W ubiegłym tygodniu po raz pierwszy w historii cena gazu w Europie przekroczyła poziom 300 euro za megawatogodzinę. Na początku zeszłego roku nie przekraczała 20 euro…
Pamiętacie Państwo o czarnym scenariuszu, o którym pisałem kilka miesięcy temu w kontekście zakręcenia kurka z gazem w Europie? Co prawda wciąż nie wiemy, czy taka definitywna decyzja zostanie podjęta, ale po pierwsze po wizycie kanclerza Scholza w Kijowie Rosja zmniejszyła dostawy do Niemiec o 60%, a po drugie słyszymy o ciągłych remontach, które oznaczają jeszcze większe ograniczenia. I właśnie ogłoszenie przestoju w gazociągu Nord Stream 1 od 29 sierpnia do 2 września 2022 roku jest bezpośrednim powodem przekroczenia ceny 300 euro za megawatogodzinę w najważniejszym europejskim hubie gazowym, czyli w holenderskim TTF. Na początku tego roku byliśmy lekko poniżej 100 euro, co i tak interpretowano jako poziom bardzo wysoki. Na początku 2021 gaz kosztował bowiem mniej niż 20 euro.
Jak więc Państwo widzicie, w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy mamy wzrost ceny o 1500%. 1500%, czyli piętnaście razy! Jeśli to nie jest dramat, to jak można inaczej taki stan rzeczy określić? Co warte podkreślenia, jeszcze na początku sierpnia byliśmy wyraźnie poniżej 200 euro, co już interpretowano jako fatalny poziom dla europejskiej gospodarki.
Wiecie Państwo doskonale, co to oznacza. Rosnąca cena gazu to także presja na cenę węgla, bo przecież w jakimś zakresie jest on alternatywą. A wszystko to razem oznacza mocno wyższe rachunki za ogrzewanie w nadchodzącej zimie. Ale oczywiście wpływ tych cen widzimy w całej gospodarce. Grupa Azoty wstrzymała w zeszłym tygodniu produkcję nawozów, bo stała się ona nieopłacalna. Są takie nawozy, w których udział kosztu gazu w normalnych warunkach przekracza 50%. Łatwo policzyć, co oznacza tak astronomiczny wzrost cen błękitnego paliwa na cenę końcowego produktu. Oczywiście można wszystko przerzucić na klienta. Ale po pierwsze jest jakaś bariera, której w tym względzie nie przekroczymy, a po drugie mimo ceł importowych w końcu bardziej zacznie się opłacać sprowadzanie nawozów spoza Unii Europejskiej. Jeśli cena będzie za wysoka i producenci rolni ograniczą używanie nawozów, to mniej nawożenia oznacza niższe plony. A to z kolei nie wpłynie pozytywnie na ceny żywności. Itd. itp., zależności jest mnóstwo.
Gaz jest horrendalnie drogi w Europie. Ale nie na świecie. Oczywiście też drożeje, lecz jednak dochodzi do zupełnie innych poziomów. Mam tu na myśli przede wszystkim Stany Zjednoczone. Amerykanie stosują inny przelicznik, są to tzw. Btu, czyli British thermal units. Jedna megawatogodzina to około 3,4 miliona Btu. W chwili, gdy piszę te słowa milion Btu kosztuje około 9,5 USD. A zatem jedna megawatogodzina kosztuje obecnie w USA… nieco powyżej 30 euro. Czyli dziesięć razy mniej niż w Europie! Nie chodzi tu tylko o to, że przeciętny Amerykanin płaci dużo mniej za ogrzewanie. Co oczywiście też jest bardzo ważne. Chodzi o to, że cały amerykański przemysł ma teraz dziesięć razy tańszy gaz niż na przykład fabryki niemieckie, czyli fabryki w największej europejskiej gospodarce. Albo, niż Grupa Azoty. To wszystko jest fatalne dla naszej konkurencyjności. Oczywiście ceny w USA też mocno wzrosły, na początku zeszłego roku mieliśmy poziomy w okolicach 2,5 USD za milion Btu. Z tego punktu widzenia Amerykanów też ten kryzys dotyka. Jednak konsekwencje są zupełnie inne.
Nie wiem oczywiście, czy tak wysokie ceny utrzymają się w najbliższych tygodniach i miesiącach. Potrafiłem sobie wyobrazić, że mimo strat finansowych Putin zakręci kurek Europie. Potrafię sobie też wyobrazić sytuację, w której nie zdecyduje się on jednak na odcięcie Starego Kontynentu od gazu, głównie ze względu na przyszłe relacje z Niemcami. Trudno zatem wyrokować, co się jeszcze może wydarzyć. Ale na cud liczyć nie można. Będzie drogo, będzie nawet bardzo drogo, a to oznacza wyższe koszty w polskich domach. O ile wyższe? To będzie zależało nie tylko od sytuacji rynkowej, ale także od decyzji państwa. Na przykład w kwestii cen energii, chodzi mi oczywiście o decyzje Urzędu Regulacji Energetyki. Trzeba też pamiętać o tym, że PGNiG sam wydobywa mniej więcej jedną trzecią naszego zapotrzebowania. A jego koszty nie wzrosły przecież dziesięciokrotnie. To nieco wypłaszcza możliwą końcową cenę dla odbiorców. Część zużywanego gazu będzie kupowana bardzo drogo, ale część nie. Tu zatem znowu wiele będzie zależało od decyzji rządzących. No i będą też dopłaty. Pamiętajmy tylko, że one sprawy nie załatwią. Pomogą, ale z pewnością nie zniwelują wzrostu cen.
Znane powiedzenie „byle to wiosny” jest w tym roku szczególnie na czasie. Tym bardziej, że moim zdaniem Europa potrzebuje jeszcze około roku, może trochę mniej, żeby zapewnić sobie dostawy gazu, ropy i węgla z innych części świata. A to będzie oznaczało, że za rok węgiel i gaz będą dużo tańsze niż dzisiaj (ropa to oddzielny temat). Tak tanio jak jeszcze w styczniu 2021 pewnie już nie będzie. Ale cena o połowę niższa niż dzisiaj, może nawet jeszcze niższa, jest jak najbardziej realna. Zarówno w odniesieniu do gazu, jak i do węgla.



















