Myśl zdaje się całkowicie banalna, bo oni to oczywiście pisowcy, a oszukają każdego i zawsze, jeśli tylko przyniesie im jakąś korzyść. Podstawowe korzyści to utrzymanie się przy władzy i profity czerpane pełnymi garściami z tego faktu. W ostatnim czasie nasilają się patologie związane ze zbliżającymi się wyborami, bo są realizowane dwie pozornie sprzeczne, ale naprawdę równoległe strategie. Proces w miarę demokratycznych wyborów i rozstrzygnięcie tego procesu poprzez zwycięstwo wyborcze, chociaż proces ten jest ustawicznie łamany – przewaga w mediach, używanie całego aparatu państwa, zwłaszcza resortów siłowych dla popierania reżimu, korzystanie z służb specjalnych, aparatu władzy i administracji, finansowanie własnego elektoratu, posługiwanie się kościołem dla popierania swoich, zmiany zasad wyborczych itp. – to ciągle nie można wykluczyć, że pisowski reżim przy dużej skali porażki wyborczej przestanie rządzić. Strategia druga to brutalne nieuznanie wyniku wyborów w przypadku przegranej PiS-u. Użycie jakiegoś pretekstu, np. zamachu terrorystycznego związanego z wojną na Ukrainie, celowo wywołanego chaosu i zamieszania, co pozwoli stwierdzić, że wybory nie zostały rozstrzygnięte lub w stylu białoruskim ogłoszenie przez jakiś pisowski organ, iż nieznaczną przewagą – ale jednak – wygrała „dobra zmiana”. I ten wynik opozycja dla dobra demokracji, pokoju społecznego i Polski musi uznać, bo demokracja jest najważniejsza. To oczywiście doprowadzi do protestów i rozruchów, i jest rzeczą determinacji społeczeństwa i jego przywiązania do wolności, czy da sobie tę wolność odebrać w imię uwiecznienia władzy małej grupy nacjonalistów?
Dla mnie, urodzonego pod okupacją niemiecką, której nie pamiętam, ale dobrze pamiętającego makabryczne czasy stalinowskie, październikową odwilż Gomułki, drugą Polskę Edwarda Gierka i rządy Jaruzelskiego, a następnie cud Czerwca 1989 (porównywalny do cudu Listopada 1918), kiedy okazało się, że wszystkie manifestacje, protesty, zatrzymania, więzienia, napisy na murach, ulotki i gazetki to wszystko składało się na wolną Polskę. A potem przyszedł nowy koszmar w postaci zapyziałej, infantylnej, skorumpowanej i jakoś szczególnie odrażającej, pisowskiej dyktatury, która w wielu obszarach jest obrzydliwsza od reżimu PZPR. Dwie – a w pewnym sensie trzy – dyktatury (moich rodziców z małymi dziećmi wyrzucili z domu hitlerowcy, a Tata ryzykował życie dla Polski w 1920 roku, 1939 i w AK) to trochę dużo i może mam prawo doczekać upadku tego stada wielkich patriotów, prawdziwych mężów stanu i kryształowych katolików, upodlających i dewastujących mój kraj.
Walka polityczna uległa zaostrzeniu (co już jeden dawno temu przewidywał) i nabiera nowego wymiaru spór o fundusze unijne. Nie chcę wpisywać się w dyskusję partii opozycyjnych, a już z pewnością nie uważam za celowe wykorzystywanie tego problemu do sporów o taktykę opozycji. Nie zgadzam się ze szkodliwą brednią o genialnym PiS-ie i wpadającej ciągle w pisowskie sidła „głupiej” opozycji. Tak nie jest, na czym ma polegać mądrość pisowskiej szczujni, łamanie prawa, napychanie kieszeni różnym politycznym cwaniakom, skoro z Polski uczynili własność jednej partii? Moim zdaniem jest inne zagrożenie, na które zwraca się za mało uwagi. Pieniądze unijne nie mogą być użyte przez PiS przeciwko demokracji w Polsce, a przecież już widać, że tylko to ich interesuje. Nie zgadzają się na rzetelną kontrolę, chcą, aby fundusze były wydawane przez reżim. Jaki sens ma walka o pieniądze dla społeczeństwa, jeśli ostatecznym celem będą plakaty dewotek o obronie życia, kolejne pałace Obajtka, złoty pomnik dla JP II, może kilka ogromnych ośrodków pod wezwaniem największego patrioty i bojownika o wolność Kornela Morawieckiego, zbieracza relikwii JP II kard. Dziwisza, gigantyczny uniwersytet, politechnika, studium filmowe, kompleks modlitewno-naukowo-rekreacyjny pod wezwaniem Rydzyka równego Apostołom oraz innych herosów IV RP. Drobnym fragmentem tego typu działań i nieustępliwości nawet w trzeciorzędnych sprawach jest uparte, głupie, bezczelne zgłaszanie ciągle tych samych kandydatur pisowców na stanowisko delegata Polski do Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu. Najbardziej znaną aspirantką do Strasburga jest p. Karska, z pewnością (sądząc po nazwisku) osoba całkowicie wolna od konotacji pisowskich i tylko podłość unijnych urzędników powoduje, że tych reprezentantów Polski Unia nie chce. PiS jak widać nie ustąpi, Unia też nie powinna ustępować, żadnych koncesji dla PiS-u i tak powinno być w przypadku kontroli wydatkowania unijnych funduszy. Pamiętajmy, oni dobrze umieją tylko kłamać i oszukiwać.
Obok widocznego jak na dłoni zaprzaństwa Tuska oraz Unii, która od dawna jest rządzona nie z Brukseli, lecz z Berlina – czyli fundamentalnego sporu o niepodległość, kto nie jest za PiS-em, jest za Niemcami, a więc przeciw niepodległości, a w gruncie rzeczy jest kryptohitlerowcem – dochodzi nowy istotny podział, który moim zadaniem będzie już do końca definiował polskie sprawy. Trafnie sformułował to opozycjonista z czasów PRL, dziennikarz i publicysta Tomasz Jastrun: „PiS stworzyło tak parszywą nacjonalistyczną atmosferę, że wszystko co narodowe, jest podejrzane”. („Koń trojański”, „Przegląd” z dn. 6‒11.12.2022 r.). Jego świetną książkę, w której opisał łamanie charakterów pisarzy przez autorytarny reżim – „Dom pisarzy w czasach zarazy” – przedstawię nieco szerzej w kolejnym felietonie. Podobieństwa do działań „dobrej zmiany” są uderzające. Reżim potrafił obrzydzić rocznice, narodowe święta, Powstanie Warszawskie, nie mówiąc już o głębokim kryzysie kościoła i religii, za który w znacznej mierze odpowiada. Ale największą odpowiedzialność ponoszą durnie, pedofile, łapczywi na pieniądze i zaszczyty kościelni dygnitarze. Czyli po jednej stronie – my, narodowa, katolicka prawica, de facto PiS, z drugiej oni – cała reszta, im szerzej i więcej tym lepiej. „Jest jeden prawdziwy naród i jedna prawdziwa jego reprezentacja, która stanowi całość polityczną i moralną. W obrębie ‘obozu propolskiego’ nie występują większe różnice zdań. Wszyscy więc klepią w pisowskiej orbicie mniej więcej to samo, afirmując kolejne mądrości etapu (dlatego proponuję nie zapraszać ich do wolnych mediów – przyp. S.N.): politycy, dziennikarze i nadworni intelektualiści. Obóz władzy ma swój obieg informacyjny, media, odrębny trzeci sektor, środowiska twórcze, kulturę, mikrospołeczność ekonomistów z Glapińskim na czele… ’Oni’ również powinni stanowić jedność, tyle że niepolską i niemoralną. I tak samo nie ma tam miejsca na wewnętrzną debatę, a każda różnica zdań to pozór, przebieranka. Trzeba więc demaskować maskirowkę w szeregach opozycji i z gęstwiny publicznie wygłaszanych opinii wyciągać na światło dzienne te rzekomo najbardziej reprezentatywne.” (Rafał Kalukin, „Ci źli oni”, „Polityka” z dn. 25‒31.01.2023 r.).
Jakie to podobne do komunistów. Oni także uważali, że każdy przeciwnik komunizmu jest taki sam, różnice są pozorne, wszyscy nienawidzą Polski i Polaków, zarówno Anders, Mikołajczyk, Piłsudski, Pilecki, Sławek, Bor-Komorowski itp., obojętne, to wszystko byli reakcjoniści i tacy sami w istocie swojej rzecznicy kapitalizmu, bońskich odwetowców i Adenauera, przeciwnicy granicy na Odrze i Nysie, wrogowie postępu. Dawało to komunistom „prawo” do obrzucania wrogów dowolnymi epitetami i obelgami. To samo robią dziś pisowcy. Przeciwny PiS-u to komuna, lewacy, sodomici, targowica, złodzieje, zdrajcy, mordercy ze Smoleńska, pachołki, opcja niemiecka, słudzy szatana i przeciwnicy życia oraz zwolennicy cywilizacji śmierci itd. Po naszej stronie trzeba było zawsze uważać, żeby nikogo nie obrazić, bo oni są strasznie uczuleni na wszelkie, zbyt ostre słowa. Czas z tym skończyć, trzeba nazywać ich tak jak na to zasługują, odpowiadać adekwatnie do ataku, nie bać się i nie kłamać, to wystarczy. I skończyć z tą szkodliwą brednią – „nie można tylko atakować PiS-u”. Dyskutować merytorycznie z pewnością nie zaszkodzi, ale zawsze trzeba pamiętać, jak oni „merytorycznie” dyskutują. Dość tego!
Nieustannie ujawniane są w niezależnych mediach zupełnie niesłychane przykłady przekazywania pieniędzy podatników przez pisowskich aparatczyków za pośrednictwem głównie rządowych instytucji, ministerstw i różnych reżimowych podmiotów pisowskim fundacjom i instytutom itp. z ostatecznym przeznaczeniem obdarowania nimi pisowców. Czyli klasyczne uwłaszczenie nomenklatury, jedni pisowcy przekazują innym nasze pieniądze. Kilka przykładów – „… w Lublinie utworzono firmę, która dysponowała kapitałem 5000 zł i po bardzo krótkim czasie otrzymała dotacje 50 mln (TikTok), ksiądz Mirosław Matuszak założyciel fundacji „pod Damaszkiem” wsławiony tym, że przemierzał ulice Lublina z relikwiami św. Antoniego, aby uchronić mieszkańców przed Covid-19, wyzywał uczestników marszy LGBT od sodomitów, otrzymał od min. Czarnka milion na apartament w Lublinie, założona przez p. Dworczyka fundacja Wielki Projekt Polska, w której zasiadają pp. Legutko i Gliński, dostała od Czarnka dotacje na zakup 400 metrowej willi na Mokotowie – jednej z najdroższych dzielnic w Warszawie („Gazeta Wyborcza” z dn. 3.02.2023 r.). Założona 22 września 2022 fundacja im. ks. Popiełuszki złożyła papiery 23 września i otrzymała 500 000 zł na ocieplenie kościoła, a fundacja Dumni z Elbląga, o której nie słyszeli lokalni działacze, dostała 2 mln zł na piękny teren w Karczowiskach, gdzie będzie się zajmowała gotowaniem i uprawianiem ogródka. Wszędzie te szlachetne nazwy, wszędzie sami święci, kościół w tle i wspaniałe narodowe cele, i jeszcze ta Wielka Polska – to chyba uczniowie Romana Dmowskiego w pierwszej linii.
Trzeba przyznać, że mają ci ludzie głowy do interesów. Filozofowie w rodzaju p. Legutki, profesorowie jak p. Gliński, politycy jak Dworczyk troszczą się nie tylko o pokarm duchowy. I dlatego trzeba iść na wybory, aby tego pokroju cwaniacy i hipokryci nie bogacili się kosztem ciężko pracujących ludzi. To najprostsza, najtańsza i najłatwiejsza okazja, aby powiedzieć wszystkim „fundatorom” i „patriotom”: Dość tego!




















