Główny Urząd Statystyczny podał informację o inflacji w lutym. Wyniosła ona 2,4% rok/rok, a zatem relatywnie niedużo. Ale kilka towarów i usług zanotowało bezprecedensowy wzrost cen.
Początek tego roku przyniósł nam spadek inflacji w ujęciu rocznym. Zupełnie odwrotnie niż w zeszłym roku, kiedy dane za styczeń i luty były najgorsze od 2012 roku. W styczniu 2020 roczne CPI, o wskaźniku CPI pisałem wielokrotnie, wyniosło 4,3%, w lutym 4,7%, a w marcu 4,6%. Teraz początek roku zaburzony jest tzw. efektem bazy. Miesięczna inflacja, czyli porównujemy ceny w danym miesiącu do cen w poprzednim miesiącu, na początku zeszłego roku była relatywnie wysoka, teraz te miesiące nam wypadają i to powoduje statystyczne ograniczenie wzrostu cen w ujęciu rocznym. Trochę to skomplikowane, no ale warto taki efekt odnotować.
CPI na poziomie 2,4% wydaje się pod kontrolą. W końcu chcemy mieć 2,5%, jesteśmy zatem w celu inflacyjnym. Trzeba jednak wspomnieć, że to najwyższy wskaźnik w Unii Europejskiej. Poza tym to inflacja w okresie ograniczenia konsumpcji wynikającego z pandemii. To ograniczenie wciąż jest widoczne. Dodatkowo mamy jeszcze wspomniany efekt bazy. Osobiście uważam, pisałem już o tym wiele razy, że druga połowa roku tak dobra nie będzie.
Przyjrzyjmy się jednak dokładniej informacjom z GUS. Warto bowiem zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, mamy nowe wagi grup towarów i usług w koszyku inflacyjnym. Raz w roku GUS analizuje, co zmieniło się w preferencjach zakupowych Polaków w ostatnich dwunastu miesiącach. Skoro się te preferencje zmieniają, a przecież jasne jest, że się zmieniają, to trzeba zmiany uwzględnić w koszyku. Bo przecież ma on być podstawą do obliczenia zmian cen towarów i usług najczęściej kupowanych. W 2020 roku wzrósł przede wszystkim udział dwóch kategorii. To „żywność i napoje bezalkoholowe” oraz „użytkowanie mieszkania”. Najbardziej natomiast zmniejszył się udział „restauracji i hoteli” oraz „transportu”. Jak trzeba to interpretować? Oczywiście lockdownem i ograniczeniem naszej aktywności. Nie możemy w pełni korzystać z gastronomii i hoteli, mniej się poruszamy, a zatem i wydatki na te cele spadły. Jeśli udział jednych wydatków spada, to automatycznie innych będzie rósł. Oczywiście pod warunkiem, że nie pojawią się inne grupy produktowe. Ale w przypadku wzrostu udziału kategorii „żywność i napoje bezalkoholowe” oraz „użytkowanie mieszkania” trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jedną okoliczność. Skoro częściej przebywamy w domu, uczymy się w nim zdalnie, czy pracujemy zdalnie, to więcej zużyjemy choćby prądu oraz wody. A to oznacza większe wydatki. Skoro mniej korzystamy z gastronomii, to bardziej żywimy się w domu, a to oznacza większe wydatki na zakup żywności.
Druga kwestia, o której chciałem wspomnieć to te grupy towarów i usług, które w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy podrożały najbardziej. Absolutnym liderem są „usługi finansowe”. Podrożały one o 50%. Wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę, zapowiedzi podwyżek przez cały rok słyszeliśmy w mediach. W dużej mierze wzrost wynika z podrożenia sytemu bankowego. Rosną prowizje, opłaty, marże, przedstawiciele zarządów banków stawiają tezę, że skończył się okres darmowych rachunków itd., itp. Główny powód tego stanu rzeczy to rekordowo niskie stopy procentowe, które ograniczają zyski banków. Przyczynił się do tego Narodowy Bank Polski. Absolutnie popieram obniżanie stóp procentowych w związku z pandemią, ale uważam, że ostatnia obniżka dokonana rok temu była już niepotrzebna. I jej skutkiem są między innymi drastyczne podwyżki opłat za usługi finansowe. Oczywiście ta obniżka niesie za sobą również pozytywne skutki, ale bilans, moim zdaniem, jest ujemny.
Na drugim miejscu pod względem skali wzrostu cen jest wywóz śmieci. Podrożał on w stosunku do lutego 2020 prawie o 37%. Nic nowego, zdajemy sobie z tego sprawę, ale rzeczywiście trudno nie zgodzić się z prezesem NBP, że jest on szokujący i niezrozumiały. Nie ma podstaw do aż takich zmian. Poza brakiem wystarczającej konkurencji. Tu jest jeszcze pole do popisu dla tworzących prawo.
W dalszej kolejności, pod względem wzrostu cen, mamy usługi stomatologiczne, wzrost o prawie 13%, oraz fryzjerskie, kosmetyczne i pielęgnacyjne, wzrost o 10,6%. Generalnie proces drożenia usług obserwujemy od kilku lat. To efekt wzrostu kosztów pracy i cen energii. Ale wzrost cen wspomnianych przeze mnie usług jest dodatkowo podbity efektem pandemii. Reżim sanitarny kosztuje, a ten koszt jest w większej części przerzucany na klientów. Mocno w ostatnich dwunastu miesiącach podrożały także opieka społeczna, usługi związane z kulturą, energia elektryczna, usługi lekarskie i… wody mineralne i źródłowe. Te ostatnie o 7,6%. No właśnie, ta zmiana jest bardzo ciekawa. Oczywiście podrożała energia, rosną wciąż koszty pracy, ale dlaczego cena poczciwej wody mineralnej tak mocna poszła w górę? Myślę, że część producentów „wygładziła” nieco efekt opłaty cukrowej. Zamiast bardzo mocno podnieść cenę jakiegoś wysoko słodzonego napoju zdecydowano się na mniejszy ruch, a część opłaty „wciśnięto” w cenę wody. No właśnie, to kolejny argument za tym, że w praktyce nowe podatki nie muszą działać tak, jak sobie wprowadzający je wymyślą.



















