Będzie się działo…?

0
Marek Zuber
REKLAMA

Jeśli ktoś oczekiwał złagodzenia tonu podczas inauguracyjnego przemówienia Donalda Trumpa, srogo się zawiódł. Pierwsze dni jego prezydentury także pokazały, że hasła z kampanii wyborczej nie są tylko hasłami. Trump podpisał dekrety dotyczące wycofania Stanów Zjednoczonych z Transpacyficznej Umowy o Wolnym Handlu, budowy muru między jego krajem a Meksykiem i ograniczenia w przyjmowaniu imigrantów. Wygląda więc na to, że możemy się spodziewać praktycznie wszystkiego.
Przy okazji tych pierwszych decyzji widzimy jednak wyraźnie, że Trump nie jest samodzielnym władcą. Są jeszcze inne organy, które mogą zablokować lub ograniczyć decyzje nowego prezydenta. Większość istotnych kwestii wymaga aprobaty Kongresu lub może być zablokowana decyzją sądów. Choćby w kwestii nakładania ceł. Są też inne możliwości ograniczania wpływu zmian w prawie na rzeczywistość.
Warto zwrócić uwagę na to, że wiele haseł, które królowały w czasie kampanii Trumpa, nie jest wcale tak abstrakcyjnych, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Weźmy choćby sztandarową tezę o konieczności powrotu amerykańskich firm do Ameryki. Tak naprawdę proces ten już się zaczął. Pamiętam Baraka Obamę, który w 2014 roku właśnie do tego nawoływał. Faktem jest, że administracja byłego prezydenta nikomu nie groziła cłem czy akcyzą, ale jednak działania zachęcające do powrotu podejmowała. Powrót do macierzy miał zresztą sens z przynajmniej dwóch innych powodów. Po pierwsze Stany Zjednoczone dzięki rewolucji łupkowej mają dzisiaj najtańszą energię na świecie. Tysiąc metrów sześciennych gazu kosztuje około 100 USD, ponad trzy razy mniej, niż płaci nasz przemysł, i nie zanosi się, żeby coś się tu miało pogorszyć. Tak na marginesie: przy okazji ostatniej decyzji OPEC o ograniczeniu wydobycia ropy wspominałem o tym, że czasy są już inne. Wzrost cen spowoduje wzrost opłacalności wydobycia z łupków w USA, co z kolei to wydobycie zwiększy. W USA mamy niesamowitą elastyczność producentów, w dodatku są oni bardzo szybcy w swoich działaniach. To dlatego wydaje mi się, że cena ropy w najgorszym razie nie powinna wzrosnąć wyraźnie powyżej poziomu 55 USD za baryłkę.
Drugi czynnik to rosnące koszty pracy na świecie. Najlepszym przykładem są tu Chiny. Skoro praca gdzie indziej jest droga, to wracamy do Stanów. Tym bardziej że w przemyśle cały czas, a może jeszcze bardziej, rozwija się automatyzacja i robotyzacja. A to z kolei powoduje, że udział kosztów pracy w całości kosztów spada. Zatem nawet jeśli robotnikowi w USA trzeba wciąż zapłacić więcej niż w Chinach czy w Malezji, to jednak po pierwsze już nie jest to taka różnica, jak jeszcze kilka lat temu, a po drugie jego koszt w całości kosztów nie jest już tak widoczny.
Czy nie jest zatem tak, że Trump stosuje ostrą retorykę, ale tak naprawdę wpisuje się w trend, który i tak ma miejsce, i miejsce mieć będzie? Jeśli tak, to nowy prezydent będzie mógł za kilka lat odtrąbić sukces. Nawet jeśli jego udział w tym sukcesie wcale nie będzie taki znowu wielki.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze