Polska w 1989 odzyskała wolność i niepodległość oraz odbudowała demokrację (z czym ma ostatnio spore problemy), Ukraina w roku 1991 odzyskała wolność, a o demokrację musiała walczyć na Majdanie. Stąd przypisywane Piłsudskiemu sojusznikowi atamana Petlury w 1920 roku powiedzenie – nie ma niepodległej Polski bez niepodległej Ukrainy. Dziś Ukraina prowadzi walkę o odzyskanie oderwanych przez Rosję terytoriów (Krym, Donieck, Ługańsk) i o utrzymanie prozachodniego kursu, przede wszystkim polegającego na przystąpieniu do Unii Europejskiej i reformach stabilizujących gospodarkę, a także cały system demokratyczny. Wybory odbywają się w dodatku w bardzo delikatnym momencie, gdy Rosja w porozumieniu z nacjonalistycznymi Węgrami wysuwa mniej lub bardziej zakamuflowane roszczenia pod adresem Ukrainy Zakarpackiej, a niedawno rosyjscy politycy proponowali Polsce i Węgrom udział w rozbiorze Ukrainy. Odpowiedź Polski była stanowcza – nie, dziękujemy, odpowiedź Węgier p. Orbana – znacznie bardziej przychylna.
Do drugiej tury wyborów przystępują dotychczasowy prezydent Petro Poroszenko i znany przede wszystkim jako komik kabaretowy – Władimir Żeleński. Poglądy Poroszenki są znane, jest to szanujący demokrację prozachodni, odpowiedzialny, umiarkowany i liberalny pod względem poglądów gospodarczych polityk. O panu Żeleńskim nie wiemy prawie nic. Za Poroszenką głosowały proeuropejska zachodnia Ukraina, za Żeleńskim mówiący w znacznej części po rosyjsku i uchodzący za bliższy Rosji wschód i południe Ukrainy. Zorganizowane przez separatystów z poparciem Rosji „wybory” w Ługańsku i Doniecku „wygrały” marionetki Dienis Puszylin i Leonid Pasiecznik. Na Ukrainie i wśród komentatorów zachodnich przeważa opinia, że bliższy dla Putina i Rosji jest Żeleński i to nie tylko dlatego, że Putin kieruje się osobistą niechęcią do prezydenta Poroszenki, ale woli mieć do czynienia z politykiem niedoświadczonym i tym samym – przynajmniej w pierwszym okresie – łatwiejszym przeciwnikiem.
Trzecia w kolejności Julia Tymoszenko nie wypowiada się otwarcie za żadnym ze startujących w drugiej rundzie kandydatów, ale podczas kampanii zdecydowanie bardziej w wyborach prezydenckich atakowała Poroszenkę. Nie jest rolą polskiego polityka popierać kandydatów w bratniej i bliskiej Ukrainie, ale jest przedstawienie punktu widzenia polityka, który w polskim parlamencie wielokrotnie wypowiadał się za przyjaźnią polsko-ukraińską i krytykował polskich nacjonalistów, którzy z wrogości do Ukrainy uczynili swój znak rozpoznawczy. Było to szczególnie widoczne podczas niesławnej debaty w polskim sejmie o ustawie o IPN, podczas której polscy „wybitni” historycy, jak pp. Morawiecki, Dworczyk, Jaki atakowali jednocześnie politykę żydowską, ukraińską i polskich środowisk niechętnym nacjonalizmowi, której to ustawie sprzeciwiałem się jako jeden z nielicznych posłów, kierując się między innymi znaczeniem dobrych stosunków polsko-ukraińskich dla przyszłości naszych narodów i państw.
Podstawowe problemy, przed jakimi stoi obecnie Ukraina, pozostaną także po wyborach. Podstawowy problem to utrzymanie integracji terytorium, obrona niezależności, wolności i demokracji, rozwój gospodarczy (który wprawdzie powoli, ale pod rządami Poroszenki jest faktem), prozachodnia orientacja z przystąpieniem do Unii włącznie. Na razie tylko w jednym kraju europejskim rządzi komik, są to Włochy, które coraz wyraźniej z pewną nostalgią spoglądają w kierunku Italii Duce, gdzie przynajmniej pociągi kursowały punktualnie. Przepraszam, ale nie jest to dla mnie argument decydujący, a koniec Ducego na placu w Mediolanie raczej nie zachęca do naśladowania tego modelu. W relacjach z Polską ważnym czynnikiem pozostaje historia, zwłaszcza ta najnowsza, często tragiczna. Historia jest rozgrywana przez nacjonalistów po jednej i drugiej stronie jako karta przetargowa w bieżącej walce politycznej. Mam nadzieję, że żaden polityk ukraiński, a zwłaszcza nowo wybrany Prezydent nie zechce rozgrywać tej karty ze szkodą dla Polski, Ukrainy, Europy, a ku radości dla rosyjskich i wszystkich innych nacjonalistów. Nacjonalizm żywi się bowiem kłamstwem i nienawiścią.
Ukraina wybiera
REKLAMA
REKLAMA




















