Miód niczym zboże. Zalewa nasz rynek, pszczelarze coraz bardziej zaniepokojeni

0
Zwykłemu zjadaczowi miodu często trudno odróżnić produkt wartościowy od produktu niskiej jakośc
Zwykłemu zjadaczowi miodu często trudno odróżnić produkt wartościowy od produktu niskiej jakości | Fot. Paweł Topolski
REKLAMA

Nawet najbardziej doświadczeni rodzimi pszczelarze, jak Albert Radwan spod Tuchowa, przyznają, że zwykłemu zjadaczowi miodu często trudno odróżnić produkt wartościowy od produktu niskiej jakości. Domowe sposoby ich rozróżnienia mogą zawodzić i wprowadzać w błąd. Sytuacja ta ma o tyle istotne znaczenie, że na rynek polski przedostają się obecnie nieprzebrane ilości miodu, coraz częściej o bardzo wątpliwych walorach.

– Obecnie w skali roku do Polski wjeżdża przez wschodnią granicę ok. 23 tys. ton miodu. Słychać, że zapasy w niektórych magazynach są już na trzy lata, więc od razu przychodzi na myśl skojarzenie z niedawnym niekontrolowanym importem zbóż – mówi Leszek Bodzioch, prezes Pogórskiego Związku Pszczelarzy w Tarnowie.

Skojarzenie to nabiera tym większego znaczenia, że funkcjonuje już określenie miód techniczny, podobnie jak zboże techniczne, które stosuje się do celów przemysłowych. Określenie to nie zwiastuje niczego dobrego, zwłaszcza dla konsumenta.

REKLAMA (2)

– Ale cała ta sytuacja bardzo niepokoi także polskich pszczelarzy i w nich bije, mimo dotacji, którą otrzymują na swoją działalność – podkreśla prezes Bodzioch. – Zdecydowanie droższe są u nas środki produkcji.

W Polsce cena wciąż jest bardzo istotnym kryterium przy wyborze towaru, nie inaczej jest z miodem. Importowany z innych regionów świata, głównie ze Wschodu, jest wyraźnie tańszy od produktów krajowych. Ale ile on jest wart naprawdę?

– Tylko dokładne badania laboratoryjne mogłyby precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie – podkreśla prezes Bodzioch. – Wiadomo jednak nie od dzisiaj, że miód można fałszować na różne sposoby, może on też być gorszej jakości wskutek używania w pasiekach dużej ilości środków chemicznych czy antybiotyków.

Syrop i woda

Literatura fachowa podaje, że popularnym sposobem na fałszowanie jest dodanie syropu cukrowego i odrobiny barwnika. Jest to praktyka dopuszczalna, lecz pod warunkiem, że informacje na ten temat zawiera etykieta na słoiczku. Inny przejaw nieuczciwości to sprzedaż prawdziwego miodu marnej jakości jako droższego. Produkt może zawierać tylko część miodu opisanego na etykiecie, zmieszanego z tańszym lub poddanym silnej obróbce termicznej oraz filtracji. Wówczas jednak traci on również na walorach smakowych. W sprzedaży może się też znaleźć miód niedojrzały, za wcześnie wybrany, z nieukształtowanym smakiem, ubogim aromatem, dużą wodnistością.

Niezwykłe jest to, że miód należy do najczęściej fałszowanych produktów na świecie, temat ten staje się tematem prac naukowych, także w Polsce. Jordan Sycz z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu: Niestety, coraz częściej mamy do czynienia z nieuczciwymi praktykami rynkowymi, polegającymi przede wszystkim na wzbogacaniu miodów naturalnych innymi składnikami często pochodzenia syntetycznego lub celowego ukrywania ich pochodzenia botanicznego, by podnieść cenę jednostkową gotowego produktu.
Test stożka

– Wszystko, co ma uchodzić za miód, ale nie jest produktem wytworzonym przez pszczoły, miodem jako takim nie jest. Podobnie jak produkty, które wprawdzie zostały przez nie wytworzone, ale nie z nektaru i nie ze spadzi. Jeśli pszczoły podkarmiane są cukrem sacharozowym albo wykorzystuje się inne specyfiki, np. substancje aromatyzujące, jakość staje się zafałszowana – zaznacza Albert Radwan, jeden z najbardziej zasłużonych i wielokrotnie nagradzanych pszczelarzy w regionie tarnowskim. – Bardzo istotne jest, aby występowała zgodność opisu na etykiecie z zawartością słoika. Obrót towarem między państwami znany jest już od starożytności, tak więc i handel miodem na świecie nie jest niczym nadzwyczajnym. Ale powinien odbywać się na uczciwych zasadach, tak dla rodzimych producentów, jak i dla klientów, którzy powinni dokładnie wiedzieć, co kupują i za co płacą. Z tym jednak do tej pory jest problem.

Zdaniem Alberta Radwana przeciętny konsument miodu, który nie jest wyposażony w odpowiednią wiedzę, może być bezradny w ocenie nabytego w sklepie wyrobu.
– Gołym okiem niczego nie da się rozróżnić, można zdać się na organoleptykę, sprawdzić smak i zapach, ale trzeba mieć w tym trochę doświadczenia. Poza tym nie wszystkie domowe sposoby oceny miodu, o których tyle się mówi, mogą być miarodajne. Przyjmuje się, że „prawdziwy” miód po pewnym czasie równomiernie się krystalizuje, rzepakowy choćby już po dwóch tygodniach, ale w przypadku np. białej akacji nie jest to już takie oczywiste. Wiele zależy od rodzaju produktu. Również nie zawsze sprawdza się tzw. test stożka, który powinien się tworzyć po zlaniu miodu z łyżeczki na talerzyk, gdyż test ten mówi tylko o stopniu gęstości. Jeżeli stożek się nie tworzy, można przypuszczać, że miód został rozwodniony. Polska norma dopuszcza 20 proc. wody w miodzie, moim zdaniem, dobrej jakości nie powinien mieć więcej niż 18 proc.

REKLAMA (3)

Nie rozpoznali…

Albert Radwan przytacza pewną interesującą historię: – Kiedyś pewien szanowany pszczelarz, redemptorysta z tuchowskiego klasztoru, przeprowadził test. Grupę pszczelarzy, która go odwiedziła, poczęstował przygotowanymi specjalnie próbkami miodu. Pośród próbek znajdowała się ta z „prawdziwym”, niezafałszowanym produktem oraz pewna liczba z nieznaczną domieszką syropu cukrowego. Ciekawe było to, że nikt ze wspomnianej grupy nie potrafił rozpoznać tego właściwego…

Na sklepowych półkach znajduje się obecnie bardzo dużo produktów z różnych pasiek, których jakość może być wątpliwa, a klient wobec możliwości oceny jego jakości jest bezsilny. Albert Radwan radzi, że jeśli komuś zależy na dobrym miodzie, powinien wybierać towar pochodzący z lokalnych, sprawdzonych pasiek.

– Mnóstwo wyrobów napływa do nas z Ukrainy, ale to nie tylko jest miód ukraiński. On przepływa przez naszą wschodnią granicę i z naszych informacji wynika, że duże ilości pochodzą z Chin, Indii, Argentyny, Kanady. Znaczna część z nich to dziwne mieszanki, mocno przetworzone. Trudno je traktować jako dobre źródło wartościowych składników odżywczych. – dodaje Leszek Bodzioch.

Pocieszeniem jest, że od kwietnia tego roku, na mocy rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, obowiązkowe będzie wskazanie na etykietach nazwy państwa pochodzenia, w którym miód został zebrany, a w przypadku gdy miód pochodzi z więcej niż jednego państwa, wymienienie nazw tych państw.

Pszczelarze są usatysfakcjonowani zmianami w przepisach, lecz wielkich nadziei nie mają. Obawiają się, że w trudnych czasach z jakością znowu wygra cena.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze