Pisowski autorytarny reżim upadł 15 października, ale nie przyjął tego do wiadomości, nie uznał swojej klęski. Było to jasne od pierwszego dnia po wyborach. Temu służyło kłamstwo, że PiS wygrało wybory (zwycięstwo, które oznacza utratę władzy jest klęską) i temu służył operetkowy 14-dniowy „rząd” Morawieckiego. Historia zna wiele tego rodzaju „rządów”, a najbardziej znany jest „gabinet” Doenitza, „sprawujący władzę” po śmierci Hitlera we Flensburgu i okolicach. „Rząd” Doenitza zakończył urzędowanie na procesie w Norymberdze, ministrowie „rządu polskich spraw” Morawieckiego pobrali wysokie odprawy i rozdawali budżetowe pieniądze swoim kolesiom, pociotkom i pachołkom. Zobaczymy, na jakim procesie i w jakich więzieniach dokona się los Kaczyńskiego, Morawieckiego i ich kliki, której agonalnym odruchem było to, co stanowiło istotę PiS-u – nieograniczona chciwość. Na naszych oczach dokonuje się desperacka próba zatrzymania resztek władzy, a dzieje się to poprzez burdy i awantury. PiS ujawnia całkowitą bezradność, nie jest w stanie, nie potrafi, nie może w przyzwoity sposób oddać władzy. Nie może też uczynić niczego, aby utrzymać pisowskie relikty, ludzi i instytucje. Przez 8 lat pisowcy budowali autorytarny system, kontrolowali wszystkie najistotniejsze z punktu widzenia rządzących obszary, uczynili z państwa instrument w rękach partii i działający w jej interesie. Konstytucja przez osiem lat była martwa i notorycznie łamana przez reżim. Na czele państwa stała pozaprawna grupa skupiona wokół faktycznego władcy Polski, Kaczyńskiego, którego polityczne cele, fobie, urazy były prawem i bez którego żadna istotna decyzja nie mogła zostać podjęta. Istniało kilka obszarów, których Kaczyński jeszcze nie kontrolował, ale nie miało to znaczenia. W przypadku zwycięstwa wyborczego zostałyby one zlikwidowane, a system byłby niemożliwy do zmiany bez masowego sprzeciwu i najpewniej krwawych rozruchów.
Pod wieloma względami Polska stała się państwem bardzo podobnym do dyktatury z czasów PRL-u. Kaczyński i jego klika stanowili faktyczny rząd Polski, swoiste biuro polityczne. Sejm był zmarginalizowany, posłów kupowano i przekupywano jak w najgorszych czasach I RP. Ideologia marksizmu-leninizmu została zastąpiona ideologią nacjonalizmu w sojuszu z fanatyzmem religijnym, a Kościół był wsparciem politycznym, organizacyjnym i ideologicznym dla reżimu. Istniała cenzura polityczna w mediach nazywanych publicznymi, policja polityczna, która w zamierzeniach miała zwalczać korupcję, a w rzeczywistości osłaniała korupcję rządzących i zwalczała przeciwników politycznych. Przez 8 lat sprawowania władzy pisowcy nie skazali nikogo związanego z poprzednimi rządami za przestępstwo gospodarcze. Dygnitarze i lizusy reżimu zgromadzili niewyobrażalne fortuny kosztem budżetu państwa. Ich symbolem stał się oligarcha Daniel Obajtek. To on stał się pupilem i faworytem Kaczyńskiego. Pod tym względem autorytarny reżim PiS-u był bardzo podobny do ponurych dyktatur w XX wieku, w których dyktatorzy mieli swoich faworytów, którym pozwolono dowolnie kraść i korzystać z przywilejów władzy. Hitler miał swojego Speera, Lenin – Bucharina, Stalin – Berię, Bierut – Bermana, Gomułka – Kociołka itp. Reżim mieniący się patriotycznym, fałszował historię, kreując pisowskich dygnitarzy jako patriotów i moralne autorytety, stawiając mnóstwo pomników ludziom, którzy delikatnie mówiąc na pomniki nie zasłużyli. PiS próbowało wykreować własne nacjonalistyczne elity. Pragnęło też uczynić swój system i reżim poprzez finansowe, ideologiczne, administracyjne, policyjne wsparcie państwa, niemożliwym do obalenia, nieusuwalnym. „Nic się nie udało… Bańka mydlana, która właśnie pęka, pryskając w oczy pianą. PiS zraziło do siebie nie tylko ludzi o liberalnych poglądach, ale też wszystkich myślących zdroworozsądkowo i racjonalnie, propaganda w mediach przypominała tę z czasów stalinowskich. I okazało się, że nowa idea połączyła się z pazernością. PiS kupowało najemników, ale kupowało także społeczeństwo, rozdając pieniądze. Teraz rozbita armia pisowska uchodzi, dźwigając na plecach wory pełne łupów. I złorzeczy”. (Tomasz Jastrun, „Bańka pękła”, „Przegląd”, 01-04.02.2024 r.). Te łupy to obok gigantycznych pieniędzy takich oligarchów, jak Obajtek, Sadurska, Jasiński, obejmują także całą listę dygnitarzy kościelnych i z Kościołem związanych. Obok milionów dla oligarchy Rydzyka, Fundusz Sprawiedliwości kierowany przez Ziobrę i jego klikę przyznał 24 mln Stowarzyszeniu Muza Dei z Czeladzi, Fundacji św. Benedykta 4,2 mln, Fundacji Mocni w Duchu – 4,2 mln, Fundacji Światło Życie – 2,9 mln, Towarzystwu Salezjańskiemu Inspektoria – 3,5 mln, Katolickiemu Stowarzyszeniu Agape – 9,1 mln, Diecezjalnej Fundacji Ochrony Życia w Opolu – 6,5 mln, egzorcyście od salcesonu ks. Michałowi Olszewskiemu – 100 mln, Caritasowi w czterech diecezjach – 18 mln, Fundacji Obchodów Dnia Życia – 24 mln zł. To jest tylko mała cząstka gigantycznych pieniędzy, jakie pisowski reżim przekazywał wspierającym go różnym podmiotom i konkretnym ludziom, opłacając lojalność i wysługiwanie się reżimowi. To jest jeden z argumentów, dla których Kościół w Polsce stał się pisowskim komitetem wsparcia i dla których p. Gądecki napisał list w obronie pisowskich skazanych kryminalistów, a w świątyniach odbywają się nabożeństwa za tych kryminalistów, a nie za ich ofiary. I to jest jeden z powodów, dla którego na naszych oczach trwa walka upadłego reżimu o utrzymanie pieniędzy oraz przywilejów, jakie dawało sprawowanie niekontrolowanej władzy. Ta walka to już tylko prowokowanie awantur, jakieś operetkowe manifestacje zbolałych małżonek, narodowe sztandary i patriotyczne pieśni w obronie upadłych milionerów, a także pozbawionych stanowisk, gigantycznych pieniędzy, dochodów i przywilejów, aparatczyków upadłej władzy. Zostały im tylko burdy, awantury i prowokowanie burd. Starają się wykorzystać każdą okazję do zaszkodzenia rządowi Donalda Tuska, powiedzą każde kłamstwo i każdą podłość, byle tylko dorwać się znowu do władzy. Ale są na szczęście bezsilni.
Mogą też grozić zemstą: „my wam jeszcze pokażemy”, co też ostatnio nieustannie czynią. Macierewicz, grożąc strażnikom sejmowym, powiedział, że „obaliliśmy [tzn. chyba my pisowcy] komunizm, to obalimy i was [chyba straż marszałkowską] w służbie krwawego tyrana Hołowni”. Straszenie powrotem do władzy w momencie upadku czynią wszystkie autorytarne systemy i ich wodzowie. Kaczyński jest tylko żałośnie śmieszny, a Macierewicz groteskowy. Dziś takimi miejscami, gdzie nadal są finansowani i przechowywani pisowscy prominenci jest prokuratura (media zamieściły długą listę milionerów prokuratury krajowej), KRS, trybunał p. Przyłębskiej, kilka sądów oraz NBP, gdzie zostali zatrudnieni tacy dygnitarze PiS-u, jak jeden z najbliższych lizusów Kaczyńskiego – Adam Lipiński, zięć Stanisława Piotrowicza – Piotr Rycerski, były wiceminister spraw wewnętrznych Błażej Poboży, Anna Płakwicz – słynna szara eminencja PiS-u, prowadząca wiele kampanii wyborczych, Piotr Trybek od p. Maląg, Marcin Sławecki – szef gabinetu Zbigniewa Ziobry. Wszyscy znakomicie zarabiają i wszyscy mają znakomite kwalifikacje jako wyznawcy PiS-u. Warto może jako ciekawostkę dodać, że Glapiński przytulił także wysłużonego w służbie nacjonalizmu i klerykalizmu Jerzego Kropiwnickiego, którego racją bytu była nienawiść do Balcerowicza. Likwidacja tych pisowskich reliktów powinna nastąpić jak najszybciej. Oni już nie są groźni, tracą związek z realiami, a dalsze tolerowanie ich sabotażowych działań uważam za poważny błąd wolnej Polski.
Burdy będą trwać jeszcze jakiś czas, ale już widać, że PiS jest bezsilny, nic też nie wskazuje, że potrafi znaleźć jakąś formułę dla swojej obecności na scenie politycznej, poza wzniecaniem awantur.




















