Pisowcy popierali Trumpa, z którym czuli wyraźną ideową bliskość, popierali też brexit i p. Le Pen, co wynikało z ich nienawiści do Unii Europejskiej, praw człowieka, zasad demokracji i praworządności, a także z populizmu, nacjonalizmu i generalnie popierania wszelkiego rodzaju politycznych ciemniaków i głupców jako łatwiejszych do oszukania. Trump jest przy tym zwyczajnym chamem. Wystarczy przypomnieć jego wypowiedzi o kobietach, i to w najbardziej chamskim, fizjologicznym aspekcie, przeciwnikach politycznych, wypowiedzi o imigrantach zahaczające o rasizm (jakże to bliskie PiS‑owi), a ostatnio brutalne obrażenie córki prof. Brzezińskiego, Miki Brzezińskiej. Brexit, jak wiadomo samym Brytyjczykom, a zwłaszcza mieszkającym na Wyspach Polakom, wyszedł bokiem, p. Le Pen poniosła – na szczęście dla Francji, Unii i Polski – sromotną klęskę i jej polityczny marsz został chyba na zawsze zakończony. Pozostał Trump.
Nie jest do końca jasne, jaki cel ma Trump, przyjeżdżając do Polski, ale z pewnością nie chodziło o poparcie dla PiS‑u i Kaczyńskiego. Najprawdopodobniej wizyta w Warszawie, która ma (niestety, ale na razie tak jest) opinię najbardziej antyrosyjskiej stolicy, tak jak Polska w całym świecie uchodzi za najbardziej antyrosyjski kraj, ma u swoich podstaw problemy Trumpa w samej Ameryce. Donaldowi Trumpowi grozi tzw. impeachment, czyli odsunięcie przez Kongres od władzy za łamanie prawa, co związane jest z niewyjaśnionymi i podejrzanymi relacjami z Rosją i usiłowaniem wywarcia presji na szefa FBI, co z kolei szef FBI ujawnił i za co ostatecznie Trump go odwołał.
Ameryka to nie pisowska Polska, gdzie Konstytucję oraz prawo można dowolnie łamać, naginać i obchodzić, dlatego wydaje mi się, że Trump prędzej czy później zostanie odwołany, a obecna wizyta w Polsce ma – jako antyrosyjska demonstracja – ten proces opóźnić. Pan Trump nie robi wrażenia znawcy historii jakiegokolwiek kraju, łącznie ze Stanami Zjednoczonymi, i nie jest jasne, czy w ogóle wie, z kim spotka się w Warszawie. Myślę, że w samolocie odlatującym z Warszawy zapyta swoich doradców, kim był ten Duda? Natomiast dla PiS‑u ta wizyta ma na celu oszukanie opinii publicznej i przedstawienie jak bardzo Kaczyński i jego reżim są popularni, skoro sam prezydent USA przyjeżdża specjalnie do nich i wygłasza ważne przemówienie, które zostanie przedstawione jako apoteoza pisowskiej Polski i pisowskiej propagandy.
Jest w tym coś z przysłowiowej żaby, która podstawia w kuźni łapę, gdy kują konia. Pisowska żabia łapa ma udawać końskie kopyto, p. Duda udawać prawdziwego prezydenta, a Polska demokratyczny kraj zachwycony Trumpem – wrogiem Unii i rozkochany w pisowskich trollach i błaznach. Do tego potrzebna jest w miarę liczna publiczność, którą pisowskie autokary będą zwozić z całej Polski, a pisowscy działacze zaopatrzą w szturmówki. Macierewicza z jego smoleńską brednią się schowa.
Nie wiem, czy odbędzie się jakaś demonstracja mająca pokazać p. Trumpowi, że w Polsce łamana jest demokracja, wprowadzana cenzura, a Konstytucja i sądy są podporządkowane jednej partii, której ideologią jest nacjonalizm, populizm, dewastacja środowiska, wymiaru sprawiedliwości i samorządności. Ale taka demonstracja bardzo by się przydała. Mam nadzieję, że potiomkinowski spektakl, który PiS chce urządzić Trumpowi w Warszawie, zostanie zamieniony w rzeczywisty obraz tego, czym jest dziś Polska.
Prezydent Warszawy, Hanna Gronkiewicz‑Waltz ma od pewnego czasu okazję przekonać się, co znaczy przyzwoitość i mądrość polityczna w wykonaniu Schetyny. Płaci też cenę za własne postępowanie, gdy pod naciskiem Schetyny odwołała wiceprezydenta i kilku wysokich urzędników, gdyż nie byli entuzjastami przywódcy PO, co jest w PO grzechem śmiertelnym. Dziś siedzi na zjeździe PO w szarym kącie, omijana jak zadżumiona i jest „nakłaniana” przez strategów na miarę Metternicha, którzy „zachęcają” ją do pójścia do komisji Jakiego, podczas gdy to właśnie pani prezydent ma rację, mówiąc, że komisja jest bezprawna, bolszewicka i należy ją bojkotować. Szkoda, że tak nie postępują wszyscy przeciwnicy PiS‑u, bo to by oznaczało, że cała nagonka pisowska na Tuska, Hannę Gronkiewicz‑Waltz (a przecież tylko o to chodzi w tych „komisjach”) i występy Jakiego oraz Wasserman skończyłyby się, zanim się zaczęły.
Żaba w kuźni, czyli PiS wita Trumpa
REKLAMA
REKLAMA




















