Stefan Niesiołowski: 80. rocznica zamachu na Hitlera

0
Stefan Niesiołowski
REKLAMA

20 lipca mija 80. rocznica zamachu na Hitlera, zorganizowanego przez grupę przeciwników nazistowskiego reżimu i głównie niemieckich oficerów. Sam zamach miał na celu zabicie Hitlera i jednocześnie uruchomienie przewrotu wojskowego, który oznaczał obalenie hitlerowskiej dyktatury i zakończenie wojny. Na krótko w kilku miejscach – np. w Paryżu i Wiedniu – władza nazistów została obalona, ale na skutek niepowodzenia samego zamachu, gdyż Hitler przeżył, zamach stanu zakończył się niepowodzeniem – a nawet umocnieniem osobistej władzy i popularności Hitlera oraz jego reżimu – także krwawymi czystkami i okrutnymi represjami.

Zamachowcy planowali odbudowanie demokracji, przywrócenie systemu wielopartyjnego, obywatelskich wolności, oczywiście zakończenie wojny i ukaranie głównych nazistowskich zbrodniarzy. Chcieli przede wszystkim zademonstrować przed światem, w obliczu hitlerowskich zbrodni, że istnieją inne, demokratyczne, wolne Niemcy, że nie wszyscy popierają Hitlera. Jeden z najwybitniejszych przywódców antyhitlerowskiej konspiracji, która przeszła do historii pod nazwą Ruch 20 Lipca, Henning von Tresckow, tak mówił po niepowodzeniu zamachu, przed popełnieniem samobójstwa: ”Ufam, że Bóg, który kiedyś przyrzekł Abrahamowi ocalić Sodomę, jeśli znajdzie się w niej choć jeden sprawiedliwy, nie zniszczy Niemiec przez wzgląd na nas… O wartości moralnej człowieka decyduje gotowość oddania życia za przekonania”. (Fabian von Schlabrendorff, „The secret war against Hitler”, Nowy Jork 1966r.). Przeprowadzenie zamachu na Hitlera wziął na siebie płk hrabia Claus von Stauffenberg, gdyż miał on możliwość dotarcia do samego Hitlera, był też jednym z najwybitniejszych uczestników całego ruchu. Operacja, mająca na celu obalenie dyktatury, nosiła kryptonim Walkiria od nazwy niewiast opiekujących się duszami zmarłych wojowników. Sam przebieg wydarzeń znany jest dość dokładnie. Hitler przebywał w tym czasie w Kwaterze Głównej Wilczy Szaniec (Wolfschanze) koło Kętrzyna. Stauffenberg został poproszony na naradę z udziałem Hitlera i dowódców wojskowych, podczas której miał wygłosić referat poświęcony armii rezerwowej, przeznaczonej do stłumienia ewentualnego buntu cudzoziemskich robotników. W teczce wniósł bombę, której eksplozja miała zabić Hitlera i możliwie wielu nazistowskich dygnitarzy, jednocześnie powiązany ze spiskowcami generał Fellgiebel miał odciąć łączność kwatery głównej, a spiskowcy w Berlinie zająć budynki rządowe i ogłosić proklamację o utworzeniu nowego rządu. Wszystko opierało się na planie zabicia Hitlera, ale to właśnie się nie udało. Szereg okoliczności, jak przeniesienie narady z powodu upału z betonowego bunkra do przewiewnego baraku, przesunięcie teczki z bombą przez nieświadomego niczego płka Brandta za masywny filar stołu, który osłonił Hitlera i wreszcie umieszczenie przez Stauffenberga, do dziś nie wiadomo dlaczego, tylko jednej zamiast przygotowanych dwóch bomb, ocaliło Hitlera. Bomba wybuchła dokładnie o godz. 12.42, w momencie, gdy generał Adolf Heusinger, późniejszy inspektor generalny Bundeswehry, referował sytuację na froncie wschodnim. Zginęło kilku wojskowych, rola samego Heusingera nigdy nie została wyjaśniona, gestapo prowadziło przeciwko niemu śledztwo, ale z braku jakichkolwiek dowodów winy przeżył. Sam Hitler został tylko lekko ranny, miał poszarpany mundur i mnóstwo drzazg powbijanych w nogi oraz popękane bębenki w uszach, ale nic poważnego mu się nie stało, chociaż nigdy nie wrócił do poprzedniego stanu zdrowia, a lęk przed zamachem i paranoja jeszcze się nasiliły. Ogłosił, że Bóg (chociaż Hitler nie używał słowa Bóg, a Opatrzność – Vorsehung) go ocalił, aby dalej prowadził swoją najlepszą i dla dobra narodu politykę, co po nieudanym zamachu ogłaszają z reguły wszyscy tyrani, dyktatorzy i psychopaci.

W jednym z baraków miał miejsce groteskowy podwieczorek, podczas którego najwyżsi dygnitarze nazistowscy, którzy zaraz po zamachu przyjechali gratulować fuhrerowi cudownego ocalenia, prześcigali się w lizusostwie i zapewnieniach, że teraz, kiedy zdrajcy zostali ujawnieni i będą rozgromieni, losy wojny się odwrócą. W rzeczywistości wojna była już dawno przegrana i nic nie mogło uratować Hitlera i jego kliki. Ribbentrop zapewniał, że jego dyplomaci na Bałkanach zmontują proniemiecką koalicję, a Doenitz, że teraz dopiero jego łodzie podwodne będą odnosić sukcesy i ta przeklęta Anglia padnie. Nie zwracając uwagi na przerażonego Mussoliniego, który specjalnie przyjechał do Hitlera na umówione wcześniej spotkanie, nazistowscy wodzowie się pokłócili, a Goering nawet naubliżał Ribbentropowi i zamachnął się na niego buławą. Wszystko to były oderwane od rzeczywistości rojenia zbrodniarzy, których czekała klęska i odpowiedzialność za zbrodnie.

REKLAMA (2)

W Berlinie spiskowcy zgrupowani w gmachu ministerstwa obrony na Bendlerstrasse (dziś Stauffenbergstrasse) wokół płka von Stauffenberga usiłowali kontynuować przewrót, ale stawało się coraz bardziej oczywiste, że Hitler żyje, a zamach się nie udał. W każdym razie, gdyby bomba zabiła Hitlera, mogłaby ulec zmianie historia świata i dlatego ma rację Carl Sitakis, uważając, że „zamach z 20. VII. 1944 r. to zapewne najważniejszy nieudany zamach w historii”. (C. Sitakis, „Encyklopedia zamachów”, Kraków 1994r.). Do stłumienia przewrotu w stopniu decydującym przyczynił się major Remer, który w oparciu o rozkazy spiskowców miał aresztować Goebbelsa i opanować dzielnicę rządową, ale Goebbels przekonał Remera, że Hitler żyje i nawet połączył go telefonicznie z fuhrerem. Padły słynne słowa Hitlera: majorze Remer, czy poznaje pan mój głos? Hitler natychmiast mianował Remera generałem i kazał mu zabijać, ilu i jakich chce generałów oraz bezlitośnie stłumić działania „zdrajców”. Po wojnie jako tępy, niepoprawny nazista zajmował się głównie atakowaniem przeciwników Hitlera i zniesławianiem męczenników Ruchu 20 Lipca. W roku 1951 został skazany na więzienie za zniesławianie ruchu oporu i uciekł do Egiptu, a drugi raz, już jako recydywista, został skazany za to samo w 1992r. i skazany na 22 miesiące więzienia, które odsiedział. W budynku Ministerstwa Obrony, w sytuacji, gdy stało się jasne, że zamach się nie udał, zwolennicy Hitlera uwolnili aresztowanego przez zwolenników zamachu gen. Fromma i sami aresztowali spiskowców. Zwołany przez Fromma sąd skazał przywódców spisku na śmierć przez rozstrzelanie. Na tle muru przed pryzmą piachu w świetle reflektora wozu pancernego stanęli: Claus von Stauffenberg, Friedrich Olbricht, Ritter Mertz von Quirnheim i Werner von Haeften. Stauffenberg zdążył krzyknąć: Es lebe unser heiliges Deutschland (Niech żyją nasze święte Niemcy). Dziś w tym miejscu stoi pomnik Stauffenberga.

REKLAMA (3)

Już po północy radio nadało z Królewca nagrane w Wolfschanze przemówienie Hitlera. Chrapliwym, pełnym wściekłości, ale dającym się rozpoznać głosem Hitler mówił o małej grupie zdrajców, która zostanie bezlitośnie rozgromiona. Goebbels nie był zadowolony z tego przemówienia i w swoim dzienniku napisał, że było ono niezręczne i uderzało „w fałszywy ton”, ale jednocześnie miał to być pierwszy dzień „odrodzenia”. Było to kolejne złudzenie nazistowskiego łotra. Zaczęły się aresztowania, tortury i proces przed sądem ludowym, którego przewodniczący, krwawy, tzw. wieszający, sędzia Roland Freisler obrzucał oskarżonych wyzwiskami i obelgami, i prawie wszystkich skazywał na śmierć, a sama egzekucja była wykonywana w więzieniu w Plotzensee w Berlinie, w okrutny sposób, polegała na wieszaniu na strunach fortepianowych. Dziś znajduje się tam muzeum niemieckiego ruchu oporu, gdzie co roku prezydent Republiki Federalnej i kanclerz federalny składają kwiaty. Miałem zaszczyt jako kawaler niemieckiego orderu przyznanego za działanie na rzecz współpracy wojskowej polsko-niemieckiej i jako autor artykułów oraz książek o niemieckim ruchu oporu, składać w tym miejscu kwiaty. „Więzienie Plotzensee funkcjonuje do dziś, z użytku wyłączona jest cela, w której wieszano spiskowców. To bardzo chłodne pomieszczenie. W głębi, naprzeciw drzwi wisi na metalowej belce pięć ponurych rzeźnickich haków. Na posadce pod nimi leżą zwykle stosy kwiatów. Miejsce to emanuje atmosferą świątyni”. (Michael Baigent, Richard Leight, „Tajne Niemcy, Claus von Stauffenberg”, Warszawa 1997r.). Naziści wymordowali około 5000 ludzi w różnym stopniu związanych z Ruchem 20 Lipca, w większości ludzie ci byli torturowani i zamordowani w barbarzyński sposób, egzekucje trwały do ostatnich dni III Rzeszy. Jeszcze w kwietniu w obozie koncentracyjnym Flossenburg zamordowany został admirał Canaris i wybitny protestancki teolog, Dietrich Bohnhoffer. Tylko nieliczni związani z zamachem na Hitlera bohaterowie ocaleli.

Nie ma odpowiedzi na pytanie, jak potoczyłyby się losy Europy, gdyby zamach się udał. Po wojnie komuniści w swojej propagandzie zniesławiali i szkalowali zamachowców jak reakcyjnych imperialistów itp. To zrozumiałe, bo chcieli oni zatrzymać wojnę, a Armia Czerwona osiągnęła dopiero linię Wisły. Mogło to oznaczać zatrzymanie sowieckiej ekspansji w Europie, być może byłaby Polska sowiecka wschodnia i Polska demokratyczna zachodnia, są to jednak spekulacje. Również polscy nacjonaliści, którzy z nienawiści do Niemiec uczynili podstawę programu, oczerniali bohaterów Ruchu 20 Lipca. Kaczyński powiedział kiedyś, że wszyscy zmieściliby się w jego gabinecie, co jest typowym dla niego podłym kłamstwem, zarzucał im słabość i nieudolność. Miał znakomitą okazję popisać się jednym i drugim w czasach PRL-u, ale swoje męstwo ujawniał bardzo dyskretnie. W samych Niemczech przez wiele lat skupieni wokół Stauffenberga bohaterscy spiskowcy byli określani jako „zdrajcy” i ludzie pozbawieni patriotyzmu, w takim razie patriotą musiał jednak być Hitler i naziści. Dopiero po kilkudziesięciu latach stopniowo doczekali się oni pomników, stali się patronami szkół, ulic, miejsc narodowej pamięci. W swoich wspomnieniach mocno już starsza wdowa po płk. Stauffenbergu, Nina von Stauffenberg, otoczona kilkoma pokoleniami członków rodziny, zarówno bardzo wiekowymi, jak i maleńkimi niemowlętami, napisała, że Himmler powiedział, że trzeba wytępić tych zdrajców aż do piątego pokolenia, zgodnie z jakimś średniowiecznym niemieckim prawem o odpowiedzialności zbiorowej, a tymczasem ona jest otoczona taką wielką liczbą członków rodziny. Niemcy są dzisiaj demokratycznym, bogatym, praworządnym krajem i to jest najlepsza odpowiedź na pytanie – kto miał rację 20 lipca 1944 roku. Kto bronił ich honoru, a kto służył zbrodniczemu tyranowi.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze