Coraz droższa ekologia

0
REKLAMA

Marek ZuberWszyscy zapewne chcemy żyć w czystym świecie, jednak wciąż dla wielu jest to jedynie pusty slogan, niezobowiązujący do żadnych działań ani wyrzeczeń. Na szczęście świadomość ekologiczna rośnie z roku na rok. Podobnie jak koszty odejścia od technologii brudnych.
Nie ma chyba nikogo, kto na pytanie, czy chciałby żyć w czystym świecie, świecie bez zanieczyszczonego, często trującego powietrza i toksycznych odpadów, odpowiedziałby, że nie. Ale z drugiej strony, gdy ekologia wkracza w nasze życie, bardzo często się jej opieramy. Poddajemy w wątpliwość różne decyzje czy zalecenia, które mają w konsekwencji doprowadzić na przykład do zmniejszenia smogu. Ile razy słyszałem od ludzi, że ich sąsiedzi wrzucali różne dziwne rzeczy do pieca, choć byli zamożni, a na uwagę, że tak nie można, odpowiadali: „nie przesadzaj”. Wezwanie odpowiednich patroli, np. straży miejskiej, skutkowało z kolei obrazą na całe życie. Oczywiście świadomość ekologiczna rośnie z roku na rok. Widzimy to i na bazie wyników różnego rodzaju badań i zapewne w prywatnych rozmowach ze znajomymi. Pewne rzeczy jesteśmy w stanie robić na poziomie lokalnym, wręcz na poziomie gospodarstwa domowego, ale pewnych, w wielu przypadkach kluczowych, już nie. To kwestia decyzji rządzących.

Europa jest ewidentnie liderem w kwestii podejmowania decyzji proekologicznych. I to także, a może przede wszystkim, na poziomie strategicznym. Choćby w kontekście tzw. neutralności klimatycznej, czyli doprowadzenia do sytuacji, w której netto nasz kontynent nie emituje dwutlenku węgla. Oczywiście to tylko jeden z przejawów działań proekologicznych, ale z pewnością bardzo ważny. I osiągnięcie go oznacza wielkie wyzwania, nie tylko dla Polski, która wciąż jedną z kluczowych gałęzi przemysłu – czyli produkcję prądu – opiera na węglu. To olbrzymie koszty także dla innych, choć faktem jest, że w sposób szczególny obciąża to nasz kraj.

REKLAMA (3)

Jak ogromne są te wyzwania i z jakimi trudnościami będą się wiązać, widać choćby po branży automotive, wciąż potężnej części europejskiego przemysłu. Co chwilę któryś z prominentnych przedstawicieli VW, BMW czy Stellatisa zwraca na to uwagę. Szczególnie aktywny w ocenie obecnych trendów jest szef tego ostatniego, czyli Carlos Tavares. Postać nietuzinkowa, jeden z liderów sektora, uczestniczący wcześniej aktywnie w restrukturyzacji grupy Nissan Renault, był tam osobą nr 2, zaraz po charyzmatycznym szefie Carlosie Ghosnie, a od 2014 roku robiący to samo już jako szef wszystkich szefów w koncernie PSA, po połączeniu PSA z Chryslerem i Fiatem i utworzeniu koncernu Stellantis, trzymający stery tego czwartego co do wielkości na świecie koncernu motoryzacyjnego. Te trudności to nie tylko koszty, ale w ogóle możliwość realnego spełniania założeń, na przykład takich, żeby do roku 2030 osiągnąć w Europie liczbę prawie 16,5 mln punktów ładowania samochodów elektrycznych. To już nawet nie chodzi o samą liczbę urządzeń, choć dzisiaj jest ich niecałe 250 tysięcy i to głównie w trzech krajach. To chodzi o to, czy będziemy w stanie wyprodukować tyle prądu, żeby te urządzenia zasilić. I to niekoniecznie „czystego” prądu.
Ale oczywiście najważniejszym wyzwaniem są koszty. Koszty, które ktoś musi ponieść.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze