Marek Zuber: Znowu wydamy więcej

0
Marek Zuber
REKLAMA

Tegoroczne święta Bożego Narodzenia zapowiadają się lepiej, jeżeli chodzi o obroty w handlu. To konsekwencja poprawy naszych możliwości zakupowych.
Wszystko wskazuje na to, że rok 2023 będzie najgorszym rokiem pod względem wzrostu gospodarczego od początku zmian ustrojowych w Polsce. Samo zakończenie okresu funkcjonowania w naszym kraju poprzedniego systemu i przejście do gospodarki rynkowej było bardzo burzliwe i wiązało się z potężnym wstrząsem. Ale potem zaczęliśmy się rozwijać i zawsze był to wzrost powyżej 1% w skali roku. Oczywiście z wyjątkiem pandemii, kiedy polska gospodarka się skurczyła. 2020 rok zakończyliśmy spadkiem PKB o 2,5%. Zawsze podkreślam jednak, że to nie był kryzys związany z czynnikami stricte ekonomicznymi, tylko ekonomiczne skutki politycznej decyzji o zatrzymaniu naszej aktywności. To nie czynniki ekonomiczne zatrzymały naszą gospodarkę. Była to odgórna decyzja podjęta po to, żeby nas ratować. Podjęta w zasadzie wszędzie na świecie, z mniejszym czy większy natężeniem. Nie licząc zatem pandemii, najgorsze w ciągu tych ostatnich trzydziestu lat były lata 2001, 2012 i 2013, kiedy rośliśmy odpowiednio o 1,3%, znowu o 1,3% i o 1,1%. Tymczasem rok 2023 zakończymy zapewne wzrostem na poziomie około 0,5%.

Jak już wielokrotnie pisałem, formalnie mieliśmy w Polsce w tym roku recesję, odnotowaliśmy bowiem dwa kwartały – pierwszy i drugi – ze spadkiem PKB w porównaniu do analogicznych kwartałów 2022 roku. Z drugiej strony nie wzrosło istotnie bezrobocie, nie szukaliśmy zatrudnienia miesiącami, nie pogorszyła się sytuacja na rynku pracy. Wymiarem tego kryzysu był trwający przez rok okres spadku realnych wynagrodzeń. Inflacja z nawiązką zjadała podwyżki płac. Były takie miesiące, kiedy w małych firmach zjadała w tempie dwucyfrowym. W tych większych było trochę lepiej, o czym świadczą dane o przeciętnym wynagrodzeniu w sektorze przedsiębiorstw. Tu maksymalny spadek nieco przekraczał 6%, tyle odnotowaliśmy w grudniu w zeszłym roku, czyli właśnie w okresie świątecznym. Ale jak dodamy do tego potężny wzrost obciążeń związanych z kredytami, efekt podwyżek stóp procentowych, to biorąc pod uwagę nasze możliwości zakupowe cofnęliśmy się o przynajmniej 5 lat. I miało to swój wyraz choćby biorąc pod uwagę zeszłoroczne zakupy świąteczne.

REKLAMA (3)

Ale tegoroczne święta zapowiadają się nieco lepiej. Cudów nie będzie, jednak pokazujące się już badania mówią o nieco większej naszej ochocie do wydawania pieniędzy. Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest to, że znowu zarabiamy realnie więcej. Od sierpnia realne wynagrodzenia wróciły „na plus”. Oczywiście potrzebny jest pewien czas, żebyśmy zauważyli poprawę w naszych rodzinnych budżetach. Ale ten czas to zazwyczaj dwa, trzy miesiące. Czyli odczucie poprawy przyjdzie – albo już przyszło – akurat w okolicach okresu największych zakupów bożonarodzeniowych.
Druga sprawa to kwestia większej stabilności cen. Końcówka zeszłego roku była pod tym względem fatalna. Sam wskaźnik CPI wyniósł 16,6%, niewiele mniej niż lutowy szczyt, ale co gorsze, mieliśmy ponad dwudziestoprocentowy wzrost cen żywności. A żywność stanowi przecież istotną część zakupów świątecznych.

REKLAMA (2)

W tym roku będzie lepiej. Żywność co prawda drożeje dalej, ale już w tempie grubo poniżej 10%. Mało tego, są i takie produkty, które w stosunku do zeszłego roku potaniały, jak choćby olej, cukier czy mąka. A to psychologicznie skłania do relatywnie większych zakupów. Nie jesteśmy już tak przerażeni poziomem cen, bo do wielu przez ostatnie miesiące się po prostu przyzwyczailiśmy.
Lepiej jest także, jeśli chodzi o ceny prezentów, szczególnie zabawek. Większość z nich sprowadzamy z Azji, głównie z Chin. W ciągu ostatnich miesięcy mocno potaniało wiele surowców do ich produkcji, potaniał fracht i, co być może najważniejsze, umocnił się złoty. Handel z Azją to rozliczenia głównie w USD. Rok temu kurs dolara oscylował w okolicach 4,40 – 4,50 PLN. Dzisiaj jesteśmy prawie 10% niżej.
W sumie tegoroczne święta będą lepsze. Na więcej nas stać, bo znowu więcej realnie zarabiamy. Oczywiście nie wszyscy, pamiętajmy, że mam tu na myśli średnią. W dodatku jest lepiej, jeśli chodzi o nasze postrzeganie cen. A to wszystko spowoduje, że koniec roku powinien być lepszy generalnie dla całej gospodarki. I oby stanowił on dobrą bazę do szybszego odbicia w roku 2024.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze