Słychać czasem argument, że kraje, które nie mają euro, rozwijają się szybciej niż te, które wspólną walutę przyjęły. I jako przykład podaje się choćby Polskę, Szwecję czy Wielką Brytanię. Czy rzeczywiście tak jest?
Pierwsza kwestia: kogo z kim porównujemy? Jeśli Polskę, Węgry czy Czechy, które są znacznie biedniejsze od na przykład Niemiec czy też Hiszpanii, pamiętajmy o tym, że Hiszpania ma dwukrotnie wyższy dochód na mieszkańca niż Polska. Jeśli trzy kraje z naszej części Europy rozwijają się szybciej od Hiszpanii czy Niemiec, to niekoniecznie musi wynikać z lepszego modelu gospodarczego czy też z waluty, jaką się posługują – po prostu gonią one tych bogatszych, więc rozwijają się szybciej. A owa pogoń jest możliwa choćby dlatego, że funkcjonują we wspólnym mechanizmie zwanym Unią Europejską. Norwegia czy Szwajcaria nie są w UE, ale mocno współpracują, szczególnie w kwestiach gospodarczych. Już nie wspomnę o tym, że w ramach owej współpracy Polska na przykład otrzymuje olbrzymie środki na rozwój infrastruktury, które oczywiście powodują przyspieszenie wzrostu. Sam zatem szybszy rozwój nie musi wynikać z tego, że się euro ma lub nie. Może być związane z innymi czynnikami.
Kluczowa kwestia dotyczy jednak tego, czy ewentualne wprowadzenie euro powodowałoby wzrost czy spadek dynamiki wzrostu gospodarczego? I tego niestety fizycznie nie jesteśmy w stanie sprawdzić. Oczywiście możemy budować modele, możemy próbować analizować scenariusze, ale to tylko teoria, która próbuje opisać rzeczywistość. I to w dodatku bardzo nieprecyzyjną, bo i ekonomia nie jest nauką ścisłą. Tak naprawdę trzeba by było nie wprowadzać euro na przykład na Słowacji (stało się to w styczniu 2009 roku) i zobaczyć, co by się działo ze słowacką gospodarką do teraz, czyli do roku 2017. Albo wprowadzić euro w Polsce na przykład w roku 2007 i porównać wzrost z tym, który zrealizowaliśmy, euro nie mając. Oczywiście nie jesteśmy w stanie tego zrobić.
Możemy oczywiście mówić, że Wielka Brytania, która nie ma euro, rozwija się szybciej niż Francja, która go ma. Pytanie tylko, czy ten szybszy wzrost wynika z tego, że Brytyjczycy nie chcieli wspólnej waluty, czy może choćby z tego, że Cameron, poprzedni premier, przeprowadzał bardzo poważne reformy zmniejszające biurokrację i ograniczające przywileje socjalne, czego Francuzi zrobić nie potrafili? Zresztą możemy zamiast Wielkiej Brytanii dać przykład Niemiec, kraju, który ma euro i też rozwija się dużo szybciej niż Francja. Zresztą o tych dwóch krajach i różnicach gospodarczych między nimi kilka tygodni temu pisałem.
Tak naprawdę najważniejszym przykładem negatywnym związanym z euro są Hiszpania i Portugalia. O Grecji nie piszę głównie dlatego, że Grecja nigdy nie powinna się znaleźć wśród krajów, które wspólną walutę przyjęły, nie spełniała ona bowiem kryteriów fiskalnych. Hiszpania i Portugalia spełniały. I rzeczywiście trudno nie zgodzić się z tezą, że gdyby w 2009 roku posiadały one waluty narodowe, to kryzys nie byłby dla nich aż tak dotkliwy. Choć oczywiście trudniej by im było choćby finansować swój dług. Przypomnijmy, że w Hiszpanii bezrobocie sięgnęło niemal 30%. Ale i tu można zadać też inne pytanie: czy na przykład Hiszpania byłaby w stanie rozwijać się w takim tempie przed 2008 rokiem, gdyby euro nie miała? Albo czy błędem nie było to, że hiszpańska gospodarka została zbudowana na dwóch filarach, czyli systemie bankowym i budownictwie, które były ze sobą mocno związane? Katastrofa jednego z nich zachwiała drugim, a oba doprowadziły do turbulencji w całej gospodarce. No i jest jeszcze jedna kwestia. Być może po prostu oba kraje za wcześnie przyjęły wspólną walutę. Co prawda, spełniały kryteria nominalne, ale były zbyt daleko od czołówki, gdy chodzi o kryteria realne.
Oczywiście pytań i wątpliwości jest znacznie więcej. Z pewnością przyjęcie euro przez Polskę to decyzja o olbrzymiej wadze dla nas wszystkich. Niesie ona za sobą różne konsekwencje. Ale co do dwóch rzeczy musimy się zgodzić. Po pierwsze, bez względu na to, czy przyjmiemy wspólną walutę, trzeba wypełnić kryteria jej przyjęcia, bo one są obiektywnie korzystne dla gospodarki. A po drugie, ostatnie miesiące przyniosły nam wydarzenia, które zmieniają nieco percepcję tego problemu. Strefa euro zaczęła się wreszcie rozwijać i podjęto de facto decyzję o budowaniu jądra UE opartego na krajach strefy.
Czy kraje bez euro rozwijają się szybciej?
REKLAMA
REKLAMA




















