Kiedy dogonimy bogaty Zachód?

0
Marek Zuber
REKLAMA

Aby spróbować odpowiedzieć na pytanie, kiedy możemy dogonić bogatszych od nas Europejczyków, najpierw trzeba określić, gdzie mniej więcej jesteśmy. I tu będzie pierwszy problem: jakich użyć wskaźników? Takie najpopularniejsze, którymi moglibyśmy się posłużyć, to: nominalne PKB per capita, czyli na mieszkańca, PKB z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej na mieszkańca, czyli upraszczając z uwzględnieniem różnicy cen, oraz średnie wynagrodzenie. Żaden z nich nie oddaje w pełni realnej sytuacji, ale na czymś musimy się przecież oprzeć. Z wypowiedzi naszych polityków – obok premiera, także prezydent kilka dni temu poruszył ten temat – nie zawsze do końca wiadomo, o jakich wskaźnikach mówią. Najczęściej pojawia się określenie „tempo wzrostu”. „Utrzymując obecne tempo wzrostu dogonimy…” i tu słyszymy, kogo i kiedy. Biorąc pod uwagę sens wypowiedzi wydaje się, że wspomnianym politykom chodzi właśnie albo o nominalne PKB na mieszkańca, albo o PKB z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej na mieszkańca. Czasem słyszymy także o „wynagrodzeniach”. I tu znowu będzie problem. Jakie wynagrodzenia? Czy minimalne wynagrodzenie, czy średnie, czy jeszcze jakieś inne? Trzeba jednak powiedzieć sobie wprost, że te wypowiedzi to oczywiście nie precyzyjne analizy, tylko pewnego rodzaju hasła, które mają odnieść efekt propagandowy. I tyle.
Wielokrotnie pisałem na temat wskaźników określających bogactwo, więc wiecie Państwo, że póki co jesteśmy piątym/szóstym, właśnie w zależności od tego, jaki wskaźnik brać pod uwagę, najbiedniejszym krajem Unii Europejskiej. Choć słowo „najbiedniejszym” też nie jest precyzyjne. No dobrze: piątym/szóstym krajem o najniższym poziomie nominalnego PKB na mieszkańca, lub PKB z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej na mieszkańca.
Dla przykładu wg Międzynarodowego Funduszu Walutowego: PKB per capita w 2018 roku wyniosło w Polsce 15,4 tysiąca USD. Najbogatszym krajem Europy, i całego świata zresztą, w tym zestawieniu jest Luksemburg, ponad 114 tysięcy USD. Nasz zachodni sąsiad, czyli Niemcy to poziom 48 tysięcy USD. Wyprzedzają nas także między innymi Czechy – 22,8 tysiąca USD i Słowacja – 19,5 tys USD. Włochy to poziom ponad 34 tysięcy USD, a Portugalia 23 tysiące USD. Piszę o tych krajach, bo one są często wskazywane przez naszych polityków. Mniejszy dystans dzieli nas do bogatych Europejczyków wtedy, gdy weźmiemy pod uwagę ceny. Czyli realne możliwości zakupowe. W przypadku PKB na osobę, ale z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej, również według MFW, w Polsce w roku 2018 osiągnęliśmy niecałe 32 tysiące USD. Europejskim, ale już nie światowym, liderem jest tu znowu Luksemburg z prawie 107 tysiącami USD. A nasz zachodni sąsiad, czyli Niemcy mają 52,5 tysiąca USD. Włochy to prawie 40 tysięcy USD, a Portugalia nieco ponad 32 tysiące USD. Czyli praktycznie tyle, ile Polska. Wyżej są znowu nasi sąsiedzi z południa, czyli Czesi – ponad 37 tysięcy USD i Słowacja – ponad 35 tysięcy USD.
Od bogatych, tych naprawdę bogatych, dzieli nas zatem spory dystans. Tę samą sytuację mamy w przypadku wynagrodzeń. Choć tu porównanie jest jeszcze trudniejsze. My posługujemy się pojęciem minimalnego wynagrodzenia, nie wszędzie w Europie ono funkcjonuje. Średnie wynagrodzenie jest wszędzie liczone, ale nie wszędzie znaczy to samo. W Polsce liczymy średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw. Tak czy inaczej różnice tu są wciąż olbrzymie. Zakładając, że w Polsce owo średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw to około 1200 euro, w Niemczech możemy mówić o poziomie przynajmniej trzy razy wyższym. Na przykład w branży produkcyjnej u naszych zachodnich sąsiadów średnie wynagrodzenie to około 4200 euro, a w budownictwie prawie 3400 euro.
Ale problem leży gdzie indziej. Otóż nawet, jeśli ustalilibyśmy dokładnie, co politycy mają na myśli, to wszelkie mówienie o tym, za ile, kogo dogonimy, trochę nie ma sensu. Dlaczego? Bo nie tylko my się rozwijamy. To nie jest tak, że inni stoją w miejscu, a my idziemy do przodu. W dodatku równym tempem. „Gdybyśmy się rozwijali tak jak teraz, to dzisiejszy poziom Niemiec osiągniemy za ileś tam lat”. No dobrze, tylko co z tego wynika? Niemcy za ileś tam lat mogą być w zupełnie innym miejscu. Dlatego i tak wciąż ich nie dogonimy. Mało tego: teoretycznie inni w UE też mogą się rozwijać w tempie takim, jak my. Może się zatem okazać, że w dalszym ciągu będziemy… piątym, szóstym najbiedniejszym krajem UE. Choć znacznie bogatszym, niż dzisiaj.
Co z tego wszystkiego wynika? Tego typu slogany ładnie brzmią. Ale nie są precyzyjne. I nie traktujmy ich jako obietnicy, że za jakiś czas w Polsce będzie tak, jak w jakimś innym konkretnym miejscu. Niestety to tak nie działa. A praca nad wzrostem gospodarczym to nie pogoń za innymi. Bo możemy tych innych nigdy nie dogonić. W końcu w niemieckich landach wschodnich wciąż jest gorzej, pod względem choćby przeciętnych wynagrodzeń, niż w zachodnich.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze