Syzyfowe prace to daremne wysiłki, które przeszły do naszej historii dzięki powieści Stefana Żeromskiego ukazującej wysiłki władz rosyjskiego zaboru zmierzające do wynarodowienia polskiej młodzieży. Dla mojego pokolenia wychowanego na wielkich pisarzach i poetach postawa tamtej młodzieży i ludzi, którzy sprzeciwiali się donosicielstwu, zakłamaniu, lizusostwu, tchórzostwu i podłości była wzorem zachowań w czasach komunistycznych. To szkoła, zwłaszcza w czasach stalinowskich, ale także w późniejszych latach PRL-u miała być gwarancją skomunizowania społeczeństwa, utrwalenia ich reżimu, miała przyczynić się do zafałszowania historii, promowania lizusostwa, oportunizmu, wychowania nowego pokolenia młodzieży wolnego od „skażenia” niewłaściwymi poglądami, postępowego w rozumieniu oddanego komunistycznej władzy, a zwłaszcza jej wodzom. To wtedy na akademiach szkolnych dziewczyny w czerwonych krawatach krzyczały: precz z faszystowskim reżimem Piłsudskiego i Becka oraz precz z granatową policją, a także śpiewały: nie zna granic, ni kordonów, pieśni zew. Ja nie bardzo rozumiałem o co chodzi, ale wyglądało groźnie.
Historia lubi się powtarzać. Dziś, słuchając p. Czarnka, pisowskich dygnitarzy i propagandystów mam wrażenie jakiejś koszmarnej recydywy tamtych czasów. Oddanie władzy nad szkołami, nauczycielami i uczniami politycznym urzędnikom mianowanym według klucza pisowskiej nomenklatury, lojalności i dyspozycyjności – bo innego klucza ta władza w zasadzie nie stosuje – to dokładna powtórka z czasów komunizmu. Dyrektorzy szkół stają się urzędnikami podlegającymi kuratorom, ich wybór staje się fikcją, kryterium oceny jest jedno – służalczość wobec PiS-u. Szkoła, tak jak w PRL-u, jest miejscem walki o umysły młodzieży i ma wychowywać zwolenników partii rządzącej. Temu w największym skrócie służą działania p. Czarnka, robiącego wrażenie zachwyconego swoją mądrością, aroganckiego, pewnego siebie, nieomylnego, niemającego skrupułów ani wątpliwości, kolejnego męża opatrznościowego pisowskiej Polski. To ma być wzór i przewodnik polskiej młodzieży, jej indoktrynacji i zapewnienia PiS-owi poparcia młodego pokolenia? Niedoczekanie.
Doradca p. Czarnka – Paweł Skrzydlewski – jeden z czołowych zwolenników indoktrynacji młodzieży w duchu dobrej zmiany, mówił o priorytetach polityki oświatowej na nadchodzący rok szkolny, podkreślał wagę rodziny i twierdził, że tylko dzięki cnotom społecznym „możemy uzyskać człowieka dojrzałego, czyli takiego, który umie spełniać dobro. Dlatego kluczowe jest właściwe wychowanie, czyli ugruntowanie dziewcząt do cnót niewieścich”.



















