– Pewnego dnia wyszłam na spacer z psem i poczułam ogromny lęk przed tym, żeby oddalić się od domu. Zatrzymałam się, postanowiłam, że pójdę jeszcze trzydzieści kroków. Wtedy sparaliżował mnie strach, czy dam radę wrócić. Zawróciło mi się w głowie, upadłam na chodnik – opowiada Aneta. Była na trzecim roku studiów, drobna, wesoła dziewczyna zawsze była duszą towarzystwa, wszyscy ją uwielbiali. Przykładała się do nauki, bo, jak mówi, orłem nie jest, we wszystko, co robiła, wkładała wiele serca i odkąd pamięta, zawsze towarzyszyły jej nadmierne emocje.– To, co po innych spływało jak woda po kaczce, dla mnie było zawsze problemem. Jak gdzieś miałam jechać, bałam się, jak przyszło mi coś załatwić, też się trzęsłam ze strachu. Kiedy wyjechałam do Krakowa i zamieszkałam w akademiku, co wieczór płakałam i tęskniłam za domem. Nic nie było dla mnie łatwe – wspomina dziewczyna.
Po feralnym dniu, kiedy zemdlała na ulicy, mama zabrała ją do lekarza. Kiedy opisała swoje dolegliwości skierowano ją na mnóstwo różnych badań, wszystkie wyszły dobrze, a ją w dalszym ciągu męczyły bóle głowy i kołatanie serca. W czasie jednej z kolejnych wizyt lekarz rodzinny podsunął pomysł, żeby poszła do psychiatry, bo to być może jest depresja. – Weszłam do gabinetu, usiadłam naprzeciwko pani doktor i przez pół godziny płakałam, nie mogąc wydusić z siebie słowa. Dostałam leki, zaczęłam też chodzić do psychologa. Po kilku tygodniach poczułam się lepiej, ustąpiły dolegliwości fizyczne, jednak psychicznie stale byłam w dole, paraliżowały mnie lęki, bałam się wychodzić z domu. Aneta leczy się już osiem miesięcy, wzięła urlop dziekański, mama otoczyła ją serdeczną opieką, obydwie mają nadzieję, że choroba wkrótce odejdzie i ich życie wróci do normy.
Kamil nie zdał matury jako jedyny w klasie, było mu wstyd przed kolegami i rodzicami, ci stwierdzili, że skoro nie nadaje się do nauki, to musi iść do pracy. Znalazł zatrudnienie w firmie budowlanej, robota niemal ponad jego siły, zarobki byle jakie. Po kilku miesiącach razem z kolegą wyjechał do Niemiec, praca była też w budowlance i też ciężka, ale pieniądze całkiem niezłe. – W mieszkaniu, które zajmowałem z kilkoma kolegami, często odbywały się imprezy, parę razy brałem w nich udział, jednak rozrywki tego typu na dłuższą metę były nie do przyjęcia. Koledzy wytykali mi, że jestem odludkiem. Tęskniłem boleśnie za swoją dziewczyną i za domem, nie mogłem spać, co potem fatalnie odbijało się na mojej kondycji, szef zarzucał mi, że nie pracuję dobrze. Bezsenność jest straszna, zasypiałem wieczorem na chwilę, potem budziłem się i przewracałem z boku na bok. Byłem wykończony, tym bardziej że nie mogłem jeść. Wychudłem na kość, ręce mi się trzęsły ze zmęczenia. Ze stanów euforii popadałem w totalne zniechęcenie i apatię, czułem różne dziwne lęki, martwiłem się o chorą mamę i o to, czy moja ukochana nie zostawi mnie dla innego – opowiada Kamil.
Po kilku miesiącach męki chłopak nie mógł pracować i postanowił wrócić do domu. Mama od razu zabrała go do lekarza, wyniki badań były jednak dobre, a chłopak czuł się coraz gorzej.– W czasie długich, bezsennych nocy dusił mnie strach, czułem, że jestem ciężko chory, myślałem, że mam raka albo guza mózgu – wspomina Kamil. Nie wie, dlaczego to zrobił, mówi, że to był jakiś impuls, nad którym nie panował. Wziął linkę holowniczą od samochodu i poszedł do stodoły, żeby się powiesić, czuł, że tylko to uwolni go od przejmujących lęków. Ojciec znalazł go na czas, karetka zabrała Kamila do szpitala, tam dowiedział się, że ma depresję.Od miesięcy chodzi do psychiatry. – Wydaje się, że wracam powoli do zdrowia, chociaż boję się sam siebie. Nie mogę sobie wytłumaczyć, dlaczego to zrobiłem, dlaczego sprawiłem taki ból rodzinie.
Ania od małego dziecka była lękliwa i nieśmiała. – Bardzo inteligentna i bystra, ale jednocześnie smutna, melancholijna i jakby zapatrzona w siebie – mówi Katarzyna, mama Ani. – Już jako trzynastolatka miewała dni, kiedy nie chciało jej się żyć. Wtedy zrzuciłam to na karb okresu dojrzewania i burzy hormonów. Niestety, córka straciła dużo czasu, kiedy można było podjąć terapię. Leczenie dziecka z depresji jest bardzo trudne, bo ono nie potrafi dokładnie opisać, co czuje. Stale mówiła mi, że czegoś się boi: szkoły, taty, krzykliwych koleżanek. Potem było już tak źle, że nie chciała chodzić do szkoły, przestała w ogóle wychodzić z domu. Teraz wyrzucam sobie, że zamiast czułości dawałam jej wtedy tylko pretensje, ale sama też nie wiedziałam co robić, kompletnie straciłam głowę.
Ania trafiła do psychiatry pół roku temu, leczy się farmakologicznie, razem z mamą korzystają z pomocy psychologa. Mimo wszechstronnej terapii dziewczynka nie czuje się dobrze ani fizycznie, ani psychicznie. Sił starcza jej tylko na to, aby leżeć w łóżku. – Mam nadzieję, że to się wkrótce skończy, że wróci do szkoły i będzie żyła jak normalna nastolatka, niczego więcej nie pragnę – dodaje Katarzyna.
Ból życia
REKLAMA
REKLAMA























