Po raz pierwszy po siedmiu latach, po tragicznej jesieni 2015 r., kiedy na skutek fatalnego błędu lewica nie weszła do Sejmu i PiS dorwało się do władzy, ukazał się sondaż, z którym PiS przegrywa z Koalicją Obywatelską (zbudowaną wokół Platformy Obywatelskiej). Jest to od dawna wyczekiwany, a od pewnego czasu spodziewany przełom w nastrojach. Oni zaczynają wreszcie przegrywać, przerwany został przygnębiający koszmar niezmiennego poparcia dla „dobrej zmiany”. Ponury, makabryczny obraz naszego społeczeństwa, do którego wydawało się, że żadne argumenty, racje i wnioski nie docierają. Społeczeństwa, dla którego podłość, kłamstwo, hipokryzja, ciemnota, rasizm, antysemityzm, nacjonalizm i niedorzeczna dewocja rządzących cieszą się dużym poparciem i opłacają politycznie. Wydawało się przez siedem lat dyktatury, że jest ona wieczna, że nic nie jest w stanie odebrać PiS-owi poparcia, że będzie rządził bardzo długo.
Po raz kolejny okazało się, że wysublimowane i genialne w swojej intelektualnej precyzji oraz przenikliwości komentarze wieszczące wieczne trwanie pisowskiego reżimu i jego przewagi nad zwolennikami wolności są tyle samo warte, ile twierdzenia komunistycznej propagandy, że komunizm jest nieuchronną przyszłością całego świata, a już z pewnością Polski. Przez siedem lat z przerażającą, ponurą monotonią i powtarzalnością na czele sondażów była tzw. Zjednoczona Prawica, której nazwa miała tyle samo wspólnego z prawdą, co nazwa – Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, której ani jedno słowo nie było prawdziwe.
Na ten najnowszy sondaż ciężko pracowali pisowscy wodzowie i oszukani, przekupieni przez nich ludzie. Łakomy na dotację Rydzyk oraz popierający dyktaturę, chroniący pedofilów i hipokrytów polski Kościół, będący zaprzeczeniem Ewangelii i miłości bliźniego. Nieustannie harowali: Obajtek, Morawiecki, Duda, Terlecki, Suski, Przyłębska, Witek i wszyscy inni w tym rodzaju. Koszmarna, rujnująca Polskę pod każdym względem dyktatura PiS-u spadła na nasz kraj, już i tak wystarczająco doświadczony przez historię oraz głupotę naszych wodzów (patrz Powstanie Warszawskie). Ale najważniejsze dla erozji ich władzy okazały się jak zwykle czynniki materialne, wysoka inflacja, jedna z najwyższych w Unii, niszcząca zarobki, spychająca do nędzy i poniżenia. Obecne i zapowiedziane, wysokie, nie do udźwignięcia podwyżki cen benzyny, węgla, gazu, prądu, wszystkiego, co najważniejsze. Polska stała się krajem, w którym zabrakło węgla, to tak, jakby na Saharze zabrakło piachu (tylko pisowski geniusz ekonomiczny potrafi doprowadzić do czegoś takiego). Wracają czasy mojego dzieciństwa, z których pamiętam rozmowy rodziców – jaka będzie zima – i kolegów, którzy przynosili do domów suche gałęzie z parku; także ograniczenia w dostawach prądu i pisanie usprawiedliwień za nieodrobione lekcje. Bezradność, krętactwa i niebotyczna nieudolność reżimu pokazują, że to, co potrafią najlepiej, to kraść i kłamać. W swojej dyskretnej propagandzie wysyłali sygnał do elektoratu – tak kradniemy, ale się dzielimy. Ostatnie odrażające podwyżki, z których szybko – jak w 1976 Piotr Jaroszewicz – się wycofali, pokazały, że kraść owszem, ale dzielić się to niekoniecznie. Opały, w jakich znalazł się reżim, w znacznym stopniu zawdzięcza on sam sobie. Wystarczy spojrzeć na zadowoloną minę zakochanego w sobie Glapińskiego, wykrzywioną twarz Morawieckiego (podli ludzie mówią, że to od kłamstwa, ale to niegodne oszczerstwo), sympatyczną, pełną troski twarz Terleckiego, czy tryskającą żywym intelektem buzię Patryka Jakiego, aby zacząć się zastanawiać – czy ci ludzie nadają się do rządzenia dużym europejskim krajem.
I tak zdumiewająco długo im się udawało. Być może Pan Bóg daje dyktatorom szansę lub możliwości poprawy, bo dyktatorzy zwykle przez nadspodziewanie długi czas korzystają z pomyślnych okoliczności zewnętrznych, np. dobrej koniunktury gospodarczej, jakiejś korzystnej dla nich wojny, nieudolności przeciwników, epidemii, klęski żywiołowej itp.
Dyktatura pisowska miała po swojej stronie chyba wszystkie wyżej wymienione okoliczności i cały czas na nich żerowała. Czasami, jak w przypadku uchodźców lub pandemii, w sposób nikczemny. Ten czas się najwyraźniej kończy. Obok ciężkiej pracy, która w połączeniu z ignorancją ludzi reżimu przyczyniła się do tego sondażu, trzeba jednak wymienić działania milionów ludzi, którzy brali na siebie ciężar walki o wolną i demokratyczną Polskę, sprzeciwiali się reżimowi i nieraz płacili dość wysoką cenę za obronę demokracji. To uczestnicy manifestacji i protestów w obronie TVN, praworządności, naszego członkostwa w Unii i prześladowanych za przekonania, niezłomni sędziowie, uczciwi prokuratorzy, szlachetni obrońcy oskarżanych przez pisowską policję polityczną i aparat represji. Miliony ludzi, którzy nie uznali tego reżimu za swój, nie uwierzyli w ich kłamstwa, pozostali wierni demokracji, wolnej Polsce, dziedzictwu niepodległości i solidarności. Na najnowszy sondaż składały się protesty nauczycieli, lekarzy, pielęgniarek, pracowników medycznych, samorządowców, emerytów, ludzi nauki, kultury, dziennikarzy, aktorów i wielu innych. Ludzi, którzy nie dali się zastraszyć i ogłupić antyszczepionkowcom, znachorom, czarownikom, szeptuchom, dewotkom, fanatycznym księżom i podłym, załganym biskupom, tak bardzo dbającym o komfort pedofilów, a obojętnym na cierpienia dzieci. Na ten najnowszy sondaż składała się praca wszystkich uczciwych, szlachetnych ludzi, gotowych bronić prawdy i dobra, a sprzeciwiać się kłamstwu, hipokryzji i złu. Ludzi, którzy bojkotują reżimowe imprezy, spędy, folwark p. Obajtka z pięknym łbem orła „Orlen”, zakłamane rocznice, media wdzięcznie nazywane „szczujnią” lub „kurwizją”, nie chcą obsługiwać kadzielnicy kłamstwa. Wreszcie najodważniejsi uczestnicy, zakłócający pisowskie partyjne pokazówki (zakłamane jak wszystko po ich stronie), krzyczący „Pinokio” i „będziesz siedział” oraz zadający pytania o praworządność, węgiel, ceny benzyny czy podsłuchy, których tak bardzo boją się pisowcy, że na spotkania ze swoimi wodzami wpuszczają tylko dobranych klakierów, a przygotowane wcześniej lizusowskie pytania czytają z kartki wypróbowani towarzysze, jak np. krzyżówka Zawiszy Czarnego z porucznikiem Pileckim, p. Karczewski.
W obozie reżimu nie widać żadnych nowych pomysłów, bo wszystko już było. Kilku dygnitarzy powtarza stare kłamstwa przed ludźmi zwożonymi autokarami; ciekawe ile wynosi dniówka? Samo spotkanie jest nieistotne, bo chodzi o przekaz telewizyjny, a ten zawsze można przedstawić jako korzystny dla PiS-u. Mamy ciągłe zapewnienia, że wszystko jest dobrze. Wspaniały, najlepszy na świecie rząd panuje nad sytuacją, a za trudności odpowiada zdradziecka opozycja, Tusk, Niemcy i Unia. Tak samo jak w PRL za całe zło odpowiadały wrogie nam Niemcy, kiedyś to był Konrad Adenauer i bońscy odwetowcy, dzisiaj także Niemcy i lewacka Unia. Ta natrętna, wrzaskliwa, nachalna propaganda wpływa także niestety na język opozycji i szerzej – ludzi przywiązanych do demokracji. Ludzie, którzy pragną Polski demokratycznej, muszą znaleźć w sobie dość siły, aby kategorycznie przeciwstawić się tym bredniom. Trochę przypomina to sytuację w PRL, gdy na studiach chyba sam jeden sprzeciwiałem się atakom kolegów na Adenauera i NRF, bo 20 lat po wojnie pod względem nienawiści do Niemiec propaganda komunistów potrafiła zdobywać zrozumienie i pewne poparcie. „Bo najgorszym co może nas spotkać jest narzucenie przez PiS ‘standardów’ w kwestii stosunków polsko-niemieckich. Tymczasem trzeba jasno powiedzieć, że pisowskie ‘standardy’ również w tej dziedzinie są głupie i szkodliwe dla Polski.” (Paweł Siergiejczyk, „Kolejna ‘wojna’ z Niemcami”, „Przegląd” z dn. 18‒24.07.2022 r.).
Trudno odpowiedzieć, czy w tym obszarze propaganda pisowska jest skuteczna. Wydaje mi się, że nie, bo stopień niechęci do reżimu przekroczył punkt krytyczny. Żadne kłamstwa, próba przekupstwa, jak również podbijanie patriotycznego bębenka oraz inne narodowe atrapy produkowane przez fałszerzy historii i przeróżne narodowe oraz religijne milicje, odziani w czerwone płaszcze jak Poncjusz Piłat rycerze JP II, pisowcom nie pomogą. Mówiąc trywialnie, załatwi ich – przedstawiając to obrazowo – cena kiełbasy.
I jeszcze uzupełnienie i kolejne potwierdzenie ogólnopolskiej tendencji. W Olsztynku na Mazurach odbyły się wybory burmistrza, wzięło w nich udział 3725 uprawnionych mieszkańców, czyli 38%. Zwyciężył Robert Waraksa, kandydat PO, uzyskując 63,4% głosów. Kandydat PiS-u Tomasz Starowieyski uzyskał 5,8% głosów, był piąty na sześciu startujących kandydatów. Gratuluję panu burmistrzowi i życzę powodzenia w trudnej pracy dla dobra mieszkańców. W tamtym regionie w Starych Jabłonkach często przebywam podczas wakacji. To jest nokaut, sromotna klęska pisowców, którą w swojej propagandzie usiłują w żałosny sposób tłumaczyć tym, że to nie były wybory polityczne, bo kandydaci nie akcentowali swojej przynależności partyjnej. Mam nadzieję, że tak lub podobnie będą się tłumaczyć z klęski wyborczej w przyszłym roku?



















