Zjazd w ciszy

0
Zjazd w ciszy-Mirosław Jurek (3)
Mirosław Jurek | Fot. z domowego archiwum
REKLAMA

Mirosław Jurek z Siedlisk w gminie Tuchów od kilkunastu lat jest reprezentantem Polski w narciarskie alpejskim osób niesłyszących. 36-latek ma na swoim koncie medale Mistrzostw Polski oraz Mistrzostwa Świata, a niedawno wrócił z XX Zimowych Igrzysk Głuchych „Erzurum 2023”, które odbyły się w Turcji, gdzie reprezentował nasz kraj.

Czy rodząc się z niedosłuchem, nie można realizować marzeń? Mirosław Jurek z Siedlisk pokazuje, że nie ma dla niego żadnych barier. Kiedy w 1988 roku przyszedł na świat, nic nie zapowiadało, że przez kolejne lata swojego życia będzie zmagał się z niedosłuchem. – Zauważyliśmy, że coś jest nie tak, kiedy Mirek skończył 8 miesięcy. Nie reagował na dźwięki, nie reagował na głos mój oraz mojej żony. Udaliśmy się więc do laryngologa. Przeprowadzony został szereg badań, po czym postawiono diagnozę, informując nas, że Mirek przez resztę swojego życia będzie zmagał się z niedosłuchem – mówi ojciec Mirosława, Wojciech Jurek.

Rodzice Mirka nie chcieli jednak, aby ich dziecko przez swoją niepełnosprawność nie korzystało z życia, dlatego organizowali systematyczne wspólne wypady na narty. Okazało się, że Mirek znalazł w narciarstwie pasję swojego życia. Zaraz po ukończeniu gimnazjum rozpoczął naukę w Specjalnym Ośrodku Szkolno – Wychowawczym w Tarnowie. Tam jego talent do narciarstwa został zauważony przez trenerów i Mirek zaczął startować w ogólnopolskich zawodach, w tym w Mistrzostwach Polski osób niesłyszących. – Od tamtej pory moja przygoda z narciarstwem znacznie przyspieszyła. Sięgałem po medale najważniejszych imprez w kraju. Byłem wielokrotnym mistrzem Polski, a także udało mi się sięgnąć po srebrny medal Mistrzostw Świata. W ostatnich dniach po raz drugi reprezentowałem Polskę na Zimowych Igrzyskach Głuchych, które odbyły się w Turcji. Wzięło w nich udział ponad 1000 uczestników z 36 krajów z całego świata i walczyli oni o medale w sześciu dyscyplinach sportowych: cross country, curling, futsal, narciarstwo alpejskie, snowboard i szachy. W slalomie gigancie zająłem 14. miejsce. Apetyty były większe, ale miejsce w czołowej „15” na Igrzyskach uważam za naprawdę dobry wynik – mówi Mirosław Jurek, który dziś reprezentuje barwy Wrocławskiego Klubu Sportowego Niesłyszących „Świt”.

REKLAMA (2)

36-latek jeździ na nartach regularnie. Dodatkowo dwa razy w roku bierze udział w obozach z reprezentacją Polski. Kilkudniowe treningi odbywają się także w okresie wakacji. – Na pewno nie jest to łatwy sport. Aby uprawiać go z sukcesami, przede wszystkim należy przezwyciężyć lęk. Zjeżdżając na nartach podczas zawodów, osiągamy prędkości około 150 km/h. Niewielki błąd może doprowadzić więc do katastrofy. Na szczęście do tej pory nie odniosłem żadnej poważnej kontuzji, pomimo tego, że kilka upadków mam już na swoim koncie. Przeważnie kończyło się na zwichnięciach i potłuczeniach. Wpływ na wyniki w tym sporcie ma bez wątpienia technika, zwinność, koordynacja, psychika, a także siła nóg, bo nie da się ukryć, że silne nogi to podstawa – tłumaczy Mirosław Jurek i dodaje, że niedosłuch nie stanowi w narciarstwie alpejskim większego problemu. – Oczywiście jadąc na nartach, z racji na swoją wadę słuchu, jedziemy w absolutnej ciszy. Jest to tak naprawdę jedyna różnica względem tego, jak wygląda zjazd narciarski w standardowych zawodach Pucharu Świata. Osoby niesłyszące oprócz wady słuchu są bowiem pełnosprawne, więc na trasie dajemy z siebie wszystko, co najlepsze.

REKLAMA (3)

Największym fanem Mirosława Jurka jest bez wątpienia jego tata – Wojciech, który zapoczątkował w nim miłość do narciarstwa. – Kiedy zawody odbywają się w Polsce, staram się na nich pojawiać i dopingować syna. Zdarza się jednak, że praca nie zawsze pozwala mi wyjechać z nim na starty. Wówczas jesteśmy w ciągłym kontakcie telefonicznym. Syn wysyła mi SMS-y, zdjęcia, a także filmiki z zawodów. Pomimo tego, że byłem jego pierwszym trenerem, obecnie staram się mu nie podpowiadać i niczego nie doradzać. Ma obok siebie prawdziwych fachowców i wiem, że na temat narciarstwa mają oni znacznie większą wiedzę niż ja. Narciarstwo to była najlepsza rzecz, jaka przydarzyła się Mirkowi. Jest to dla niego odskocznia od niepełnosprawności, z którą boryka się na co dzień. Narty stanowią dla niego czas relaksu i odprężenia. Cieszę się, że spełnia się w tym, co kocha – mówi Wojciech Jurek.

Na co dzień 36-latek pracuje w Zakładzie Pracy Chronionej w Woli Rzędzińskiej na stanowisku magazyniera. Pracę łączy z uprawianiem sportu. Niebawem zaczyna przygotowania do kolejnych Zimowych Igrzysk Głuchych, które odbędą się za trzy lata. – Perspektywa udziału w tak dużym wydarzeniu sportowym daje mi ogromną motywację, abym mógł się rozwijać i powalczyć o kolejny medal. Takie igrzyska wpływają także na mój rozwój osobisty. Mam większą odwagę w kontaktach z obcymi ludźmi, spotykam się ze sportowcami z różnych części świata, nawiązując nowe relacje. Nie ukrywam jednak, że gdybym miał wybierać pomiędzy złotym medalem Mistrzostw Świata a jakimkolwiek medalem Igrzysk Olimpijskich, to bez wątpienia wybrałbym krążek z Igrzysk. Nie udało się to na zmaganiach we Włoszech oraz ostatnich zawodach w Turcji, więc zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby udało się to osiągnąć już za kolejne trzy lata… – kończy Mirosław Jurek.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze