Napaść Rosji na Ukrainę, która w majaczeniach Putina miała być krótką karną operacją i zakończyć się zainstalowaniem w Kijowie moskiewskich marionetek jako nowego rządu podporządkowanej Moskwie Ukrainy, zakończyła się sromotną klęską tych planów. Dziś po ponad czterech miesiącach krwawej okrutnej wojny wojska Putina posunęły się 20-30 km w głąb terytorium Ukrainy, ponosząc przy tym gigantyczne straty zarówno w ludziach, jak i w sprzęcie. Dodatkowe, trudne do oszacowania i niewymierne, ale bardzo istotne są straty wizerunkowe, upadek prestiżu Rosji jako wielkiego mocarstwa. Kraj, który jest stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, nuklearnym mocarstwem, nie tak dawno rywalizującym z Ameryką o dominację nad światem, stał się pośmiewiskiem, wyrzutkiem i pariasem wspólnoty międzynarodowej. Żałosnym przykładem bezsilności i słabości, który okrucieństwem i bestialskim mordowaniem cywilów oraz pastwieniem się nas bezbronnymi, gwałtami i zbrodniami usiłuje zastraszyć innych i wymusić przywrócenie statusu wielkiego mocarstwa. Wydaje się mało prawdopodobne, aby Putin zdecydował się na użycie broni atomowej dla wygrania wojny, czego nie można nigdy wykluczyć (nie tak dawno nikt nie przypuszczał, że możliwa jest w Europie wojna podobna do II wojny światowej i bitwy pod Kurskiem), ale użycie broni nuklearnej przez Rosję lub uderzenie na kraje NATO wydaje się mimo wszystko dziś nieprawdopodobne, a jej skutki absolutnie niemożliwe do przewidzenia.
Wojna na Ukrainie ma dziś charakter zupełnie inny i daleko szerszy niż wydawało się w chwili samego przekroczenia granicy na szerokim froncie i moskiewskiej napaści. Cele Putina z pewnością mogą ulegać zmianom w trakcie trwania konfliktu, ale ta agresja to co najmniej próba testowania determinacji i woli walki Zachodu oraz demokratycznych państw w obliczu agresji ze strony opresyjnego dyktatorskiego reżimu. Wrogiem Putina są, tak samo jak dla Stalina, przede wszystkim demokracje zachodnie, a zwłaszcza Stany Zjednoczone W pierwszej kolejności uderzenie na Ukrainę było wymierzone w Unię Europejską, która znakomicie zdała egzamin z solidarności i jedności. Egzaminu tego nie zdały jedynie rządzone przez nacjonalistów kraje Węgry i Polska. Jest szkodliwym złudzeniem twierdzenie o wspólnych celach pisowskiego reżimu i demokratycznej opozycji w Polsce w obliczu wojny na Ukrainie. Wszelkie analogie są oczywiście dalekie od doskonałości, ale bolszewicy, którzy, mówiąc delikatnie, nie byli entuzjastami demokracji, zawarli z Niemcami pokój brzeski podczas I wojny, godząc się na oddanie olbrzymich obszarów Rosji w zamian za zachowanie władzy. Podobnych skrupułów podczas II wojny nie miał najpierw Stalin zawierając pakt z Hitlerem wymierzony w demokratyczne państwa, a następnie polscy komuniści, dla których liczyło się tylko zdobycie i utrzymanie władzy, a nie koszty i ofiary, jakie ponosił i miał ponieść naród polski w efekcie polityki Stalina. Dziś żadnych skrupułów nie ma pisowski reżim. Jego sojusznikami w Europie są klienci i stronnicy Putina we Francji, na Węgrzech, we Włoszech, w dalszym ciągu trwa łamanie praworządności i jakaś forma polexitu polegająca między innymi na ogłoszeniu przez PiS, że nie będzie respektował wyroku TSUE i wypłacał zasądzonych odszkodowań polskim sędziom, bo takie jest orzeczenie tzw. TK p. Przyłębskiej. Powoływanie się w kwestii uregulowanej unijnymi ratyfikowanymi przez nasz kraj argumentacją, że ważniejsze jest zdanie p. Przyłębskiej i kilku innych posłusznych pisowskiemu reżimowi ludzi, to bezczelność i faktyczne wypowiedzenie członkostwa w Unii. Przykładów wrogości do Unii dostarcza każdy dzień, powszechnie znane wypowiedzi panów Morawieckiego (który dysponuje wizytówką premiera), p. Dudy, rasowego męża stanu i polityka najwyższej klasy, o czym świadczy każda właściwie wypowiedź poparta odpowiednimi gestami i mimiką, rasowego ekonomisty kandydata do Nobla p. Glapińskiego itd. PiS jest w ścisłym sojuszu z nacjonalistyczną międzynarodówką, która otwarcie głosi chęć zastąpienia Unii inną „narodową wspólnotą” czy czymś, co będzie wszystko, tylko nie Unią w znanym nam sprawdzonym kształcie. Obok tego trwa bezmyślna kampania antyniemiecka i w mniejszym stopniu antyfrancuska, ciche liczenia na Trumpa i zwalczanie tego wszystkiego, na czym zbudowana jest Unia.
Wojna o Europę na Ukrainie wchodzi w okres pewnej stagnacji, co najpewniej wynika z wysokich strat rosyjskich i docierania na Ukrainę wyczekiwanego uzbrojenia z Zachodu. Zaczyna zarysowywać się możliwość odzyskania przez armię ukraińską utraconych terytoriów zwłaszcza na południu i zadawania coraz silniejszych uderzeń w rosyjskie magazyny, punkty dowodzenia, linie komunikacyjne. „Przed wojną niespełna 300-tysięczny Chersoń to na razie jedyna stolica ukraińskiego obwodu, która wpadła w ręce Rosjan. Łatwość, z jaką ich oddziały posuwające się z Krymu zajęły 2 marca miasto, do dziś budzi wiele wątpliwości. W mediach spekulowano o zdradzie odpowiedzialnych za przygotowanie do jego obrony. Choć trzeba też przyznać, że wojska broniące południowej Ukrainy były gorzej wyposażone niż jednostki walczące w Kijowie. Rosjanie od razu zapowiedzieli, że zorganizują w Chersoniu referendum i powołają w Chersoniu republikę ludową – na wzór separatystycznych pseudorepublik w Donbasie. Jednak opór ludności cywilnej jest najwyraźniej tak duży, że mimo aresztowań i wywózek niepokornych okupanci do tej pory nie ośmielili się go zorganizować. W mieście i okolicy działa ukraińska partyzantka. Czynnikiem, który może przyspieszyć ukraińską ofensywę w kierunku Chersonia, są dostawy zachodniej artylerii i wyrzutni rakiet ziemia-ziemia. To broń, która pozwala na bardzo precyzyjny ostrzał. W przeciwieństwie do Donbasu Rosjanie nie dysponują tu wielkimi siłami i nie mają tak dużej przewagi ogniowej. Ściągnęli tam np. liczące ponad pół wieku czołgi T-62.” (Bartosz Wieliński, „Ukraińcy zaatakują Rosjan na południu”, „Gazeta Wyborcza”, z dn. 6.07.2022 r.).
Nadeszła wyczekiwana wiadomość z Londynu, że ustąpił ze stanowiska premiera i lidera konserwatystów Borys Johnson. Od początku był kompromitacją na tym stanowisku, rozczochrany, jakiś wiecznie spocony, irytujący we wszystkim co robił i mówił, ponoszący część odpowiedzialności za brexit (w pewnym momencie była możliwość, aby się z tego idiotyzmu wycofać), podobny w ruchach, zachowaniu, wielu poglądach i fryzurze do Trumpa, co już samo w sobie chwały nie przynosi. Przyłapywany wiele razy na kłamstwach i krętactwach, złośliwie nazywany przez część media i polityków – grube prosię, był chyba najmniej godnym do bycia kontynuatorem dziedzictwa Winstona Churchilla. Tak jak sam brexit, tak i Johnson był popierany przez nacjonalistów w całej Europie i oczywiście przez pisowców, a ostatecznie zatopiły go brak uczciwości powagi i skandale obyczajowe, szczególnie ostatni związany z ministrem Chrisem Pincherem, o którego zachowaniach Johnson najpierw mówił, że nie wiedział, a potem, że „zapomniał”. Samo wystąpienie, w którym p. Johnson mówił o rezygnacji, było jednym wielkim hymnem pochwalnym jego i jego rządu, a powodem, dla którego z tego rządu ustąpiło 60 ministrów, był „instynkt stadny”. Jest faktem, że Borys Johnson twardo wspierał walkę Ukrainy i sprzeciwiał się agresji Putina, co będzie mu zapamiętane jako poważne i chyba jedyne osiągnięcie. Na szczęście taką samą politykę zapowiadają wszyscy kandydaci na urząd premiera, bo wynika ona z elementarnych interesów brytyjskich. Krytycy Johnsona twierdzą, że jest to cyniczna gra mająca na celu utrzymanie się na stanowisku, uderzająca analogia do pisowskiej polityki zagranicznej, w kwestii uchodźców itp., mającej u swoich podstaw przede wszystkim dążenie do zachowania władzy. Jeden z byłych doradców Johnsona Dominic Cummings twierdzi jednak: „Znam tego gościa i mówię wam, że on nie przyjął do wiadomości, że to jest koniec. On myśli tak: trwa wojna, graj na przeczekanie, graj na przeczekanie, nadal można się z tego wykaraskać, przeżyj do września”. (internet). Jakie to podobne np. do pisowskiej polityki w obliczu protestów kobiet czy obecnie w obliczu drożyzny, inflacji, kryzysu gospodarczego, skandali z mailami Dworczyka i zachowaniami p. Przyłębskiej. Ale Borysa Johnsona kompromitują nie tylko skandale i brak powagi. Przez politykę kokietowania antyszczpionkowców, jakiś niezrozumiały, wynikający chyba z nacjonalistycznego nieuctwa, lęk przed medycyną, doprowadził przez politykę niestosowania izolacji i ochrony na początku pandemii do śmierci tysięcy ludzi. Dopiero, gdy skala zgonów w Wielkiej Brytanii była przerażająca, zaczął zachowywać się racjonalnie. I jeszcze jeden pisowski kwiatuszek. Jedna ze „specjalistek” od Wielkiej Brytanii produkująca się w reżimowych mediach wystąpiła z tezą, że dymisja Johnsona to efekt spisku mieszkających na Wyspach Pakistańczyków i Hindusów, wymierzonego w rdzennych Brytyjczyków. Jednym słowem spisek, już nie żydowski, ale kolorowy, głównie indyjsko-pakistański. Pogratulować rewolucyjnej czujności i obrony sprawy rasy aryjskiej.



















