Prezydent George W. Bush junior w przemówieniu wygłoszonym 15 czerwca 2001 roku na Uniwersytecie Warszawskim podczas pierwszej wizyty w Warszawie oświadczył, że „Europa powinna budować jak najszerzej rozumianą jedność”. Podkreślił, że wszystkie europejskie demokracje powinny mieć szanse przystąpić do struktur europejskich i północnoatlantyckich. „Wolna Europa nie może wykluczać żadnego państwa, a Ameryka utrzyma swą obecność w Europie, by zagwarantować, że nie powtórzy się ani Monachium, ani Jałta”. Monachium jest zwłaszcza w Czechach i całej Europie Środkowej traktowane jako symbol politycznej krótkowzroczności, głupoty, tchórzostwa i podłej zdrady sojusznika. Brytyjski premier Chamberlain w przekonaniu, że zapewni to pokój, podpisał pakt z Hitlerem, w którym oddawał nazistowskiemu dyktatorowi zamieszkałe przez mniejszość niemiecką obszary Czechosłowacji. Zapewnił też, machając kartką papieru z podpisami jego i „Herr Hitlera”, że ma zaufanie do niemieckiego kanclerza oraz że przywozi pokój dla naszego pokolenia. Premier Francji Daladier, który widząc po powrocie z Monachium tłumy czekające na niego na lotnisku w Paryżu, podniósł kołnierz płaszcza obawiając się pomidorów i zgniłych jaj, a posypały się kwiaty. Głupota nie jest zarezerwowana tylko dla polityków, a powiedzenie, że lud ma zawsze rację nie znajduje niestety potwierdzenia w rzeczywistości. Rację miał, i to okazało się już za rok, Winston Churchill, mówiąc, że podpisujący traktat monachijski z Hitlerem chcieli uniknąć wojny za cenę hańby, a będą mieli hańbę i wojnę. I tak się stało. Monachium jest słusznie zestawiane z innym symbolem kapitulacji przed dyktatorem, jakim jest Jałta. Ale w momencie podpisywania układu w Jałcie Stalin już okupował kraje, które traciły niepodległość. Czechosłowacja nie była w momencie zawierania układu monachijskiego okupowana przez Hitlera. Obrzydliwie zachowali się wówczas pogrobowcy Piłsudskiego rządzący Polską, biorąc wspólnie z Hitlerem udział w rozbiorze Czechosłowacji. Nasze pretensje do Anglii i Francji, że nie wywiązały się z sojuszniczego zobowiązania we wrześniu 1939 r. były całkowicie słuszne, ale gdyby polskie wojska zamiast wspólnie z wojskami czeskimi uderzyły w 1938 roku na Niemcy, zamiast wkraczać na Zaolzie, być może nie byłoby II wojny światowej?
„Pokojowy plan” Trumpa jest faktycznie planem podporządkowania Ukrainy Rosji, kapitulacją w obliczu moskiewskiej agresji i zbrodni wojennych Putina, który zapowiedział, że będzie dążył do odbudowania Związku Radzieckiego i odzyskania utraconych obszarów oraz moskiewskiej strefy wspływów, do której należała także Polska. Jest rekapitulacją Monachium, kompromitacją Trumpa. Pod względem szczerości swoich zamiarów i sposobu prowadzenia wojny Putin przypomina Hitlera. Fuhrer III Rzeszy zarówno w „Mein Kampf”, jak i wielu innych miejscach jasno przedstawiał swoje zamiary polegające na podboju przede wszystkim Europy Środkowej i Wschodniej oraz stworzeniu wielkiego germańskiego imperium i tym samym przekreśleniu klęski poniesionej w I wojnie światowej. Cała polityka III Rzeszy polegała na realizacji tego zamiaru, na szczęście w obliczu sojuszu prawie całego świata zakończyła się klęską.
Obecnie Putin przystąpił do realizacji swojego celu i na tej drodze spotkał się ze zrozumieniem Trumpa. Polityka Trumpa okazała się czymś najgorszym, co mogło się wydarzyć w najnowszej historii. Z nie do końca jasnych powodów (wiele jest tu domysłów i prób wyjaśnień, na ogół fatalnych dla samego Trumpa) Ameryka nie tylko nie przeszkadza Rosji w jej imperialnych zamiarach, ale jest sojusznikiem Putina przeciwko Ukrainie. „Pokojowy plan” Trumpa to dokładnie powtórka z Monachium. W Monachium także nie było przedstawicieli Czechosłowacji, tak jak w Jałcie nie było przedstawicieli Polski. Tak ładnie wyglądały uśmiechy i potrząsanie rąk Hitlera, Chamberlaina oraz komplementy brytyjskiego arystokraty dla „Herr Hitlera”. Tak nieelegancko i nieprzyjemnie by było, gdyby Benesz i Masaryk mówili coś o niepodległości i prawach narodów? Ale na szczęście ich nie było, o wszystkim tak naprawdę decydował Fuhrer.
Czechosłowacja oddała swoje terytoria, a praktycznie za pół roku przestała istnieć jako niepodległe państwo. Stało się to z pełną aprobatą Anglii i Francji. W Waszyngtonie nie było prezydenta Zełenskego, który otrzymał 4 dni na przyjęcie lub odrzucenie tego „planu”, co oznaczało, że nie może w przypadku odrzucenia liczyć na amerykańską pomoc. Trudno to nazwać inaczej niż ultimatum i poparciem dla Putina. „Plan” Trumpa był w dodatku groźny nie tyle w swoim literalnym zapisie, ile przez samo pojawienie się w nim akapitu o Polsce i stacjonowaniu w Polsce obcych wojsk. Takie zapisy pojawiały się w „pokojowych” propozycjach bolszewików w 1920 roku i także wcześniej, w okresie rozbiorów. Obce wojska mające stacjonować w Polsce bez zapisanej w traktacie zgody polskiego rządu to groźny precedens, nawet jeśli chodzi o wojska państw demokratycznych. Nie jest jasne, po co w ogóle ten zapis się znalazł, ale ponieważ „pokojowy plan” negocjował rusofil, określany często jako zwolennik Putina, Steve Witkoff, ten zapis nie mógł być efektem przypadku czy pomyłki?
Jednak sytuacja Ukrainy jest dziś zdecydowanie inna, znacznie lepsza niż sytuacja Czechosłowacji w 1938 roku. Wówczas jedyne państwo demokratyczne w Europie Środkowej zostało opuszczone przez wszystkich, dziś Ukraina ma sojusznika w Unii Europejskiej. Haniebnym wyjątkiem jest sojusznik Putina, a także PiS-u, węgierski dyktatorek Orban. To postawa Unii, gospodarczej, politycznej i coraz bardziej także militarnej potęgi, powoduje, że Ukraina nie jest w izolacji, co w efekcie doprowadziło do przekreślenia proputinowskiego „planu pokojowego” Trumpa. Okazało się, że na razie z 28 punktów tego „planu” pozostało tylko 18 i Ukraina nie musi zdecydować się w ciągu pięciu dni. Praktycznie cały ten haniebny plan upadł i przyszłość Ukrainy, a więc w konsekwencji także Polski, całej Europy Środkowej i być może w ogóle Europy, zależy nie od dobrego humoru nieobliczalnego nacjonalisty, egocentryka, mizogina i maniaka na swoim tle w Waszyngtonie, ale od siły, determinacji i odwagi polityków Unii. Stąd najpewniej bierze się fanatyczna nienawiść Putina i jego wielbicieli do Unii. Tu też leży przyczyna nienawiści nacjonalistów na całym świecie (z Trumpem na czele) do Europejskiej Wspólnoty, która stoi na drodze do ich władzy w wielu krajach. I dlatego dokładnie wówczas, gdy ważyły się losy Ukrainy i gdy Unia poprzez swoją postawę sprzeciwiając się „planowi Trumpa”, czyli oddaniu Ukrainy Rosji, uratowała nas przed moskiewskim zbrodniarzem.
Nawrocki (Batyr) wygłosił podczas wizyty w Pradze agresywne, antyunijne przemówienie, wpisując się obok Orbana na listę wrogów Unii i sojuszników Putina. To wystąpienie było tak kompromitujące, haniebne i podłe, tak szkodliwe dla Polski, tak bardzo idące w poprzek tego wszystkiego, co stanowi o sile i zdolności obronnej Zachodu, tak lizusowskie wobec Trumpa i korzystne dla Putina, że moim zdaniem jest podstawą do postawienia Nawrockiego przed Trybunałem Stanu. Dość tych szkodliwych wygłupów, dalszego szkodzenia interesom Polski i całego demokratycznego Zachodu, demolowania polskiej polityki zagranicznej i demokracji w Polsce oraz w Europie, dość podpalania Polski, dość Batyra.
Wbrew pesymistycznym opiniom wielu komentatorów i polityków, że triumf nacjonalizmu jest nieuchronny (tak jak kiedyś miał być triumf komunizmu), nacjonalizm się cofa, jest w odwrocie. „… populiści po obu stronach oceanu nie kroczą ostatnio od zwycięstwa do zwycięstwa. W Holandii demokraci odsunęli właśnie od władzy skrajnie prawicowy i skrajnie nieudolny rząd, któremu patronował Geert Wilders. Niedawne wybory gubernatorskie w Wirginii i New Jersey pokazały, że kandydaci Partii Demokratycznej potrafią przejąć zawiedzionych wyborców Donalda Trumpa. I dziś wszystko wskazuje na to, że za rok republikanie stracą większość w Izbie Reprezentantów. To naprawdę nie jest tak, że PiS posiadło wiedzę tajemną, zna unikatowe sposoby komunikowania się z elektoratem, więc rządy Kaczyńskiego są nieuniknione. Przeciwnie, PiS ma kłopoty. I są to kłopoty zdecydowanie głębsze niż te pokazywane przez sondaże, czego dowodem niech będą słabiutkie wyniki wyborcze tej formacji wśród młodych i młodych dorosłych” (Michał Szadkowski, „Wielki zjazd”, „Newsweek”, 17-23.11.2025 r.).
Właśnie mniej więcej w tym samym czasie w Ameryce miało miejsce postrzelenie przez afgańskiego uchodźcę dwóch żołnierzy Gwardii Narodowej (jedna kobieta nie żyje, drugi żołnierz cały czas walczy ze śmiercią). Tak komentuje to Tomasz Jastrun: ”… nie zdajecie sobie sprawy, co się dzieje w Stanach, atmosfera strachu i niepokoju o przyszłość. Agenci federalni łapią na ulicach podejrzanych, że są nielegalnie w Stanach, zakuwają ich w kajdanki, decyduje zwykle wygląd. W wielu miastach chodzi po ulicach Gwardia Narodowa. Trump niby rozchwiany i zanurzony w bredni, ale konsekwentnie wprowadza ustrój autorytarny, teraz skupia się na pacyfikacji sądów i założeniu kagańca mediom” („Wieje grozą”, „Przegląd”, 6-12.10.2025 r.).
Oczywiście nic nie usprawiedliwia morderstwa niewinnych ludzi. To, co wyprawia Trump w kwestiach imigrantów i nie tylko, wywołuje takie reakcje, prowadzi także do takich zbrodni, a jego zapowiedź, reakcja, ubliżanie przy okazji zwierzętom, zapowiadanie okrutnego odwetu to reakcja typowa nie dla demokratycznych polityków, ale dla dyktatorów.




















