W 21 dni przepłynęła kajakiem Wisłę

0
Adrianna Jarczyk W 21 dni przepłynęła kajakiem Wisłę
Adrianna Jarczyk | fot. materiały prywatne
REKLAMA

Adrianna Jarczyk, podróżniczka z Tarnowa, która od 2016 roku zwiedziła ponad 50 krajów, tym razem postawiła sobie bardzo ambitne zadanie. W ciągu 21 dni postanowiła przepłynąć Wisłę w kajaku. W ubiegłym tygodniu udało się jej zrealizować swój cel, a już teraz planuje kolejne wyzwania, wśród których jest m.in. przepłynięcie Nilu w Egipcie.

Zgubione wiosło

Adrianna Jarczyk, absolwentka III LO w Tarnowie, nie ukrywa, że ma duszę podróżnika. 33-latka zwiedziła już ponad 50 krajów. W 2021 roku uzyskała nominację w konkursie Travelery magazynu „National Geographic” w kategorii „Bloger Roku” za sprawą prowadzonego przez siebie kanału na YouTube i strony na Facebooku – „Gonna Travel”. Tym razem tarnowianka postanowiła w ciągu 21 dni przepłynąć kajakiem mierzącą blisko 1000 km Wisłę.
– Pomysł pojawił się podczas ubiegłorocznej wizyty w Egipcie. Płynęliśmy Nilem i pomyślałam, że ciekawym doświadczeniem byłoby zwiedzenie kraju, płynąc rzeką. Nie chciałam od razu stawiać na Egipt, raczej skupić się na lokalnym wyzwaniu. Stąd pomysł, by pierwszą wyprawą kajakową w moim życiu było pokonanie Wisły – mówi Adrianna Jarczyk. Kupiła kajak i namiot oraz zaopatrzyła się w podstawowe produkty żywnościowe. Zdawała sobie sprawę, że podczas podróży będzie musiała zmierzyć się z różnego rodzaju przeciwnościami.

Adrianna planowała rozpocząć podróż w Goczałkowicach, jednak okazało się, że w wielu miejscach zamiast płynąć, trzeba było maszerować, ponieważ woda sięgała zaledwie do kostek. Spłynięcie 6 km wraz z przenoszeniem i przeprowadzaniem kajaka zajęło jej dwie godziny. Ostatecznie rozpoczęła spływ przy ujściu Przemszy. – Wyprawa nie była usłana różami. Już pierwszego dnia… zgubiłam wiosło. Biwakowałam w Broszkowicach pod Oświęcimiem, gdzie do Wisły uchodzi Przemsza i gdzie oficjalnie zaczyna się szlak żeglowny Wisły. Nad ranem okazało się, że nie mam wiosła, które zostało przy moście w Rudołtowicach. Na szczęście z pomocą przyszedł jeden z moich znajomych, który udał się po wiosło i przekazał je taksówkarzowi, a ten mi je dostarczył – opowiada Adrianna.

REKLAMA (2)

List w butelce

Każdego dnia średnio przepływała 45 km. Najdłuższy dystans, jaki pokonała jednego dnia, wyniósł 64 km. Najtrudniej płynęło się na początku wyprawy, a zdecydowanie łatwiej w kolejnych dniach, kiedy kajak sunął z prądem, więc wiosłowanie było mniej wyczerpujące. Za Nieszawą zobaczyła w wodzie butelkę, w środku znajdował się list. – Wyciągnęłam go za pomocą pęsety. Biorąc papier do ręki, od razu rzuciła mi się w oczy pieczątka WOPR-u. List był wieńcem dla zmarłego pana Wiesia. Miał datę 10 czerwca i został wrzucony do Wisły we Włocławku. Kiedy wyłowiłam go za Nieszawą, musiał w 10 dni przepłynąć około 20-30 km. Na kartce podane były numery telefonów i prośba o kontakt osoby, która znajdzie list. Wysłałam sms-a i dowiedziałam się, że jestem pierwszą osobą, która go odczytała. Zgodnie z prośbą wrzuciłam list z powrotem do rzeki, czując, że gdybyśmy znali się z panem Wiesiem, byłby ze mnie dumny – przekonuje 33-latka. – Na mecie miałam kibiców. Patrząc w stronę morza, ujrzałam dwie głowy. Okazało się, że to… foki! 21 dni w kajaku było czymś niezwykłym. Musiałam radzić sobie z wodą i pogodą. Czasami wiosłowałam w deszczu, mierząc się z silnym wiatrem, a innym razem w wysokiej temperaturze, przy bezchmurnym niebie. Z góry zakładałam, że uda mi się zrealizować swój cel i to było kluczem do sukcesu. Starałam się udowodnić, że tego typu wyprawy są osiągalne dla każdego.

REKLAMA (3)

Wisła to początek

Przeprawa przez Wisłę była początkiem jej przygody z wiosłowaniem. Pomimo iż podróż była bardzo wyczerpująca i dziś skarży się na spore zmęczenie oraz bóle pleców czy rąk, już planuje kolejne wyprawy. – Chcę wrócić do Egiptu i zmierzyć się z Nilem. Zdaję sobie sprawę, że będzie to wymagające zadanie ze względu na odmienną kulturę. Mówimy przecież o kraju muzułmańskim, więc trudno stwierdzić, z jakimi sytuacjami musiałabym się mierzyć, kiedy tamtejsi ludzie zobaczyliby samotnie przemierzającą Nil blondynkę w kajaku. Nie mówię w języku arabskim, więc komunikacja byłaby utrudniona. Myślę jednak, że przy odpowiednim przygotowaniu jestem w stanie sobie z nią poradzić. Podróżuję po Ameryce Południowej. W tym roku w styczniu byłam nad Orinoko, a w kwietniu nad Amazonką, którą na odcinku 300 km z Peru do Kolumbii pokonałam w łodzi motorowej. Również te dwie rzeki chodzą mi po głowie, a zwłaszcza Orinoko, która bardzo przypomina Wisłę, bo przepływa przez całą Wenezuelę. Wyznaję zasadę – „Na przypale albo wcale”, dlatego nie zamierzam się zatrzymywać – kończy z uśmiechem Adrianna.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze