Dodatkowa konsekwencja

0
Marek Zuber
REKLAMA

Nie wiem oczywiście, jaki dokładnie plan ma David Cameron, ale myślę, że pomysł referendum może wynikać z dwóch powodów. Pierwszy jest związany z rosnącą w Wielkiej Brytanii grupą przeciwników Unii. W związku z tym, co logiczne, ma to swój wyraz w programach części partii politycznych. Cameron to oczywiście zauważył i od pewnego momentu problem ten stał się istotnym w jego wystąpieniach. Podobnie zresztą, jak kwestia emigrantów. Mam tu na myśli nie dzisiejszy kryzys, z którym musi się zmierzyć Europa, ale napływ emigrantów głównie z Europy Środkowo Wschodniej. Pamiętamy wypowiedzi brytyjskiego premiera dotyczące także naszych rodaków. Ta retoryka nasiliła się w 2014 roku. Tak do końca nie wiemy, ile w tych słowach było faktycznych przekonań samego Camerona, a ile wyrachowania związanego z wyborami, które odbyły się w maju 2015 roku. Pamiętajmy, że, według niektórych ekspertów Partia Konserwatywna, której liderem jest właśnie Cameron, miała stracić władzę. Być może zatem pewien zwrot w kierunku przeciwników UE i emigrantów miał doprowadzić do zjednania sobie dodatkowych wyborców. Tak czy inaczej prognozy przedwyborcze okazały się nietrafione i partia konserwatywna uzyskała lepszy wynik, niż pięć lat temu.
Być może jest też tak, że Cameron swoimi słowami i samym referendum chce wywrzeć nacisk na resztę Europy, na czele z biurokracją europejską, w związku z tym wszystkim, co się w Unii Europejskiej dzieje. I nie dzieje. Głównie w kwestiach gospodarczych. Obszar, który w pierwszej dekadzie XXI wieku miał się stać najbardziej konkurencyjnym obszarem świata wciąż tkwi w socjalizmie i niekończonych się nakazach i zaleceniach. Zamiast zwiększać konkurencyjność w wielu branżach się ją ogranicza. Bruksela chce decydować o rzeczach, o których decydować nie powinna. Nawet jeśli uda się w jakimś obszarze pójść w dobrym kierunku to zmiany są powolne. Jak tak dalej pójdzie, i przyznają to nie tylko ci ekonomiści, którzy nie lubią koncepcji wspólnego obszaru europejskiego, to za pięćdziesiąt lat będziemy gospodarczym skansenem świata.
Jeśli zatem Cameron myśli aż tak dalekowzrocznie, to chwała mu za to. Prawdę mówiąc moim zdaniem tak właśnie jest. Brytyjski premier chce zmusić Europę do zmian, po czym w 2017 roku opowiedzieć się za nową, zmienioną Unią i za pozostaniem w niej swojego kraju.
Problem w tym, że sytuacja się mocno skomplikowała. Ostatnie badania opinii publicznej w Wielkiej Brytanii pokazują bowiem, że odsetek niechętnych Unii rośnie, a dzieje się tak ze względu na obecny kryzys związany z napływem emigrantów z Afryki. Z którym, dodajmy, Europa, póki co, ewidentnie sobie nie radzi. Dramat ludzi uciekających przed wojną i sposób, w jaki im pomożemy, ma swoje dodatkowe konsekwencje. Nie tylko w aspektach etycznym, moralnym, gospodarczym czy religijnym. Także w kontekście wyniku brytyjskiego referendum.
Pozostało jeszcze trochę czasu, jednak z punktu widzenia wyzwania, wcale nie jest go tak dużo. Nie ma jednak wątpliwości co do tego, że to, co zrobi Europa, może mieć kluczowe znaczenie dla jej przyszłości. Także w kontekście jedność Unii. Oczywiście ewentualne wyjście Brytyjczyków nie musi oznaczać końca UE, ale stworzony precedens może być jednak niebezpieczny.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze