Nazwanie przez p. Morawieckiego bestialstwa Łukaszenki – w stosunku do demokratycznej opozycji po przegranych przez niego wyborach prezydenckich – „politycznym złotem” to nie tylko cynizm i podłość, ale także bardzo trafne wskazanie na istotną pomoc, jaką od białoruskiego satrapy otrzymał i nadal otrzymuje pisowski reżim. To „polityczne złoto” to w chwili obecnej wywołanie przez Łukaszenkę kryzysu na granicy poprzez nasyłanie fali uchodźców do Polski i dalej do Niemiec, organizowanie, kierowanie i wspieranie ludzi, którzy z różnych – na ogół zrozumiałych – powodów pragną opuścić swoje nękane dyktaturami, wojnami, represjami, fanatyzmem religijnym i biedą ojczyzny, i osiedlić się w bezpiecznej, stabilnej, demokratycznej i najważniejsze chyba – bogatej Unii Europejskiej, najczęściej w Niemczech. Można powiedzieć, że pomoc od Łukaszenki przyszła dla pisowskiego reżimu w najlepszym możliwym momencie. Po tragicznej – wywołanej wyrokiem tk p Przyłębskiej – śmierci matki, która w atmosferze strachu i pogardy dla kobiet musiała czekać na śmierć oraz usunięcie z jej organizmu niezdolnego do życia płodu (i umarła z powodu sepsy całego organizmu) przez Polskę przetaczały się masowe demonstracje. Te demonstracje były wymierzone w pisowski reżim fanatyków religijnych i nacjonalistów wspieranych przez kościół. Demonstracje najwyraźniej nie słabły i być może doprowadziłyby do osłabienia, rozpadu, a może nawet upadku fanatyków sprawujących rządy w Polsce. W najlepszym z możliwych dla reżimu momencie nadeszła odsiecz Łukaszenki w postaci fali uchodźców (to już nie „polityczne złoto”, ale polityczna platyna), która wywołała kryzys na granicy i umożliwiła pisowcom odwrócenie uwagi od zbrodniczej ustawy aborcyjnej i śmierci Pani Izy z Pszczyny. Z obłudnym apelem o jedność w obliczu agresji na nasze granice wystąpiła p. Witek (ta od reasumpcji), a w sejmie pisowcy bezczelnie zaczęli uderzać w żołnierski, narodowy, patriotyczny ton. Okazało się, że nasze święte granice są zagrożone, a wyzbyta patriotycznych uczuć podła i zaprzedana Niemcom opozycja nie rozumie, że tylko PiS, obóz narodowy, rząd Morawieckiego i Ziobry oraz nasza najukochańsza dobra zmiana mogą nas przed zalewającą Polskę lawiną uchodźców oraz żołdakami Łukaszenki ocalić.
Polacy po raz kolejny musieli wysłuchać przemówień i propagandowych zaklęć o wspaniałym, najlepszym z możliwych rządzie, a pisowska szczujnia niezmiennie powtarza, że to opozycja chce wpuszczać wszystkich uchodźców (podłe kłamstwo, domaga się przestrzegania prawa i szanowania ludzi), nie dba o Polskę, pozbawiona jest patriotycznych uczuć i uprawia politykę. Jak wiadomo opozycja uprawia politykę zawsze, podobnie jak TSUE, Unia i każdy, kto nie popiera PiS-u. Za to PiS nie uprawia polityki nigdy, tylko dba i troszczy się o naszą umiłowaną ojczyznę, jest stowarzyszeniem bezinteresownych społeczników i związkiem patriotów dbających jedynie o dobro wspólne, zwłaszcza najbiedniejszych, najsłabszych i najbardziej potrzebujących. Tę samarytańską, pełną kultury osobistej oraz politycznej troskę pisowskich dygnitarzy widzieliśmy podczas protestu niepełnosprawnych w sejmie, wyczynów p. Grzegrzółki i rzecznika sejmu (chyba p. Kaczmarek, przepraszam jeśli pomyliłem nazwisko tej chluby odrodzonego parlamentaryzmu) i jednej pisowskiej posłanki z ograniczoną empatią. Oczywiście bardzo trudno udowodnić, że Łukaszenka działa w porozumieniu z pisowcami, ale według zasady is fecit, cui prodest (zrobił ten, co skorzystał) nie można takiej dyskretnej współpracy wykluczyć. Dla Łukaszenki i dla PiS-u wróg jest wspólny – to demokratyczny, praworządny i zakotwiczony we wspólnocie międzynarodowej system polityczny. Pisowcy i białoruski satrapa nienawidzą demokratycznej opozycji (każdy u siebie) i interesuje ich tylko jedno – utrzymanie niekontrolowanej władzy oraz to, żeby kraść bez odpowiedzialności. I jedni i drudzy dobrze wiedzą, że upadek oznacza stanięcie przed sądem, a nie tylko przerwanie czerpania osobistych korzyści. Tych zbieżności jest zbyt wiele, aby wykluczyć jakąś współpracę, czy współdziałanie obydwu reżimów: pisowskiego i białoruskiego. Nie dość tego. Uchodźcy na granicy polsko-białoruskiej w każdej chwili mogą być użyci przez jedną czy drugą stronę dla własnych korzyści. Pisowcy będą ich używać przed wyborami i w kryzysach w Polsce. Łukaszenka nie omieszka wykorzystać szansy i podesłać ich pisowcom. To pewnego rodzaju samograj, z którego nie łatwo się wyzwolić. Trzeba przygotować społeczeństwo do odparcia pisowskich kłamstw w sprawie uchodźców, bo tą kartą będą grać już stale.
Jak pisze red. Bartosz T. Wieliński: „Skoro premier Morawiecki uważa, że kryzys na polsko-białoruskiej granicy ‘zagraża stabilności i bezpieczeństwu całej UE’, to dlaczego odrzuca wsparcie sojuszników? Dlaczego wykorzystuje rozpętany przez Łukaszenkę – przy co najmniej cichym wsparciu Putina – kryzys do politycznej walki? Kto jest dla niego przeciwnikiem – Łukaszenka czy opozycja?… Trudno dziś uwierzyć władzy, która mówi o bezprecedensowym zagrożeniu bezpieczeństwa nie tylko Polski, ale całej UE, gdy jednocześnie pozbawia się społeczeństwa – nie tylko polski, ale całej Wspólnoty – dostępu do wiarygodnej informacji, a zamiast serwuje się najwyżej propagandę o imigranckim ‘najeździe’ czy ‘szturmie’ na granicę. Dopóki rząd PiS nie zniesie zakazów dotyczących pracy dziennikarzy na granicy, dopóty przestrogi Morawieckiego nie będą wiarygodne. Nie będą też wiarygodne, dopóki polski rząd nie skorzysta z pomocy sojuszników Unii i NATO.



















