Prawie 11%

0
REKLAMA

Marek ZuberWstępne dane Głównego Urzędu Statystycznego potwierdzają, że pomimo Tarczy Antyinflacyjnej mamy dwucyfrową inflację. To oczywiście konsekwencja napaści Rosji na Ukrainę.
Dzisiaj zajmę się znowu tematem inflacji, ale najpierw, chciałem krótko wrócić do tego, o czym pisałem tydzień temu, czyli do Polskiego Ładu BIS czy PRIM, jak zwał tak zwał. Zakończyłem mój felieton stwierdzając dość ironicznie, że skoro rząd mówi, że innych zmian w PIT w tym roku nie będzie, to znaczy, że… to nic nie znaczy. Oczywiście nie mam pojęcia, co się jeszcze może zmienić, na razie czekamy na szczegóły rozwiązań. Może się na przykład okazać, że szumnie ogłaszane zmniejszenie PIT o pięć punktów procentowych wcale nie będzie tak oczywiste, uwzględniając różnego rodzaju „haczyki”. Ale bądźmy dobrej myśli. A co do stabilności, to tylko jeden cytat z odpowiedzialnego za reformę reformy – czyli Polskiego Ładu – Artura Sobonia: „Nie, to nie jest docelowy system podatkowy, bo o takim warto porozmawiać w spokojniejszym czasie, uwzględniającym sytuację gospodarczą. To by w praktyce oznaczało większe ujednolicenie systemu, bo dziś wygląda on tak, że nakładamy kolejne elementy na już istniejące, nie likwidując poprzednich”. Aha. Czyli Polski Ład BIS to też nie jest system docelowy. Czyli cała wielka reforma – przepraszam użyję tego słowa – cały cyrk z ogłaszaniem historycznych zmian okazał się tylko przejściową protezą. No pięknie… A już zupełnie nie rozumiem tego, że teraz nie jest czas na zmiany. Przepraszam, dlaczego nie? Czy wojna na Ukrainie nie pozwala na porządkowanie polskiego systemu podatkowego?

Napisałem, że zawsze cieszę się, kiedy rząd ogłasza obniżenie podatków. Problem w tym, że uwzględniając wszystkie plany na najbliższe lata, włącznie ze zwiększeniem inwestycji na obronność, pieniędzy będzie trzeba więcej. Jeśli zatem nawet PIT zostanie obniżony, to gdzieś w innych miejscach będzie trzeba nam, albo części z nas, zabrać. Czyli, piszę to zresztą od kilku lat, albo nowe daniny (parapodatki, opłaty – nazwę proszę sobie wybrać), albo podwyżka tego co jest, albo się dalej zadłużamy. Ale zadłużaniem się daleko nie dojdziemy, bo jednak takiej wiarygodności, jak na przykład Niemcy, wciąż nie mamy.

Obecny rok jakoś złożymy, choć oczywiście bez długu się nie obejdzie. Złożymy choćby dlatego, że inflacja będzie dużo wyższa, niż założenia w budżecie. Już w trakcie prezentacji tych założeń pisałem, że 3,3% średniorocznej inflacji w roku 2022 to po prostu wielkość kuriozalna. Teraz możemy już spokojnie napisać, że jak będzie trzy razy tyle – czyli w okolicach 9%-10% – to się nie zdziwię. Ale nawet, gdyby wojna na Ukrainie nie wybuchła i tak średnioroczny poziom byłby zapewne dwa razy wyższy. To po co takie założenia? Pewnie po to, żeby się chwalić, że dochody są wyższe od planowanych. A teraz, wobec tego co się dzieje, mamy inną retorykę. Otóż można twierdzić, że obniżenie podatków to „straty” dla budżetu, ale mimo to w swojej łaskawości rząd takie decyzje podejmuje. Dla dobra nas wszystkich. Tyle tylko, że jeśli średnioroczna inflacja będzie rzeczywiście na poziomie 9%-10%, to „podatek inflacyjny”, czyli zwiększone dochody spowodowane wyższą inflacją będą na poziomie grubo, naprawdę grubo powyżej 20 mld złotych. A to oznacza, że z nawiązką wystarczą na pokrycie „dziury” z tytułu obniżonego PIT.

REKLAMA (2)

Tym sposobem płynnie przeszedłem od Polskiego Ładu do inflacji. GUS podał wstępne dane dotyczące wysokości wskaźnika CPI w marcu. W ujęciu rocznym wyniósł on 10,9%. Mamy więc, niestety, dwucyfrowy wzrost cen. Ostatni raz coś takiego obserwowaliśmy 22 lata temu. Kończył się wtedy ostatni okres wysokiej inflacji. Był on związany z wieloma czynnikami, ale bezpośrednią przyczyną mocnego wzrostu wskaźnika CPI były szoki podażowe, przede wszystkim na rynku paliw. Dotyczyło to generalnie świata oraz rynku żywności. Swoje robiły też rosnące ceny usług. Wszystko to pchnęło inflację z poziomu niecałych 6%, tyle było jeszcze na początku 1999 roku, to prawie 12% w połowie roku 2000. Świeżo sformowana Rada Polityki Pieniężnej zareagowała bardzo nerwowo. Zbyt nerwowo, przynajmniej moim zdaniem, ale podobne opinie miała większość rynku. Tak czy inaczej, stopy wzrosły z poziomu 13% do poziomu 19%. Czasy były inne, zakorzenienie czynników inflacyjnych w gospodarce także, nie ma oczywiście sensu robić porównań z tym, co obserwujemy dzisiaj. Ale reakcja Rady i dzisiaj musi nastąpić i następuje. Jak już pisałem RPP w większość jest nowa i wydaje się, że teraz skłonność do podwyżek stóp jest dużo większa. Oby tylko nie przesadnie większa.

REKLAMA (3)

Dokąd nas to wszystko zaprowadzi? Pisałem już wielokrotnie, że perspektywy są tak mgliste jak tylko mogą być. Bo kompletnie nie wiemy, jakie decyzje choćby w kwestii surowców energetycznych będą podejmowane. Wystarczy wspomnieć zarządzone w ostatnich dniach przez Joe Bidena bezprecedensowe uruchomienie strategicznych rezerw ropy w USA. Na razie myślę, że to nie jest szczyt inflacji, ale wciąż mamy szansę, żeby ten maksymalny poziom był mniej więcej taki, jak w roku 2000, czyli około 12%. Użyłem słowa „szansę”, bo przy niekorzystnym zbiegu okoliczności może być dużo gorzej…

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze