Gdy włosy stają dęba…

0
burze
Podczas burzy spada obecnie prawie 30 procent więcej deszczu na godzinę niż 20‑30 lat temu. Dzisiejsze burze to już nie są łagodne pomruki, przed którymi coś czasem błyśnie | Fot. Piotr Żurowski
REKLAMA

Dzwony i gromnice
Piotr Żurowski pochodzi z podtarnowskiej Rzuchowej, jednak najpiękniejszą w tym sezonie burzę „upolował” nad Ciężkowicami. – W regionie tarnowskim burze zdarzają się stosunkowo rzadko, jednak każda jest groźna – podkreśla. W Europejskiej Bazie Danych o Groźnych Zjawiskach Meteorologicznych zamieszcza raporty dotyczące Tarnowa i okolic. Na podstawie prognoz, modeli numerycznych, zdjęć satelitarnych i radarowych udało mu się przewidzieć burzę, która pojawiła się w naszym regionie 3 czerwca 2010 roku i ostrzec przed powodzią część mieszkańców. – Czerwcowe burze to żadna nowość, ale ostatnio przybrały na sile i gwałtowności.
Podczas burzy spada obecnie prawie 30 procent więcej deszczu na godzinę niż 20‑30 lat temu. To już nie są łagodne pomruki, podczas których coś błyśnie, a na koniec pojawi się orzeźwiający, ciepły deszczyk. Meteorolodzy, dysponując zaawansowanym systemem czujników i radarów, które wykrywają burze, mogą w porę przed nimi ostrzec, nie potrafią jednak im zapobiegać. – W naszych warunkach klimatycznych wypadki porażeń od wyładowania energii pioruna występują zazwyczaj w okresie od maja do września – twierdzi Stefan Gierlotka, biegły sądowy z zakresu wypadków porażeń prądem elektrycznym. – W ciągu jednej sekundy w atmosferze Ziemi obserwuje się około 100 wyładowań elektrostatycznych, z czego jedna trzecia uderza w ziemię, a dwie trzecie to wyładowania między chmurami burzowymi. Bardzo ważne jest zachowanie ostrożności, by nie stanowić prawdopodobnego celu dla pioruna.
Dawniej na wsiach chroniono się przed piorunami biciem w dzwony, a w oknach ustawiano gromnice. Od tego czasu wcale tak dużo się nie zmieniło. Na początku czerwca tego roku w Ciężkowicach podczas burzy doszło do spalenia pomieszczenia w jednym z domów. Powodem nie było wyładowanie atmosferyczne, a zapalona i źle zabezpieczona… gromnica.


Przykucnąć, przeczekać
Paweł Mazurek, rzecznik tarnowskiej straży pożarnej przypomina, że w czasie burz należy unikać otwartej przestrzeni. – Jeśli jednak nie mamy możliwości schronienia się w budynku czy w samochodzie, to najlepiej wykorzystać zagłębienie terenu i przykucnąć w nim maksymalnie zbliżając stopy do siebie. Bezwzględnie nie można przystawać pod drzewami, słupami i liniami energetycznymi, a także lekkimi konstrukcjami jak wiaty autobusowe.
Tragicznie może zakończyć się pływanie, łowienie ryb, czy wspinaczka górska. W mieszkaniu należy zamknąć wszystkie drzwi i okna. Lepiej nie używać urządzeń elektrycznych, szczególnie maszynek do golenia, suszarek do włosów, telefonów stacjonarnych.
– Porażenia podczas burzy nie są rzadkością – kontynuuje Piotr Żurowski. – Nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Ktoś siedzi przy włączonym komputerze albo rozmawia przez telefon i wydaje mu się, że lekko kopnął go prąd. Nie łączy tego faktu z wyładowaniami. Tymczasem piorun może uderzyć w linię energetyczną lub telekomunikacyjną i przemieścić się nią aż do odbiornika, na przykład słuchawki zwykłego telefonu.
Tomasz Machowski z Brzeska również jest jednym z łowców burz. Ta, która zrobiła na nim piorunujące wrażenie, przeszła nad naszym regionem 21 czerwca 2013 roku. – Na niebie rozegrał się niepowtarzalny spektakl. Niestety konsekwencją były podtopienia i duże straty. Nie rozumie dlaczego nadal tak wiele osób traci podczas burzy rozsądek. – Zdecydowana większość zna zasady postępowania, a jednak nadal chowają się pod drzewami tak, jakby to, że zmokną, było największą tragedią.

REKLAMA (3)

Grom z jasnego nieba
Śmiertelne wypadki zdarzają się każdego roku. Trzy lata temu w Łąkcie Górnej koło Bochni zginął mężczyzna rażony piorunem. Świadkowie twierdzą, że było to jedyne wyładowanie w okolicy. 43‑latek pracował na dachu. W Bobowej podczas gwałtownej burzy zginęło dwóch 16‑latków. Przebywali niedaleko rzeki, kiedy zaczęło grzmieć i padać próbowali ukryć się w pobliskich zaroślach nieopodal drzewa, w które uderzył piorun. Mieszkaniec Berestu nie po raz pierwszy w czasie burzy wyszedł na pastwisko, by zagonić krowy do stajni. Zginął od uderzenia pioruna tuż przed 41. urodzinami. 12‑latek z Radomia bawił się na huśtawkach z koleżankami. W drodze powrotnej do domu znalazł 10 złotych. Wrócił do sklepu, bo chciał sobie coś kupić. W tym czasie burza rozpętała się na dobre. Zginął.
Lista jest coraz dłuższa. W minionym tygodniu w małopolskich Książniczkach piorun uderzył w kombajn. Po dwugodzinnej reanimacji zmarł 48‑letni operator maszyny. Tylko niektórzy mają szczęście. – Byłem na działce. Pogoda zaczęła się psuć, więc szykowałem się do wyjazdu – opowiada pan Włodzimierz. – Bokiem wsiadłem do samochodu, włożyłem kluczyk do stacyjki, ale nogi miałem jeszcze na ziemi. Wtedy rozległ się ogromny huk. W auto trafił piorun. Straciłem przytomność. Płonąłem podobno jak pochodnia. Uratował mnie deszcz i syn kuzyna, który nadbiegł z sąsiedniej działki. Do tej pory mam problemy ze słuchem i blizny.
Ładunki elektryczne, znajdujące się w powietrzu chwilę przed wyładowaniem, mogą spowodować uniesienie włosów na głowie, rękach, nogach. To ostatnie ostrzeżenie… Kilka sekund później z dużym prawdopodobieństwem gdzieś bardzo blisko uderzy piorun.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze