Jestem wyborcą i podatnikiem, to z moich pieniędzy utrzymywany jest parlament. Jak to jest tu na miejscu, w Tarnowie, sam się przekonałem. U posłanki Augustyn byłem z dziesięć razy, ale jej nigdy nie zastałem i na spotkanie nie ma szans, podobnie u posła Wardzały. U senatora Wiatra często bez podania przyczyny biuro jest zamknięte. Jeszcze najprędzej można się umówić z posłem Rojkiem. Tylko zastanawiam się, po co poseł Rojek tak dużo osób zatrudnia, a nie ma ich wcale w biurze. W Sejmie uzyskałem informację, że pracownik biura zatrudniony jest na etat, a asystent ma wynagrodzenie tzw. śmieciowe. Poseł Rojek zatrudnia pięć osób, w tym dwie na etat. Oczywiście ma etat dyrektor biura pan Łabno i jego syn Radosław, tylko że z radnym Łabno trudniej się umówić niż z posłem. Bo albo go jeszcze nie ma, albo już nie ma, albo wcale nie ma. No, przed wyborami to był, aż do przesady, we wszystkich mediach. No i codziennie wizytuje urząd miasta, ale w biurze go nie ma. Czekam już przeszło trzy tygodnie i nic.
Z kolei jego syn Radosław to zatrudniony jest chyba w charakterze ducha, bo go w biurze nikt nie widział i nie wiadomo, co robi, chyba że kampanię posłowi na antypodach, bo wiecznie za granicą. Nie wiem, kto to jest pan Ryba, bo też nigdy go nie ma w biurze.
Jak to jest, że nie mogę się nigdzie dostać, a posłowie i radni dla nas wyborców nie mają czasu.
Niedługo znów wybory, zobaczymy, jak znów będą się łasić i obiecywać, ale już jestem mądrzejszy.
Jan Jerzy Dobrowolski
Tarnów




















