Łała źle

0
Stefan Niesiołowski
REKLAMA

Ale to stwierdzenie znakomicie pasuje do medialnej i szerzej politycznej diagnozy odnoszącej się do sytuacji górnictwa i związanych z tą sytuacją działań rządu, a także z jakąś niepojętą, trudną do zrozumienia zajadłą kampanią nienawiści i dyskredytacji wymierzoną w rząd pani premier Ewy Kopacz i w osobę pani premier.
To, że w tej kampanii biorą udział politycy PiS, pragnący przy okazji przykryć w najlepszym wypadku niezręczną wypowiedź pisowskiego kandydata na prezydenta, któremu wydało się, że powinien zapuścić wąsy i udawać Piłsudskiego w sojuszu z Petlurą, a także propisowscy dziennikarze marzący o dorwaniu się wraz z PiS do publicznych mediów, to przecież bardzo ludzkie. Można zrozumieć zawsze gotowych do bezinteresownego szkodzenia Polsce tzw. pożytecznych idiotów (termin użyty po raz pierwszy przez Lenina w odniesieniu do zachodnich intelektualistów popierających bolszewicką tyranię), którym wydaje się, że coś reformują, naprawiają i generalnie chcą dobrze, a w rzeczywistości działają na rzecz dorwania się do władzy pp. Kaczyńskiego, Macierewicza, Brudzińskiego itp. Nie ma nic nowego w twierdzeniach takich „niezależnych” publicystów jak Bugaj (jak słyszę Niesiołowskiego to będę głosował na PiS, nigdy nie mówi, jak słyszę Kaczyńskiego, to będę głosował na PO), Urbański, Wróbel, Graczyk, publicyści „Tygodnika Powszechnego”, będącego smętnym cieniem dawnej świetności itp., pełnych rozumnej troski o stan spraw publicznych, co przejawia się krytykowaniem „robiącej same błędy” PO i poparciem dla „patriotycznego” PiS‑u. Trudniej zrozumieć sens zapraszania do mediów ekspertów w rodzaju pp. Chwedoruka, Kochana, Trzeciaka, Konarskiego itp., którzy mówią mniej więcej to samo, co politycy PiS tylko bardzij poprawną polszczyzna i używając więcej słów obcego pochodzenia, co nie jest zbyt trudne. Mylenie roli eksperta i propagandzisty to stały element polityki polskiej.
Podjęcie przez rząd, z bardzo silnym osobistym zaangażowaniem pani premier, niezbędnej z uwagi na spadek cen węgla i groźbę upadku całej Kompanii Węglowej reformy górnictwa spotkało się z ostrymi sprzeciwami wyżej wymienionych polityków, mediów i ekspertów oraz z gwałtownym oporem broniących swoich przywilejów działaczy związkowych. Bardzo łagodna i obwarowana szeregiem działań osłonowych reforma górnictwa, zmierzająca do urynkowienia branży i ograniczenia części niczym nieuzasadnionych przywilejów, była określana jako zamach na prawa pracownicze, likwidacja górnictwa, całego Śląska i generalnie polskiej gospodarki. Skala ataku, wyzwisk, inwektyw przekraczała pod względem ostrości to, do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić. Po raz kolejny okazało się, że reforma owszem, ale nie taka, nie w tym momencie i nie cząstkowa, a generalna, że konieczna jest całkowita „restrukturyzacja” i „zmiany systemowe”, inaczej mamy do czynienia z oszukiwaniem narodu i próbą „likwidacji kolejnej branży”. Jednym słowem wszystko źle – „łała źle”. Działacze związkowi i zainteresowani w utrzymaniu przywilejów kosztem reszty społeczeństwa zorganizowali protesty, które okazały się minimalne. Skala i zasięg tych protestów był tak niewielki, bo większość społeczeństwa, także na Śląsku, ma serdecznie dosyć wymuszania przywilejów przez silniejszych kosztem słabszych i wysokich zarobków działaczy związkowych w bankrutujących kopalniach i fabrykach. Konfrontacja górniczych związków zawodowych z rządowym programem reformy na dłuższą metę musiała oznaczać klęskę związkowców. Ich egoizm zostałby potępiony przez znakomitą większość społeczeństwa, a to oznaczałoby upadek wpływów związkowych liderów. Zrozumiał to najpewniej lider górniczej Solidarności i dlatego zgodził się na podpisanie porozumienia, które nikogo nie upokarza, a w dłuższej perspektywie oznacza urynkowienie kopalń, a więc racjonalizację wydobycia i zatrudnienia, czyli zwolnienia w warunkach osłon socjalnych.
Nagle okazało się, że te same środowiska, które oskarżały panią premier o chęć „rozprawienia się” z górnikami, teraz oskarżyły Ewę Kopacz o „kapitulację”, „ugięcie się, strach” i generalnie o kompromitującą porażkę. Po raz kolejny mamy do czynienia z przejawem polskiego piekła i trudną do wytłumaczenia niekonsekwencją.
Oczywiście celem tej kolejnej nagonki było podważenie dobrej woli rządu i pani premier, ale nie wydaje się, aby w dłuższej perspektywie na tej reformie i porozumieniu rząd stracił w oczach opinii publicznej.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze