Baaaardzo drogie święta

0
REKLAMA

Marek ZuberPrawie co roku zastanawiamy się, ile wydamy na Święta Bożego Narodzenia. I prawie co roku wydajemy więcej. Ale ten rok jest naprawdę nadzwyczajny.
Inflacja to, jak wiemy, wzrost cen. I nawet jeśli jest ona niewielka – wynosi na przykład 1% – to w dalszym ciągu ten wzrost oznacza. Tyle tylko, że bardzo mały. Patrząc na ostatnie trzydzieści lat gospodarki rynkowej przeżywaliśmy tylko jeden okres, kiedy inflacja była ujemna, czyli ceny spadały. Mieliśmy zatem do czynienia z deflacją. Okres ten trwał od połowy 2014 roku do początku czwartego kwartału 2016 roku. Ale spadek cen nie był duży, w apogeum – czyli w lutym 2015 roku – wyniósł 1,6%.
Trzeba jednak pamiętać o tym, że inflacja pokazuje zmianę cen koszyka dóbr i usług konsumpcyjnych, który zawiera tych dóbr i usług 1500. Są to te rzeczy, które w ciągu roku najczęściej kupuje przeciętne gospodarstwo domowe, a zatem jest to średnia. W związku z tym wiele osób odczuwa tę sytuację tak, że inflacja pokazuje jedno, a osobisty domowy indeks zmian cen (obejmujący to, co my kupujemy) co innego. I to dlatego często oburzamy się na dane pokazywane przez Główny Urząd Statystyczny.

Nie zmienia to jednak faktu, że przez ostatnie dwadzieścia lat, kiedy inflacja była pod kontrolą, koszyk bożonarodzeniowy zazwyczaj trochę jednak drożał. Ale zmiany te nie były mocno widoczne, czasem wręcz niezauważalne. Piszę o ostatnich dwudziestu latach, bo wcześniej – czyli w latach dziewięćdziesiątych – inflacja była wielkim problemem. Ale jednym z większych sukcesów początku tego wieku było to, że wreszcie udało się ją zbić. I wzrost cen przestał być problemem, dotyczyło to także okresu świątecznego. Ale niestety sytuacja się zmieniła.
Już w zeszłym roku koszty związane ze świętami istotnie wzrosły. Zaczęła drożeć żywność, osłabił się także złoty. Kurs złotego ma tu znaczenie, szczególnie kurs w stosunku do dolara, bo okres Bożego Narodzenia to przecież czas robienia sobie prezentów. A wiele z nich, szczególnie tych, które wręczamy dzieciom, jest importowanych głównie z Azji, przede wszystkim z Chin. I płacimy za nie właśnie amerykańską walutą. Dwa lata temu kurs USD był jeszcze wyraźnie poniżej 4 złotych. Rok temu byliśmy już jednak znacznie powyżej 4,10. Ale to wszystko nic w stosunku do tego roku. Dwa miesiące temu dolar przebił po raz pierwszy w historii poziom 5 złotych. Teraz jest wyraźnie lepiej, mamy okolicę 4,40, ale to i tak 10% więcej, niż w okresie świątecznym rok temu. I samo to już musi wpływać na ceny.

Ale największy wzrost dotyczy produktów, które związane są ze świątecznym stołem. Na początek małe doświadczenie. Nie mamy oczywiście na razie danych dotyczących zmian cen w grudniu, bo grudzień się jeszcze nie skończył. Nie znamy zatem także wzrostu cen podstawowych produktów żywnościowych. Poszedłem jednak do kilku sklepów i popatrzyłem na ceny podstawowych produktów, które służą do wypieku różnych słodkości. I porównałem je z tym, co w tych samych sklepach widziałem rok temu. A ceny te pamiętam dokładnie, tym bardziej, że wtedy też analizowałem świąteczny koszyk. Za każdym razem brałem pod uwagę kilka rodzajów danych produktów, czyli na przykład mleko od różnych producentów dostępne w różnych sklepach. Mój mały koszyk to właśnie mleko, chleb, jaja, mąka, masło, olej rzepakowy, cukier. Efekt porównania? Wzrost cen w stosunku do zeszłego roku o ponad jedną trzecią! Zresztą oficjalne dane GUS za listopad potwierdzają potężny wzrost cen tych produktów. Rekordzista – czyli cukier – podrożał o 92,6%, mąka o 42,2%, mleko o 28,1%, pieczywo o 28,6%, masło o 27,4%, a jaja o 25,8%.

REKLAMA (2)

Wzrost cen obserwujemy także w produktach mniej „słodkich”, czy też służących do przygotowania słodkości. Na czele z karpiem, choć tu moje doświadczenia nie są tak dramatyczne, jak nagłówki z niektórych mediów. Karp jest droższy, ale to rząd wielkości około 20%. A nie 100%, bo i o takich przypadkach czytałem. Nie twierdzę, ze próby sprzedaży po tak drastycznych cenach nie miały miejsca. Pisałem już kiedyś o tym, że obecne powszechne odczuwanie drożyzny jest wykorzystywane także przez tych, którzy cen podnosić nie muszą. A w każdym razie nie tak bardzo. A wszystko na zasadzie: „ludzie to przyjmą, bo wszystko drożeje”. Trzeba na to uważać, tych produktów nie kupować i szukać w innych miejscach.

REKLAMA (3)

Święta będą zatem dramatycznie droższe od poprzednich. Moim zdaniem właśnie o około jedną trzecią. A niestety nasze możliwości zakupowe o tyle nie wrosły i w grudniu nie wzrosną. I to jest nowość także w stosunku do zeszłego roku. Jeśli nawet mamy podwyżki wynagrodzeń, to nie takie, które zrekompensują wzrosty cen.
A zatem to będą trudniejsze święta? Z pewnością. Odrobina optymizmu? Za rok prawdopodobnie będzie lepiej. To znaczy wzrost cen dalej będzie znaczący, ale wszystko wskazuje na to, że dużo niższy niż obecnie. A póki co musimy włożyć trochę więcej wysiłku w poszukiwanie rzeczy tańszych, może na przykład tańszych zamienników.
Tak czy inaczej życzę Państwu spokoju na święta i rodzinnej atmosfery. I tym bardziej skupienia się na tym, co w tych świętach najważniejsze.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze