad Polską.
Jak wiadomo Polska, w której nie rządzi Jarosław Kaczyński, nie jest Polską i należy zmierzać do tego, aby Polska znowu była prawdziwą Polską. W tym swoją rolę odegrał i być może jeszcze odegra mały herostratesik, na miarę swojego promotora i mentora, p. Gliński.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze