Eksport nas trzyma

0
Marek Zuber
REKLAMA

Od ostatniego kwartału 2011 roku, kiedy wzrost gospodarczy sięgnął 4,9%, polska gospodarka systematycznie hamuje. W pierwszym kwartale tego roku rozwijaliśmy się w tempie zaledwie 0,5%. To tylko minimalnie, o 0,1 punktu procentowego, lepiej, niż w pierwszym kwartale 2009 roku, czyli w apogeum światowego kryzysu wynikającego z załamania rynku nieruchomości w USA, a potem globalnych rynków finansowych. Nie wiemy jeszcze, jaki był wzrost PKB w drugim kwartale. Jednak w czerwcu, po raz pierwszy od wielu miesięcy, wreszcie zobaczyliśmy nieco lepsze dane pokazujące aktywność gospodarki. Wobec PKB są to, w pewnym sensie, dane cząstkowe, na ich podstawie mamy zatem wreszcie prawo do odrobiny optymizmu.
Zarówno produkcja przemysłowa, jak i sprzedaż detaliczna okazały się mocniejsze niż w poprzednich miesiącach. Produkcja przemysłowa wynika z trzech elementów: konsumpcji, inwestycji i eksportu. Szczególnie ten pierwszy element zawodził. Stanowi on o większości PKB. Konsumpcja, czyli po prostu to, czy chcemy kupować. Kilka miesięcy temu podjęliśmy już w TEMI ten temat, wskazując, że trudno kupować, kiedy spadają realne wynagrodzenia, rośnie bezrobocie i jeszcze wszędzie słychać o mającym nastąpić dramacie. Teraz jednak coś się zmieniło. Bezrobocie przestało rosnąć, choć faktem jest, że bardziej z uwagi na czynniki sezonowe, czyli prace w budownictwie i rolnictwie, zaczęły też rosnąć realne wynagrodzenia. Z tym że nie za sprawą podwyżek płac. Inflacja jest tak niska, że niewielki nominalny wzrost, który obserwujemy w gospodarce, praktycznie w całości zwiększa naszą siłę nabywczą. Warto też wspomnieć o tym, że dzięki obniżkom stóp procentowych kredyty i pożyczki nigdy nie były jeszcze takie tanie. To z pewnością także pomaga nam w decyzjach o zakupach. Drgnęło zatem, jeśli chodzi o rynek wewnętrzny. Drgnęło, nie ma mowy o początku jakiegoś boomu, ale dobre i to. I miejmy nadzieję, że ten proces będzie kontynuowany.
Fakt, że nie wpadliśmy w recesję, zawdzięczamy jednak innemu czynnikowy, a mianowicie eksportowi. Radzimy tu sobie nadzwyczaj dobrze. Wynika to z trzech czynników. Po pierwsze w strefie euro, szczególnie w Niemczech, mamy co prawda wciąż kryzys, ale w przypadku polskich produktów nie przekłada się on proporcjonalnie na wielkość zamówień. Kryzys to czas szukania tańszych, relatywnie dobrych jakościowo „zamienników”. A w produkcji takowych jesteśmy naprawdę konkurencyjni. Po drugie wielu naszych partnerów handlowych o kryzysie już zapomniało. Mam tu na myśli choćby Stany Zjednoczone. I po trzecie wreszcie, i na to warto zwrócić uwagę, szukamy nowych możliwości sprzedaży, czyli nowych rynków. Aktywność w tym zakresie bardzo mocno wzrosła. I z tego należy się ogromnie cieszyć, bo nie tylko stanowi to bufor przed poważniejszym kryzysem, ale także świetnie wróży na przyszłość. Raz zdobytych przyczółków polscy przedsiębiorcy raczej nie będą chcieli oddać.
Być może najgorsze zatem naprawdę już za nami. Tym bardziej że także w strefie euro wreszcie mamy nieco więcej optymizmu. Nie zmienia to jednak faktu, że polepszenie sytuacji, które, mamy nadzieję, nastąpi w najbliższych miesiącach, nie będzie znaczące. Będę Państwu pisał zapewne, podobnie jak dzisiaj, że wskaźniki się poprawiają, ale Państwo tego nie odczujecie. Zmiany będą bowiem za małe. Zauważalną poprawę zobaczymy najwcześniej za rok. I ten rok musimy jakoś przetrzymać.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze