Ten sam jazgot i podobne wymysły reżimowych mediów zapewniających o sukcesie i przełomowym charakterze, te same bełkotliwe tłumaczenia i komentarze, te same ataki na politycznych przeciwników, te same żenujące miny i zachowania głównego bohatera i kompletny brak profesjonalizmu PiS‑owskich ministrów i urzędników. Jednym słowem – żenada. To słowo najlepiej chyba oddaje charakter transatlantyckiej wyprawy p. Dudy.
Żenujące było zdjęcie p. Dudy stojącego przy biurku Trumpa i podpisującego jakiś nieistotny dokument, żenujący był bucik p. Dudziny wysiadającej z samochodu, żenujące były miny a la Mussolini, wysunięty podbródek i przenikliwy wzrok polskiego męża stanu, który patrzy w przyszłość, maszerując szlakiem naszych królów i wodzów, szlakiem niepodległości, którą, jak wiadomo, dał Polsce Lech Kaczyński i dlatego będzie miał kolejny monument w Warszawie (nie mogę się doczekać, kiedy te szkarady zostaną rozwalone, a gruz przyda się na nowe domy i drogi).
Duda nie posłuchał „genialnych” rad p. Schetyny i nie wystąpił jak rzecznik Unii oraz obrońca prozachodniej polityki demokratycznej Polski. Raczej był tej Unii rozbijaczem i starał się stworzyć wrażenie, że razem z Ameryką Polska sobie sama poradzi, żadna tam zdegenerowana i amoralna Unia nie jest potrzebna. Bo gdyby tylko Trump zechciał, to wspólnie pokazalibyśmy Merkel i Macronowi, gdzie raki zimują.
Trudno dostrzec cokolwiek pozytywnego w pobycie Dudy za Atlantykiem, może z wyjątkiem pogłębiającej się kompromitacji tego pana i wraz z nim PiS‑owskich rządów. Reklamowany w reżimowych mediach sukces w postaci amerykańskich baz w naszym kraju jest absurdalny. Po pierwsze Trump niczego takiego nie obiecał, bo o bazach decyduje Kongres, a po drugie za wszystkie bazy na świecie płaci Ameryka, więc Polska byłaby swoistym dziwolągiem płacącym Ameryce za bazy na swoim terytorium. Symbolem pozostanie jednak to żałosne zdjęcie, o którym, jak o całej „wizycie” mającej być ukoronowaniem tej żenującej prezydentury, najlepiej jak najszybciej zapomnieć.
A w kraju mieliśmy kilka wydarzeń z pewnością zasługujących na uwagę. Pan Sasin, którego powierzchowność, inteligencja i maniery przywodzą na myśl biblijne zwierzę symbolizujące nieczystość, był uprzejmy ogłosić, że ojcem niepodległości jest Lech Kaczyński. Nie jest jasne, czy Sasinowi chodzi o rok 1918 i Bitwę Warszawską, czy o niepodległość odzyskaną w 2015 roku, bo przecież rok 1989 był zdradą, oszustwem i narodowym zaprzaństwem. O cokolwiek Sasinowi chodzi, wypowiedź świadczy o konieczności poddania się kuracji (co najmniej wypoczynkowej). Casus p. Le Pen skierowanej na przymusowe badania psychiatryczne świadczy o tym, że Francja pod każdym względem wyprzedza Polskę. Wprawdzie kilka lat temu sąd skierował na badania psychiatryczne Jarosława Kaczyńskiego, ale pochopnie i lekkomyślnie z tej decyzji się wycofał.
P. Morawiecki zaprosił na rozmowę Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego, Małgorzatę Gersdorf i prawdopodobnie coś tam naobiecywał i nakłamał. Zalecam daleko posuniętą ostrożność i nieufność, albowiem wygląda na to, że w obliczu dość stanowczej, choć powolnej polityki Unii wobec PiS jakiś kolejny pozorny gest w stosunku do Unii może wykonać. Moja sugestia jest jedna: nie rozmawia się z kłamcami i oszustami, żadnych ustępstw wobec dyktatury. Nie ma miejsca w Europie na dyktaturę i należy dyktatury obalić, ich budowniczych ukarać, a demokrację odbudować i zabezpieczyć. Sapienti sat.
Duda za Atlantykiem
REKLAMA
REKLAMA




















