Koniec kłamstwa smoleńskiego?

1
Stefan Niesiołowski
REKLAMA

Koniec kłamstwa smoleńskiego jest bardzo prawdopodobny i w jakimś stopniu już się dokonał. Fatalny lot do Smoleńska miał na celu rozpoczęcie w Katyniu przez Lecha Kaczyńskiego i cały obóz nacjonalistyczny wyborczej kampanii prezydenckiej, dlatego mimo zaproszenia ze strony kancelarii, nie skorzystałem z tej oferty, do czego namawiałem kilku moich przyjaciół, niestety daremnie. Było to cyniczne wykorzystanie męczeńskiej śmierci polskich oficerów w 1940 roku dla promowania wyraźnie dołującego w sondażach najgorszego wówczas prezydenta w historii Polski, Lecha Kaczyńskiego, obecnie to niechlubne miejsce zajmuje p. Duda. Zaraz po katastrofie, w której zginęło 96 osób, bardzo wielu komentatorów, dziennikarzy, intelektualistów i polityków ogłosiło początek czegoś w rodzaju narodowego pojednania, bo przecież pod Smoleńskiem zginęli przedstawiciele wszystkich partii i wielu środowisk, i wydawało się to najlepszym powodem, aby zakończyć już wówczas wyraźny konflikt, nazwany później wojną polsko-polską. Ale pierwszy ruch w kierunku zaostrzenia konfliktu wykonało PiS, uzyskując absurdalną zgodę Kościoła (chyba Dziwisza i Jędraszewskiego?) na pochówek Kaczyńskiego na Wawelu. Jędraszewski nazwał go największym z prezydentów, „równemu królom”. Nie wysłuchano wówczas środowisk, które protestowały przeciwko tej decyzji. Rozpoczął się niczym nieuzasadniony kult „wybitnego męża stanu, jednego z twórców Solidarności, który trafnie rozpoznał rosyjskie zagrożenie, ojca prawdziwej niepodległości, świętej pamięci męczennika”, profesora Lecha Kaczyńskiego.

I to najpewniej wówczas Jarosław Kaczyński, naturalny spadkobierca dziedzictwa politycznego, kultu i legendy wielkiego brata, wpadł na pomysł uruchomienia kłamstwa o wybitnym polityku zamordowanym przez Putina, ale przy pomocy polskich wspólników i agentów, którzy rzecz jasna wywodzą się ze środowisk przeciwnych pisowskim rządom, a zwłaszcza władzy dla Jarosława Kaczyńskiego. Zaczęło się głoszenie wielkości wspaniałej patriotki i bohaterki Marty Kaczyńskiej, a pisowskie media emitowały programy pod nazwą „Córka”, z wiadomym i oczywistym podtekstem. Podły Komorowski, który wyrzucił „Córkę” z pałacu i ośmielił się wygrać wybory, był uzurpatorem, bo prezydentura należała się Lechowi, a gdy go zbrakło, to Jarosławowi. „Córka”, po swoich występach matrymonialnych, niezwykłej biegłości w zabieganiu o pieniądze za śmierć rodziców, podejrzewana i ośmieszana, że sama nie bardzo wie, kto jest ojcem jej dzieci oraz krytykowana za to, że na słynnym zdjęciu z kampanii wyborczej jako budująca rodzina była już w ciąży z kimś, kogo nie uwzględniono na zdjęciu, nie bardzo nadawała się na wzór. „Córka” została więc wycofana, a okazało się, że katastrofa smoleńska była ukartowanym politycznym mordem, w którym uczestniczyli Komorowski, Putin, może Arabski i wszyscy krytycy osoby i polityki Lecha Kaczyńskiego, którego szkalowanie, oczernianie i niszczenie przez polskich zdrajców, agentów Putina, ułatwiło Putinowi bezkarne zamordowanie w ukartowanym zamachu pary prezydenckiej. Bp. Jędraszewski mówił o „obciążeniu” samolotu prezydenckiego, z powodu którego spadł. Ciekawa teza. Istotną rolę przypisali propagandyści Kaczyńskiego mojej osobie, najpewniej za jego zachętą, a on dobrze wie, że mnie nie przestraszy, nie przekupi i nie oszuka swoimi kłamstwami, które zwalczam od czasów AWS-u.

Uruchomiono coś w rodzaju religii smoleńskiej, której głównym kapłanem został nie do końca zrównoważony psychicznie Macierewicz, o którym panuje przekonanie ugruntowane książkami Tomasza Piątka, że ma trudne do wyjaśnienia rosyjskie powiązania, kontakty i wspólne inicjatywy. Najbardziej rozpowszechnionym elementem tego kłamstwa było publikowane nieskończoną ilość razy w pisowskich mediach zdjęcie ze spotkania premiera Tuska z Putinem na molo w Sopocie, kiedy to miano uzgodnić zamordowanie Lecha Kaczyńskiego, a także kłamstwo o „oddaniu” śledztwa Rosji. W rzeczywistości śledztwo prowadziła prokuratura polska, a na dochodzenie rosyjskie Polska nie miała wpływu, nie mogła też zabronić Rosji prowadzenia własnego śledztwa. Kaczyński i jego lizusy ustawicznie domagali się sprowadzenia wraku samolotu, twierdzili, że sprzeciwia się temu Tusk i jego zwolennicy, bo wówczas załamałaby się ich kłamliwa wersja o wypadku. Ogłosili, że jak zdobędą władzę, to natychmiast wrak znajdzie się w Polsce. W tym szczuciu bardzo aktywne były media Rydzyka. Gdy PiS-owi udało się dorwać do władzy, o żadnym wraku nie było już mowy, nigdy też go nie sprowadzili, a Macierewicz i jego komisja nawet nie byli na miejscu katastrofy.

REKLAMA (2)

Kult smoleński rozwijał się przy wyraźnym poparciu Kościoła, który po raz kolejny stał się ważnym czynnikiem poparcia pisowskiej dyktatury, służąc kłamstwu nie tylko w tym obszarze. W świątyniach, kaplicach i miejscach kontrolowanych przez Kościół, a także w tzw. mediach katolickich ukazywały się informacje na temat zamachu, zbrodni i morderców smoleńskich często wspólnie z tzw. narodową, prawdziwą wersją najnowszej historii. Aktywnie włączył się w pisowską narrację Rydzyk, publikując w swoim imperium medialnym wszystkie możliwe bzdury, kłamstwa i insynuacje na ten temat. Zaczęły odbywać się regularnie tzw. miesięcznice smoleńskie, podczas których Macierewicz, Kaczyński i inni mówcy wygłaszali oskarżenia pod adresem „morderców smoleńskich”, głównie przeciwników pisowskiego reżimu. Nakręcano filmy, wydawano książki, uruchamiano programy telewizyjne, z państwowych pieniędzy po dorwaniu się PiS do władzy wydawano miliony na propagandę i kłamstwa o zamachu. Macierewicz ogłaszał co jakiś czas kolejną wersję, a w katolickich i „patriotycznych” mediach pojawiały się zupełnie groteskowe teorie o dwóch samolotach, sztucznej mgle, wielkim magnesie, bombie umieszczonej w Warszawie, trotylu, zacieraniu śladów przez oprawców, Tuska itp., rannych w katastrofie pod Smoleńskiem, którzy przebywają w rosyjskich więzieniach i o dobijaniu rannych. PiS dopuściło się nawet profanacji ofiar, dokonując niepotrzebnych ekshumacji szczątków wbrew zrozpaczonym rodzinom, bo przecież było oczywiste, że żadna ekshumacja nie może niczego wyjaśnić. Druga strona, zaskoczona i jakby sparaliżowana skalą tego kłamstwa, nie bardzo się broniła, wychodząc z założenia, że takie brednie nie mogą się ostać, a prawda obroni się sama. W pewnym momencie w sondażach więcej było nawet zwolenników teorii o zamachu niż przeciwników. Rzeczowe i merytoryczne wyjaśnienia powołanej przez rząd komisji Millera nie miały tej siły co pochody, manifestacje, tablice i pomniki „poległych” pod Smoleńskiem.

W swoich wystąpieniach, także na komisji obrony z udziałem Macierewicza, nazywałem jego komisję nową wersją Komisji Burdenki (stalinowska komisja, która miała za zadanie udowodnić, że w Katyniu polskich oficerów zamordowali Niemcy), budząc zrozumiałą wściekłość pisowców. Na szczęście dla Polski pisowski reżim upadł i komisja powołana do zbadania tej sprawy ujawniła w bardzo obszernym sprawozdaniu, że żadnego zamachu w Smoleńsku nie było, a Macierewicz z całą świadomością kłamał, oszukiwał, szantażował i oczerniał wszystkich, którzy nie chcieli uznać jego z góry przyjętej wersji o zamachu i wybuchu na pokładzie samolotu.

Kłamstwo smoleńskie upadło. Tak jak upadło po wielu latach stalinowskie, a później sowieckie kłamstwo o Katyniu. Wszystkie te tablice są do likwidacji, koniecznie powinien zostać przewieziony do Kozłówki pomnik – schody smoleńskie na placu Saskim, Lech Kaczyński powinien zostać pochowany w Krakowie na Skałce lub na Powązkach, a autorzy kłamstwa smoleńskiego na czele z Macierewiczem muszą zostać ukarani i jako oszczercy i kłamcy zniknąć na zawsze z życia publicznego. Natomiast gigantyczne pieniądze z budżetu państwa, czyli nas wszystkich, winny przez oszustów, chciwych idiotów i zakompleksionych dyletantów zostać zwrócone Polsce.

REKLAMA (3)

Ukazała się książka historyka i publicysty Kazimierza Wóycickiego „Nieprzetrawione ośmiorniczki”, w której autor, specjalizujący się w problematyce wpływów rosyjskich w Polsce, ukazuje działalność rosyjskiej agentury na przykładzie słynnej afery podsłuchowej znanej jako „ośmiorniczki”, mającej według PiS-u być symbolem skorumpowanej władzy PO. Dziś płakać się chce, gdy wiemy o milionach, jakie ukradła skorumpowana pisowska władza, o Obajtku, Szopie, Morawieckim itd. i przypominamy sobie ośmiorniczki, zegarek Nowaka czy „wypasiony” samochód posła Pęczaka. Książka Wóycickiego zwraca uwagę na rosyjską agenturę i wpływy Rosji w środowiskach nacjonalistycznej prawicy i całego tego planktonu i folkloru, na wymyśloną przez PiS pseudoaferę, która doprowadziła Kaczyńskiego do władzy, a Dudę do pałacu, kosztując Polskę osiem zmarnowanych lat. Czy ślad rosyjski istnieje w wątku smoleńskim, czas pokaże. Macierewicz jest od dawna pierwszym podejrzanym, mam nadzieję, że będzie też głównym oskarżonym.

„Zrobiliśmy ranking bezwstydu dojnej zmiany. Na samej górze widzimy Krzysztofa Szczuckiego, szefa Rządowego Centrum Legislacji (RCL) za rządów PiS. Po utracie władzy rzucił się na występy w mediach. Chodził wszędzie i wszędzie grał tego najuczciwszego, sprawiedliwego, prawego. Niestety źli ludzie donieśli, że jeszcze niedawno Szczucki nie chodził z prawem pod rękę. A wręcz odwrotnie. Jako szef RCL zatrudnił sobie sześć osób, które miały go promować jako kandydata do Sejmu. Do roboty w urzędzie chodziły rzadko, za to kasę brały regularnie. Szczucki też, zamiast robić to, do czego został wynajęty, jeździł po terenie, z którego kandydował. Spotykał się z hierarchami kościelnymi, samorządowcami, nawet strażą pożarną. Teraz spotyka się z prokuratorami” („Przegląd”, 10-29.10.2024 r.). Mam nadzieję, że niedługo zostanie pozbawiony immunitetu Macierewicz i też spotka się z prokuratorem?

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
1 Komentarz
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze