Kupowanie głosów?

0
Marek Zuber
REKLAMA

PiS obiecuje i PiS realizuje. To jedno z głównych haseł obecnie rządzących. Z jednej strony z pewnością się to chwali. Wreszcie mamy polityków, którzy robią to, co mówią. Przynajmniej jeśli chodzi o najważniejsze obiecane kwestie. Bo w sprawie np. realizacji punktów z tzw, Planu Morawieckiego to, delikatnie mówiąc, cudów nie ma. I to naprawdę delikatnie mówiąc.
Podstawowe hasła z kampanii 2015 roku, jak 500+ i obniżenie wieku emerytalnego, zostały wprowadzone w życie. I przyniosły PiS, choć z pewnością nie tylko one, stałe wysokie poparcie w badaniach opinii publicznej. Pewnie w dużej mierze ten mechanizm przyświeca także obecnym propozycjom, którymi PiS zaskoczył swoich konkurentów. I pewnie większość z nas.
Czy uważacie Państwo, że emeryci powinni dostać dodatkowe pieniądze? Bo ja uważam, że tak. A czy rzeczywiście dodatkowe 500+ na pierwsze dziecko przyda się rodzinom? No pewnie! Wskazalibyśmy jeszcze wiele innych rzeczy, co do których nie mamy wątpliwości, że dobrze by było, gdyby udało się je wprowadzić w życie. Problem polega jednak na tym, że to wszystko kosztuje. No i tu zaczynają się schody.
Kiedy PiS wprowadzało 500+ nie należałem do tych, którzy mówili, że to rozwali budżet w 2016 czy w 2017 roku. Macie Państwo na to dowód w postaci moich felietonów na ten temat. Oczekiwałem poprawy koniunktury i to miał być główny powód pojawienia się w budżecie dodatkowych pieniędzy. I był. Oczywiście mamy także słynne zwiększenie ściągalności podatków i hasła w stylu „wystarczy nie kraść”. Rzeczywiście rząd ma tu sukces, sukces, który jednak nie wystarcza na finansowanie wprowadzanych projektów. Bo jest to w porywach 20 mld złotych w zeszłym roku. I to naprawdę – bazuję tu na informacjach z ministerstwa finansów – maksimum. Reszta, czyli około 70 mld złotych w stosunku do 2015 roku, to efekt wzrostu gospodarczego i zmiany struktury dochodów. Konsumpcja, która rosła bardziej niż PKB, oznacza relatywnie większe dochody do budżetu, na przykład z podatku VAT. Gospodarka rośnie, bo mieliśmy świetną sytuację w całej Europie, więc mamy więcej środków do dyspozycji. Jeśli ktoś tego oczekiwał, to nie mówił, że PiS nas w 2017 czy 2018 puści z torbami. No chyba, że mówił tak tylko dlatego, że był akurat politykiem opozycji. Ale dobre czasy kiedyś się skończą…
Zmierzam do tego, o czym pisałem w roku 2016. Dzisiaj jesteśmy w stanie finansować te pomysły, ale i tak oznacza to deficyt budżetowy. Niewielki, rekordowo mały, ale jednak deficyt, co na tle kilkunastu innych krajów UE już nie wygląda na sukces. A co będzie, jak się koniunktura skończy? Po raz kolejny zadaję to pytanie.
Nowe pomysły PiS mogą oznaczać kolejne 40 mld złotych. Mogą, bo do końca jeszcze nie wiemy, jak to wszystko dokładnie ma działać. Trzynastka dla emerytów, ale już chyba nie dla rencistów, ma być wypłacona tylko w tym roku. Podobnie jest, jak pamiętamy, z dopłatami do cen prądu. Co będzie w roku 2020? Program 500+ na pierwsze dziecko ma być trwały. Wszystko na to wskazuje. Tak czy inaczej oznacza to, że wszystkie pomysły PiS, wprowadzane od początku rządzenia, mogą kosztować rocznie 60‑70 mld złotych plus koszt obniżenia wieku emerytalnego, a ten ostatni będzie zwiększał się wyraźnie z roku na rok. W 2020 roku wszystko razem to może być już 90 mld złotych. Czyli jedna czwarta dochodów budżetowych. Jeśli środki te pójdą głównie na konsumpcję, a pójdą, to część z nich wróci do budżetu. Ale tylko czść. Czy budżet to wytrzyma? Bo ze zwiększenia ściągalności podatków cudów już nie otrzymamy.
Otóż moim zdaniem budżet tego nie wytrzyma, o czym też wielokrotnie pisałem. I dlatego pojawią się wyższe podatki lub nowe podatki, ewentualnie para podatki, jak choćby 10 groszy w benzynie, który przecież już jest. Albo podatek bankowy, który prawie w całości banki przerzuciły na klientów. Nikt już z tym nawet nie polemizuje. A to będzie tylko początek…
No i jeszcze jedno. Rząd przez ostatni rok udowadniał, że nie ma kilkuset złotych miesięcznie dla policjantów czy nauczycieli. O służbie zdrowia już nawet nie wspomnę. Aż tu nagle pieniądze się znalazły. Być może od początku były przeznaczone np. dla emerytów. I tu był trudny wybór: emerytom czy nauczycielom? W porządku. Ale czy w takiej sytuacji wypłacanie 500+ nawet w tych rodzinach, które nie mają problemu z pieniędzmi, ma sens?
Kołdra zawsze jest za krótka. Zawsze trzeba wybierać. I jest to trudny wybór. Jeśli jednak zaczynamy wydawać za dużo, to kończy się zawsze tym samym. Albo zapaścią, albo szukaniem nowych środków w innych źródłach.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze