Donald Tusk to jeden z najwybitniejszych polityków po 1989 roku, obok takich twórców wolnej i demokratycznej Polski, jak: Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Jacek Kuroń, Władysław Bartoszewski i wielu innych. Współodpowiedzialny za odbudowanie i umocnienie demokracji, a przede wszystkim za skuteczne powstrzymywanie fali nacjonalizmu i populizmu, staje do walki z despotycznym reżimem. W znakomitym zarówno pod względem retorycznym, jak i merytorycznym wystąpieniu trafnie przedstawił zagrożenia, przed jakimi stoi nieudolnie rządzona przez dobrą zmianę Polska. Myślę, że trafnie przedstawił szyderczy charakter tych rządów, jakiś przedziwnie celowo upokarzający dla Polaków, jakby codziennie ktoś chciał nam pluć w twarz i mówić mniej więcej coś takiego: no i co, nic nam nie zrobicie, może kradniemy i kłamiemy, ale robimy i będziemy robić co chcemy, pogódźcie się z pisowską Polską, bo innej nie będzie. Będziemy rządzić zawsze.
Tym szyderstwem i kpiną ze społeczeństwa jest między innymi taki zestaw: Czarnek – edukacja, Ziobro – sprawiedliwość, Sasin – zarządzanie. Takich paradoksów można oczywiście przedstawić dużo więcej. Przez litość chyba Tusk pominął biegającego i umykającego po schodach – dla dobra Polski – p. Dworczyka. Trafnie określił dobrą zmianę jako „zło” i konieczność walki z tym złem, między innymi po to, aby samotna matka nie czuła się upokorzona a partyjny dygnitarz w limuzynie nie był bezkarny, aby kobiety nie bały się zachodzić w ciążę, bo władzę nad nimi sprawują religijni fanatycy, by inflacja i drożyzna nie pochłaniały oszczędności, a podatki nie tłumiły przedsiębiorców.
Tusk jest według mnie nową nadzieją dla Polski, nadzieją na odzyskanie wolności, odbudowanie demokracji i ukaranie winnych dewastacji oraz ośmieszenia naszej Ojczyzny, a także gigantycznej korupcji. On nie tak dawno przewidział, że reżim despotyczny potrafi już tylko kraść i ten etap właśnie mamy teraz. Utrzymanie władzy pisowców służy dorwaniu się do budżetu tym, którzy potrafili znakomicie się urządzić i dzięki partyjnej ochronie uniknąć odpowiedzialności. Przy okazji po raz kolejny ujawniła się cała nędza naszych komentatorów, politologów i „przenikliwych” w swoich pytaniach dziennikarzy. Z pewnością wybitna prof. Maria Winkowska zauważyła, że Tusk nie przedstawił programu pozytywnego, wracając do głębokiej myśli Schetyny, że nie wystarczy być antyPisem. Inny symetrysta odkrywczo zauważył, że Tusk dokonuje „ostrej polaryzacji”, co może się niektórym nie podobać. Starannie wykształcone i z pewnością oczytane dziennikarki dopytywały o Trzaskowskiego, wyraźnie zawiedzione, że Rafał Trzaskowski nie atakował Tuska i znacząco milczał. Wygląda na to, że symetryści i pisowcy bardzo liczą na Trzaskowskiego i należy oczekiwać wielu ciepłych programów w rządowych mediach, w których jego rozsądek i patriotyzm będą wychwalać usłużni dziennikarze. Generalnie uderza w oczy gigantyczna przepaść pod każdym względem pomiędzy Donaldem Tuskiem i już nie jego krytykami (bo ci w PiS-ie od dawna pracują nad jego opluwaniem), ale nędzą i szkodliwością symetryzmu, który ma bardzo wielu zwolenników w tzw. „naszych mediach”. Szkoda, że ci ludzie nie założyli partii i marnują się w jałowym i bezproduktywnym komentatorstwie rzeczywistości zamiast ją tworzyć, bo z pewnością Polska byłaby dziś mocarstwem. Uderza też bezsilna wściekłość pisowskich intelektualistów, jak pp. Karczewskiego, Dziedziczaka, Suskiego itd., którzy powtórzyli chyba przekaz dnia, że nie ma o kim mówić, niczego się nie boją i w ogóle jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej, bo PiS jest doskonałością. Intelektualna, moralna i polityczna marność pomiędzy z jednej strony Donaldem Tuskiem a jego krytykami jest kolejnym potwierdzeniem, że każda dyktatura wyjaławia intelektualnie, degraduje, czyni zastraszonym i bezradnym, bojącym się prawdy. Jej aparatczycy najchętniej chowają się za kordonami policji, w otoczonych parkanami willach, unikają dyskusji, boją się debaty, uwielbiają za to wywiady i rozmowy z lizusami, którzy gwarantują komfort łatwych pytań oraz przyjaznych komentarzy.



















