Marek Zuber: Na razie mamy szczęście…

0
REKLAMA

Marek ZuberCiepły październik oznaczał mniejsze zapotrzebowanie na nośniki energii. I całe szczęście. Może jednak gazu i węgla wystarczy?
W ostatnich miesiącach przez media wciąż przewijał się temat, czy nośników energii tej zimy w Europie wystarczy. Oczywiście „w Europie” to bardzo nieprecyzyjne określenie. Taka Norwegia, która jest potentatem w produkcji gazu a prąd ma z wody, nie będzie miała żadnych problemów. Głównie, jak wiemy, problem dotyczy Niemiec, ale i w Polsce sytuacja była nerwowa. W sumie to dalej jest, bo wciąż do końca nie jesteśmy pewni, czy gazu i węgla wystarczy. Rząd twierdzi, że tak, ale rząd twierdził też na przykład, że „Polski Ład” jest świetnie przygotowany, a elektrownia w Ostrołęce będzie wielkim sukcesem i dowodem na fantastyczną oraz efektywną współpracę międzynarodową. Choć nie, to ostatnie to bardziej Andrzej Duda, niż rząd. Nie zmienia to jednak faktu, że obie kwestie okazały się porażką. Dla porządku dodajmy, że nie jest to oczywiście pierwszy rząd, co do którego tez i zapewnień musimy podchodzić z dystansem.
Na razie sytuacja wydaje się sprzyjać. Otóż na redach europejskich portów kilka dni temu stało ponad dwadzieścia gazowców i czekało na rozładunek. To ważna informacja w kontekście tego, co słyszeliśmy wcześniej. Po pierwsze dlatego, że wiele osób udowadniało brak możliwości relatywnie szybkiego odcięcia się od gazu z Rosji, bo nie będzie innego gazu gdzie kupować. Wygląda na to, że ta teza nie była prawdziwa. Oczywiście nie da się istotnie zwiększyć produkcji w trzy dni. Ale jednak w perspektywie miesięcy nie jest to niemożliwe. A zatem nie lata, lecz miesiące, no może kilkanaście miesięcy wystarczy, żeby odciąć się od dostaw ze wschodu.

Po drugie już w marcu słyszeliśmy, że drugim problemem – pierwszym miał być wspomniany brak gazu na świecie – jest wtłoczenie tego gazu do europejskiego systemu. No i tu rzeczywiście jest problemem, bo nie ma wystarczającej ilości gazoportów. A jego rozwiązanie będzie wymagało niestety znacznie więcej czasu. No dobrze, ale przecież w przyszłym roku można by było po prostu wcześniej, już od wiosny, kontraktować gaz, czyli kupować go w zasadzie przez cały rok i zapełnić nim magazyny. Wtedy problem braku gazoportów nie byłby tak dotkliwy. Niestety, tak się nie da. Magazyny gazu w Europie są bowiem relatywnie małe. W takiej Portugalii ich pojemność to zaledwie 6% rocznego zapotrzebowania. I waśnie fakt, że udało się je w ostatnich miesiącach zapełnić oznaczał brak możliwości odebrania gazu ze statków, które przybyły do Europy.

REKLAMA (3)

Magazyny są małe, wystarczających mocy przerobowych przy normalnym zimowym zapotrzebowaniu w gazoportach nie ma, ale i to nie tłumaczy tłumu nierozładowanych gazowców. Otóż na razie Europa tak dużych ilości gazu po prostu nie potrzebuje. Bo nie ma zimy, mamy co najwyżej jesień. Także w Polsce. Oznacza to z jednej strony niższe koszty, z drugiej to, że na razie nikt nie odczuwa braków. Mało tego, doszło do kuriozalnej sytuacji: cena gazu przy natychmiastowym odbiorze spadła poniżej zera. A dokładnie wyniosła minus 15 euro za megawatogodzinę. Po prostu nie było co z tym gazem zrobić i ten, kto zakontraktował dostawę wolał do niego dopłacić, niż mieć problem z brakiem odbioru. Dostawy na dłuższy okres też potaniały. Cena spadła na moment nawet poniżej 100 euro za megawatogodzinę. Przypomnę, że pod koniec sierpnia odnotowaliśmy ponad 340 euro za megawatogodzinę. Oczywiście okolice 100 euro to biorąc pod uwagę „normalną” cenę, czyli tę, którą Europa płaciła przed przykręceniem kurka w zeszłym roku – czyli poniżej 20 euro – to i tak piekielnie drogo. Ale jednak uwzględniając wcześniejsze wydarzenia dużo taniej.

REKLAMA (2)

Potaniał oczywiście także węgiel. Na rynku ARA – czyli Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia – cena spadła do 215 USD za tonę. A przecież w szczycie mieliśmy poziom ponad 400 USD za tonę. To znowu dużo więcej niż to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni – latami obserwowaliśmy poziomy między 50 USD a 100 USD za tonę – ale jednak znacznie taniej, niż jeszcze kilka tygodni temu.
A zatem mamy problem z głowy? Oczywiście, że niestety nie. Wystarczy, żeby przyszła ostra zima i wciąż perspektywa znacząco wyższej ceny – może i braków – stanie się realna. Ale jesteśmy ciut bliżej do w miarę szczęśliwego zakończenia. Oby zatem mróz w tym roku nie przyszedł.
A tak swoją drogą na koniec powtórzę to, o czym już pisałem. Naprawdę zupełnie realne jest to, żeby za rok gaz kosztował nie więcej niż 80 euro za megawatogodzinę, a węgiel 150 USD za tonę. Do cen sprzed początku rosyjskiego szantażu już raczej nie wrócimy. Ale jednak powinno być istotnie taniej niż dzisiaj.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze