Polacy nie muszą zbytnio martwić się swoimi długami. Mogą dziś bez obaw żyć na kredyt, chętnie i bez większych ograniczeń udzielany przez różne instytucje bankowe i parabankowe. A jeśli wierzyciele zażądają zwrotu, wystarczy złożyć do sądu wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej i otwiera się nad dłużnikiem parasol ochronny. Po kolejnych nowelizacjach prawa upadłościowego i naprawczego, przybywa w kraju tego rodzaju upadłości, dotyczących także osób, których biznes zakończył się wcześniej finansową katastrofą.
Państwo nie premiuje odpowiedzialnych zachowań. Wręcz przeciwnie, popiera niefrasobliwość za sprawą skrajnie liberalnych przepisów prawa upadłościowego i naprawczego. Ustawa w obecnym kształcie jest zdecydowanie prokonsumencka, sprzyja osobom zagrożonym bankructwem. Nadmiernie zadłużeni mogą nawet liczyć na umorzenie części należności, a w szczególnych okolicznościach na całkowite darowanie długu – bez planu spłaty i zaspokojenia wierzycieli.
Państwo, można rzec, działa na własną szkodę, nie brakuje tego przykładów w tarnowskim sądzie gospodarczym. Do wydziału gospodarczego w Sądzie Rejonowym w Tarnowie wróciły z początkiem 2022 roku sprawy upadłościowe, w tym konsumenckie. Przed kilkoma laty przekazano je do rozpatrywania krakowskiemu sądowi, teraz na powrót znalazły się w kompetencji Tarnowa.
Już w ubiegłym roku tarnowski sąd zajmował się 129 wnioskami o upadłość, w tej liczbie aż 120 dotyczyło konsumentów. Tych spraw przybywa lawinowo, tylko w pierwszych siedmiu miesiącach roku bieżącego wpłynęło ogółem 140 wniosków o ogłoszenie upadłości, w tym 127 od osób fizycznych – ich zadłużenie sięga od kilkudziesięciu i kilkuset tysięcy złotych do kilku milionów.
Wśród wnioskodawców przeważają osoby starsze ze zbyt wysokimi jak na ich możliwości długami. Gubi je łatwość zaciągania pożyczek – nawet kilkutysięczną gotówkę można otrzymać bez zbędnych formalności i pytań o zabezpieczenie majątkowe. Większość oczekuje od sądu wyznaczenia pełnomocnika z urzędu, zwolnienia z kosztów postępowania i całkowitego oddłużenia. Najczęściej tłumaczą, że brali kredyty, by „godnie żyć”. Inni pożyczają bez opamiętania na gry hazardowe, żeby podreperować domowy budżet, obdarować wnuki itp. Niektórzy zatracają się w tym zaciąganiu kredytów… Oto mąż żyruje kolejne gigantyczne pożyczki żony biznesmenki i dług urasta im do kilku milionów złotych(!) Dzisiaj ledwie egzystują i proszą w sądzie o oddłużenie. Z kolei dwudziestoparolatek ma już na koncie prawie półmilionowe zobowiązania, będące konsekwencją jego niefrasobliwej działalności biznesowej. Założył kilka firm, które po kolei plajtowały, ale widmo bankructwa go nie przeraża. Jego dzisiejsze zatrudnienie i majątek pozwalają jedynie egzystować. Nie ma więc… nic do stracenia.
Jak wynika z sądowych akt, tylko w pojedynczych przypadkach za bankructwem stoją obiektywne przyczyny, losowe nieszczęścia. Upadłość staje się najczęściej skuteczną ucieczką od odpowiedzialności i z tej możliwości korzysta coraz więcej osób. Tymczasem niemałe koszty obsługi bankrutów obciążają Skarb Państwa. W praktyce ten finansowy ciężar ponoszą podatnicy, czyli my wszyscy. W 2022 roku na tę obsługę (m.in. wynagrodzenia pełnomocników z urzędu, zaliczki, koszty postępowań upadłościowych) poszło z kasy tarnowskiego sądu 127 tysięcy złotych. A w bieżącym 2023 koszty obsługi wyniosły dotąd już 376 tys. zł(!) i najpewniej ulegną podwojeniu do końca tego roku.
























