Nie ustępować dyktaturom

0
REKLAMA

Stefan NiesiołowskiWydawałoby się oczywiste i niewymagające uzasadnienia, że dyktatorom nie można ustępować, jednak co od czasów Monachium i Jałty wydawać się mogło oczywistością, dziś taką oczywistością nie jest. Polska nie ma prawa pouczać Zachodu, bo nasze błędy (np. wspólny z Hitlerem rozbiór Czechosłowacji w 1938 roku, a później wygrywanie przez PiS wyborów od 2015 roku i popieranie tej antydemokratycznej partii przez ok. 30 proc. społeczeństwa) nie dają nam mandatu do pouczania innych. Ale dziś jesteśmy w dramatycznym momencie, gdy w pełni demokratyczna, wolna i potężna pod względem gospodarczym i politycznym organizacja, jaką jest Unia Europejska, być może uzna pisowskie kłamstwa, krętactwa i obłudne frazesy, i przyzna pisowskiej Polsce unijne pieniądze uznając, że pisowski reżim przestrzega praworządności i zasługuje na uznanie. To właśnie powiedział jeden z najprzyzwoitszych i najodważniejszych ludzi, sędzia Igor Tuleya, który mówił, że nie jest wykluczone, iż Unia przehandluje praworządność w Polsce za święty spokój. Z tym zgodził się Leszek Miller, człowiek rzeczowy i całkowicie wolny od złudzeń co do natury obecnego reżimu. Gdyby pani Ursula von der Leyen po przyjeździe do Polski powiedziała, że PiS spełnił wszystkie warunki Unii co do przestrzegania praworządności i nie istnieje już konflikt pomiędzy warszawskim autorytarnym reżimem a demokratyczną Wspólnotą Europejską, a w związku z tym UE zaczęła wypłacać reżimowi pieniądze zachodnich podatników… Trudno przewidzieć bieg zdarzeń, ale mogą one nie być przyjemne dla pani von der Leyen, ani dla całej Wspólnoty. Jeśli Unia ma przetrwać i się rozwijać, to nie może brać na serio wypowiedzi p. Szydło o „spełnieniu wszystkich warunków” lub kłamstw p. Morawieckiego o porozumieniu z Unią i likwidacji problemów we wzajemnych relacjach.

Jak można uznać bezczelne pisowskie kłamstwa za prawdę? Przecież Izba Dyscyplinarna nie została zlikwidowana, lecz zmianie uległa tylko jej nazwa (chodzi o tekst uchwalony przez pisowców w Sejmie, ale jest nieprawdopodobne, by inny tekst uchwalili po poprawkach Senatu), sędziowie nie zostali przywróceni (sędzia Juszczyszyn też nie został przywrócony na poprzednie stanowisko), a nominowana przez pisowców neoKRS nadal działa w najlepsze, składa się z pisowskiego betonu i wywiera decydujący wpływ na to, kto może zostać sędzią. Nie dokonano żadnej istotnej zmiany na rzecz przywrócenia praworządności, drobne korekty mają charakter kosmetyczny, pozorny i nieistotny, dlatego uznanie ich przez Unię za rzeczywiste nie może być potraktowane inaczej, niż jako świadome, bardzo istotne ustępstwo wobec dyktatury w Polsce i najpewniej na Węgrzech. Oznacza poświęcenie własnych zasad dla tzw. świętego spokoju, na rzecz niedrażnienia i ugłaskania dyktatury, co ośmiesza Unię, osłabia walczące o praworządność środowiska i istotną część społeczeństwa w Polsce, rezygnuje z obrony dzielnych, odważnych ludzi, na których opiera się demokracja i praworządność. Dyktatury upadają w obliczu prawdy i odwagi jej obrońców. Odrzucenie prawdy na rzecz dobrych relacji z ludźmi pokroju p. Szydło – czy kogoś w tym rodzaju – jest najlepszą drogą do dalszych dyktatur w Europie, prezentem dla Putina prowadzącego wojnę w imię kłamstwa i jest drogą do zniszczenia Unii Europejskiej. Dlatego wydaje mi się, że nie może być uznane przez opozycję demokratyczną w Polsce, która powstała, by bronić prawdy, wolności i demokracji.

Dyktatura nie rozwiązuje żadnych poważnych problemów. Jedyne co umie dobrze, to szantażować, chronić swoich i kłamać. Jest mistrzem propagandy i cofa się tylko w obliczu siły, żadnych innych argumentów nie uznaje. Dlatego demokracja, jeśli chce być skuteczna, nie może ustępować dyktaturze. Dziś „…mamy do czynienia z nową ‘miększą’ postacią dyktatury, która zamiast zabijać ludzi, zabija myślenie, ogłupia. Propaganda wzmocniona nowymi technologiami informacyjnymi staje się istotą polityki. Poprzez manipulacje faktami i emocjami ma wytwarzać społeczne poparcie dla władzy, albo chociaż obojętność wobec tego, co ona czyni… Żelazne, jeszcze goebbelsowskie zasady propagandy – powtarzać, kłamać, odwracać znaczenia słów, oskarżać, produkować myślowy i moralny chaos – okazują się niezmiernie skuteczne”. (Jerzy Baczyński, „Nie – zwycięstwo”, „Polityka” z dn. 11-17.05.2022 r.).

REKLAMA (2)

Na szczęście pani von der Leyen nie powiedziała niczego, co byłoby spełnieniem pisowskich oczekiwań i co obsługiwane byłoby w pisowskiej kadzielnicy kłamstwa, bo niczym innym nie są reżimowe media i urocze zapewnienia p. Morawieckiego. Wymieniony był uprzejmy stwierdzić, że wszystkie problemy i trudności, które miały miejsce w relacjach z Unią, wynikają z nieporozumienia i kłamstw opozycji w Polsce, w które uwierzyli naiwni urzędnicy UE, nieprzywykli do takiego cynizmu i zakłamania, jakie prezentuje polska opozycja. Były to słowa wypowiedziane na użytek wewnętrzny do pisowskiego elektoratu, który uwielbia niezłomność swoich wodzów, pogardę dla inaczej myślących i prezentowanie patriotycznego i narodowego wzmożenia. Na szczęście nie stało się jeszcze nic, co oznaczałoby kapitulację Unii, a wystąpienie przewodniczącej Komisji Europejskiej sprowadzało się do tego, że reżim w Warszawie otrzymał szansę na unijne pieniądze pod warunkiem, że praworządność zostanie przywrócona. Samo wystąpienie było uprzejme, rzeczowe i unikające drażniących sformułowań, co jest całkowicie obce nacjonalistom, dyktatorom i autokratom wszelkiej maści. Wolne od pogróżek i kłamstw może wydawać się ludziom pokroju Morawieckiego czy Dudy oznaką słabości i kapitulanctwem, ale moim zdaniem jest ono podtrzymaniem dotychczasowego stanowiska Unii – pieniądze otrzymacie, ale praworządność w postaci tzw. kamieni milowych, znanych i wymienianych od dawna, musi być w Polsce przywrócona. Jest jakieś pole do kompromisu i to chyba na razie wszystko.

REKLAMA (3)

Zupełnym i niezrozumiałym dziwactwem było głosowanie senatorów PiS-u za poprawkami opozycji, przy jednocześnie pokrętnych wypowiedziach, że nie wiedzą, jak będą głosować ich posłowie w Sejmie oraz wypieraniu się tych poprawek i zaprezentowania takiego poziomu hipokryzji, że nawet jak na pisowców przystało, przeszli samych siebie. Najpewniej chodziło o zrobienie wrażenia na delegacji Unii, iż w Polsce istnieje zgoda, PiS popiera demokratyczne i akceptowane przez UE rozwiązania, co gwarantuje przestrzeganie praworządności i najlepiej, aby pani von der Leyen od razu wyjęła z torebki unijne miliardy i ofiarowała je pisowskim mężom stanu. Żadnych skrupułów nie mają rządowe media, które powtarzają do znudzenia, że gdyby nie zdradziecka opozycja, to wszystkie pieniądze dawno byłyby w Polsce. Sędziowie wzywani przez tzw. komisję dyscyplinarną to kryminaliści i pospolici przestępcy, a praworządność w Polsce (dzięki PiS-owi) kwitnie podobnie jak cały kraj. Inflacja jest winą Putina i oczywiście Tuska. Podobnie jak to, że przez Tuska od dawna nie padał deszcz, krowy dają mniej mleka i rodzi się mniej dzieci, bo wrogowie Polski uruchomili sprytny plan depopulacji naszego kraju, czemu służyły też zbrodnicze szczepienia i nieludzkie in vitro, mające na celu demoralizację i zniszczenie tradycyjnych polskich rodzin.

Ta propaganda przypomina swoją topornością i bezczelnością propagandę Putina. I chociaż jest zorganizowana, zdyscyplinowana i dowodzona przez jeden ośrodek, propaganda medialna dyktatury na krótką metę zawsze zyskuje przewagę nad zróżnicowanymi, konkurującymi między sobą mediami liberalnymi. Dyktatura dysponuje nieograniczonymi środkami i możliwościami policyjnego państwa. Wydawać się mogło, że przekaz Putina stanie się dominującą narracją w wojnie na Ukrainie, jednak żadne, nawet najczęściej powtarzane i dysponujące nieograniczonymi możliwościami kłamstwo, na dłuższą metę nie wygra z faktami i nie zakłamie rzeczywistości. Tak jak nie udało się to Hitlerowi (chociaż trzymał się pod tym względem do końca i był niezłomny), tak kłamstwa Putina czynią go coraz bardziej groteskowym. Taki też los będzie całej zakłamanej propagandy antyunijnej polskiego nacjonalizmu.

Co jakiś czas wraca w dyskusji publicznej pytanie: czy pisowcy zdecydują się na przedterminowe wybory? Wydaje mi się, że to niemożliwe, bo tego nie chcą przede wszystkim sprawujący władzę i jej beneficjenci, czyli w zasadzie cały PiS. Po co decydować się na ryzykowany krok, skoro Obajtek (pamiętajmy o bojkocie Orlenu) może stać się właścicielem jeszcze jednego pałacu, a Glapiński kolejnego miliona, Horała będzie budował lotnisko, które nigdy nie powstanie, a jakiś inny prominent odbuduje Pałac Saski, który ma być pisowskim Pałacem Kultury (który też, mam nadzieję, nie będzie szpecił Warszawy). Podobnie wielu dygnitarzy, ministrów, prezesów, przewodniczących i członków rad nadzorczych itp. Po co ryzykować coś, co już jest nasze. Czy Polska uwolni się od tej plagi, która demoluje i niszczy nasz kraj? Jest to zasadnicze pytanie i jednocześnie wyzwanie, przed którym stoi nasze społeczeństwo.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze