Dwie rozwalone pod Toruniem luksusowe limuzyny, podobnie jak przed rokiem pęknięta opona w samochodzie prezydenckim, przyciągnęły uwagę opinii publicznej do zagadnienia, czym ta władza właściwie jeździ.
Prezydent jeździ między innymi opancerzonym luksusowym autem i cały problem polega raczej na jego użytkowaniu i serwisowaniu. Ale dlaczego minister jeździ w kolumnie luksusowych aut? Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi. Bo odpowiedź, że przed rokiem, przy okazji szczytu NATO, MON kupił za 35 milionów 30 luksusowych pojazdów, i to w dodatku bez przetargu, nie wydaje się być dobrą odpowiedzią. Nie trzeba bowiem być wybitnym matematykiem, by wyliczyć, że jedno auto musiało kosztować średnio ponad milion złotych (!). A wiadomo, że gdy kupuje się całą flotę pojazdów, to można liczyć na spore rabaty. Czyli ponad milion za auto po zniżkach? Nieźle. Co tam jest w tych pojazdach? Karabiny maszynowe w reflektorach? Zakłócacze radarów? Wodotryski? Ciekawe.
Inną sprawą od tego niż to, czym władza jeździ, jest to, jak jeździ. Pędzenie z zawrotną prędkością i spychanie wszystkich na pobocza i do rowów ma sens, gdy się ściga terrorystów, ale już w sytuacji, gdy minister wybiera się na galę podrzędnego tygodnika, podczas której jakąś nagrodę ma odebrać lider jego ugrupowania, nie wydaje się to być konieczne. Cóż by się bowiem takiego stało, gdyby minister przyjechał na tę galę spóźniony albo w ogóle nie dojechał? Oczywiście nic. Nasz kraj by nie zadrżał w posadach, a jego bezpieczeństwo nie byłoby zagrożone. Co więcej, jak pokazuje przykład toruński, bezpieczeństwo jest zagrożone, gdy kolumna ministra pędzi jak oszalała.
Nadużywanie przywilejów jest specjalnością nie tylko ministra Macierewicza. Od lat nasza władza ma z tym problem. W cywilizowanych państwach jest inaczej. Przed laty na własne oczy widziałem, jak z przejazdem prezydenta Clintona przez Waszyngton radzi sobie amerykańska policja. Prezydencka limuzyna jechała w kierunku Białego Domu w asyście trzech innych pojazdów i kilkunastu motocyklistów. Motocykliści płynnie wyprzedzali kolumnę i zamykali na chwilę ruch na ulicach poprzecznych. Po przejeździe kolumny wszystko wracało do normy. Clinton przejeżdżał przez miasto niby w jakimś bąblu. Było to prawie niezauważalne i zupełnie nieopresyjne dla innych użytkowników drogi. W naszym kraju, gdy jakiś kacyk ma zamiar się przemieścić z punktu A do punktu B, często ulice zamykane są 10 minut wcześniej. Chaos tym spowodowany potrafi pączkować w sposób potęgujący się geometrycznie. W skrajnych przypadkach, jak na przykład w czasie wspomnianego już szczytu NATO, z ruchu wyłączane są kluczowe ulice, a nawet mosty. W krajach totalitarnych dla potrzeb władzy wyznacza się nawet specjalne pasy. Do tego co prawda jeszcze nie doszliśmy, ale nie mówmy „hop”. Jak już „dobra zmiana” pochłonie wymiar sprawiedliwości, to pewnie weźmie się także za wydzielenie specjalnych pasów.
Powiedzmy sobie jasno. Nie chodzi o to, by władza jeździła komunikacją miejską. Nie po to władza zostaje władzą, by tracić czas w korkach, ale bez przesady. Bo przesadą jest zarówno to, co dziś wyprawia Macierewicz, jak i to, co kiedyś robił Waldemar Pawlak, który jako premier udawał, że jeździ polskim autem, i rzeczywiście po Warszawie woził go polonez, ale gdy trzeba było pojechać gdzieś dalej, to na rogatkach miasta przesiadał się w mercedesa. Wbrew obiegowej opinii wcale nie jest taniej dla państwa, gdy władza podróżuje samolotami rejsowymi. (Tak na początku pełnienia funkcji premiera chciał podróżować Donald Tusk). Podróże takie kosztują mnóstwo wysiłku ochronę, której wtedy potrzeba znacznie więcej, i czasu (niekiedy też czasu innych podróżnych). I pieniędzy. Kiedy to jest potrzebne, rządzący powinni mieć do dyspozycji samolot rządowy czy sprawną kolumnę transportową. Kluczowy jednak tu jest zwrot „kiedy to jest potrzebne”. Minister Macierewicz na przykład prawdopodobnie uważa, że obserwowanie zza szyby luksusowej limuzyny tego, jak wygląda szary świat, świat przy szybkości 130 kilometrów na godzinę siłą rzeczy mocno rozmazany, jest mu do czegoś potrzebne.
Rozmazany świat
REKLAMA
REKLAMA




















