PiS nie może się podnieść po klęsce, jaką były przegrane wybory parlamentarne. Dzień 15 października zostanie zapisany jako jeden z najważniejszych, najradośniejszych w najnowszej historii Polski i w pewnym stopniu także Europy. Jednak warto było pomagać walczącej o wolność Solidarności, wspierać odbudowywanie demokracji i gospodarki w 1989 roku, a później przyjmować nasz kraj do Unii. Teraz to Polska bierze na siebie znaczną część odpowiedzialności za walkę z nacjonalizmem, populizmem, szowinizmem i innymi pokrewnymi plagami naszych czasów. Tak jak powstanie NSZZ „Solidarność” w sierpniu 1980 roku było uderzeniem w komunizm, tak wybory 15 października były uderzeniem w nacjonalizm. Odgłosy przerażenia, oburzenia, zdziwienia i rozpaczy, jakie wydają zgrupowani wokół PiS-u nacjonaliści, świadczą o tym, że było to uderzenie bardzo mocne i nic nie wskazuje, aby nacjonaliści szybko odzyskali dawną pewność siebie i zdolność do trzeźwej oceny sytuacji. Czasami zachowują się jakby postradali rozum, np. wysłużony pachołek pisowski, p. Wildstein, stwierdził, że „największym autorytetem prawniczym jest p. Przyłębska” – to już aberracja.
Na razie usiłują zyskać na czasie. Przy pomocy p. Dudy, który jest pisowskim aparatczykiem, wykonują jakieś dziwaczne ruchy robaczkowe, mówiąc, że przecież wygrali i zmontują konieczną do rządzenia większość, powtarzają kłamstwa z kampanii wyborczej. Nie dotarło do nich, że od momentu ogłoszenia wyniku wyborów nic nie jest już takie jak dotychczas, nie mają większości, ani zdolności do zawarcia koalicji z kimkolwiek, bo wszyscy potencjalni koalicjanci od dawna zostali przez pisowców kupieni, zostały jakieś szowinistyczne spady z Konfederacji, ale nawet oni nie palą się do pomagania przegranym. Pojawiają się szalone pomysły, że mianowany przez p. Dudę marszałek senior nie otworzy Sejmu, tylko będzie „urzędował” i bronił pisowskiego reżimu. Byłby to zamach stanu i tym razem nie skończyłby się tak jak zamach stanu p. Szydło, niedrukującej wyroku sądu, ale doszłoby do rozruchów i upadku reżimu razem z p. Dudą i przyległościami. Być może byłby to najprostszy i najkrótszy sposób zakończenia pisowskiej dyktatury. Trwa niezmieniona, kłamliwa narracja o niemieckim Tusku, doskonałości pisowskich patriotów i niespełnianych obietnicach skłóconej i antypolskiej opozycji. Do tych ludzi nic nie dotarło i nie wiem, czy cokolwiek jest w stanie dotrzeć?
Tak widzi to jeden z działaczy opozycji przedsierpniowej i NSZZ „Solidarność”, syn wybitnego pisarza, Tomasz Jastrun: ”Tak cieszyłem się poprzednio dwa razy w życiu. W Stoczni Gdańskiej, gdy wygraliśmy strajk i powstała Solidarność, i w roku 1989, gdy wygraliśmy wybory i rozsypała się Polska Ludowa, a potem całe imperium. Co zrobi PiS? Przecież uważa, że władzę przejmą zdrajcy, którzy doprowadzą do utraty niepodległości przez Polskę. Prezes przez zaciśnięte zęby pogroził: ’czekają nas ciekawe czasy’, ale już nie widać kłów, raczej sztuczną szczękę. Polska zdała wielki demokratyczny egzamin. Odzyskujemy patriotyzm, nawet to nam chcieli zabrać. W telewizji reżimowej kłamstwo pokracznie przeplata się z prawdą. Nadal jednak króluje manipulacja, to jest kloaka. Prezes nakręcał Morawieckiego, a ten jak to prymus, jeszcze bardziej się starał. Co się stało z tym bankierem, który sprawiał wrażenie Europejczyka? Na jakie podłe dno zaprowadziła go polityka, brak charakteru i uzależnienie od kłamstwa.” („Polska odzyskana”, „Przegląd”, 23-29.10.2023 r.).
I ta młodzież, cudowna młodzież, kobiety, dziewczyny urodzone już w demokratycznej Polsce. Nie było ich podczas manifestacji KOD-u, na których dominowało pokolenie Solidarności, za mało ich było później podczas protestów w obronie praworządności i za krótko protestowały przeciwko poniżeniu kobiet przez TK znanej kucharki. I teraz przyszli, nadeszli jak Amerykanie w Normandii w 1944, przyszli i czekali godzinami, aby zakończyć koszmarny pisowski rozdział naszej historii. To ich boi się dyktatorek. I jeśli jacyś szaleńcy namawiają go do stanu wojennego czy czegoś w tym rodzaju, to będzie długo się zastanawiał, czy warto konfrontować się z milionami młodych ludzi, którzy powiedzieli „dość”, „precz z Kaczyńskim i jego załganym reżimem”.
Teraz dyskusja, jak odbudować demokrację i zabezpieczyć wolność nie jest już tylko akademicka i teoretyczna, jest to podstawowe wyzwanie, przed jakim stoi Polska. Zakończenie zimnej wojny domowej i pojednanie jest obowiązkiem nie tylko moralnym, ale także politycznym, jeśli mamy odbudowywać nasz kraj po ośmiu latach kłamstwa, nieudolności i korupcji. Nie miejmy jednak złudzeń, pisowcy żadnego pojednania, ani nawet porozumienia nie chcą, dla nich możliwa, naturalna jest tylko sytuacja, gdy sprawują niekontrolowaną władzę. To jest grupa nie tylko nacjonalistów, bo z nacjonalistami można dyskutować i dochodzić czasami do porozumień, ale przede wszystkim opętanych chciwością, żądnych władzy, podłych ludzi. Uważają, że władza tylko im się należy, reprezentują bowiem dziejową historyczną konieczność, są wcieleniem patriotyzmu w połączeniu z obroną chrześcijańskich tradycji i każde działanie zmierzające do pozbawienia ich władzy to zamach na Polskę i Kościół. Pod tym względem są mentalnie i politycznie identyczni jak komuniści, zwłaszcza w stalinowskim okresie. Pod ciężarem własnej nieudolności, upadku ideologii marksizmu-leninizmu i okoliczności zewnętrznych rządzący Polską komuniści okazali się zdolni do zawarcia porozumienia z demokratyczną opozycją i porozumienia tego lojalnie dochowali. Ich władza trwała jednak 45 lat. Nie wydaje mi się, aby Polskę stać było na 45 lat rządów Kaczyńskiego. Przed ludźmi, którzy podejmują dziś odpowiedzialność za Polskę, leży nie tylko obowiązek niedopuszczenia do recydywy dyktatury, ale doprowadzenie do wewnętrznego porozumienia, od którego zależy rozwój kraju i stabilizacja w regionie. Na zniszczeniu demokracji w całej Europie i oczywiście w Polsce, na wprowadzeniu reżimu a la Orban lub Erdogan zależy z oczywistych względów Putinowi i tracącym możliwości bezkarnego bogacenia się kosztem Polaków różnym osobnikom w rodzaju Obajtka, pisowskim mężom stanu, nacjonalistycznym fanatykom z milicji, typu rycerze JP II, ordo iuris itp., ale chyba także polskim biskupom. Pytanie, czy Kościół w Polsce będzie tak jak przed II wojną Kościołem nacjonalizmu, w dużym stopniu antysemityzmu, ciasnej dewocji, czy będzie to Kościół kłamstwa i reżimowych dotacji typu „dzieło o. Rydzyka”, czy będzie wolny od hipokryzji i zachłanności, zdolny do głoszenia Ewangelii? Na razie nic takiej przemiany nie zapowiada, a słuchając „katolickiego głosu w twoim domu” czy telewizji „Trwam” można mieć poważne wątpliwości, czy ta instytucja jest w ogóle zdolna do tego, aby nie być klubem ochrony pedofilów, nacjonalistów i ignorantów.
„Jednak, tak czy inaczej, ‘system PiS’ został złamany, już się nie domknie, po utracie władzy cała konstrukcja autorytarnego państwa zacznie się sypać, choć pewnie także na nasze głowy. To jednak zmartwienie na następne dni – dziś najważniejsza jest radość po zwycięstwie. Największego od początku wolnej Polski triumfu polskiej demokracji… Kampania PiS przejdzie do historii jako wielka operacja robienia z wyborców idiotów… poziom bzdur i kłamstw był przerażający. Ta trucizna pogardy i nienawiści wobec ludzi odmiennych wyglądów czy poglądów, sączona przez lata i podawana w końskich dawkach, krąży i długo jeszcze będzie krążyć w elektoracie PiS, a detoksykacja będzie żmudna, wymagająca tyleż zdecydowania, co empatii… Wynik wyborów 15 października to dowód, że tak często pogardzane i wyśmiewane ‘wartości europejskie’ i murszejące rzekomo demokratyczne instytucje są wciąż żywe. Że ludzie – dziesiątki, setki tysięcy zwykłych obywateli – są gotowi się o nie upomnieć i czynnie ich bronić. Te wybory to jedno z najdumniejszych wydarzeń w historii naszego kraju.” (Jerzy Baczyński, Mariusz Janicki, „Smak nadziei”, „Polityka”, 18-24.10.2023 r.).
Nie możemy zmarnować tej szansy, na razie jest wiele przesłanek i nadziei, że obrońcy wolności czegoś się nauczyli.




















