Proces R. Ścigały: Strabag wygrywał, ale i przegrywał

0
proces
proces1523
REKLAMA

Piotr W. zeznawał już 22 kwietnia. Wtedy między innymi dokładnie opisał mechanizm dotyczący ustawienia przetargu na budowę tarnowskiego łącznika A4, okoliczności, w których firma Strabag zdobywała i przekazywała pieniądze na domniemaną łapówkę dla prezydenta Tarnowa oraz sytuacje związane z korumpowaniem urzędniczki nieistniejącego dziś już TZDM.
Tydzień temu Piotr W. odniósł się do niektórych fragmentów swoich wcześniejszych zeznań, twierdząc, iż nieprawdą jest, że finansowe wsparcie kampanii wyborczej Ryszarda Ścigały przez Strabag w 2010 roku było udzielone w tym celu, aby firma miała większe możliwości wygrywania przetargów w mieście.
– Nigdy nikomu nie chwaliliśmy się takim wsparciem, miało ono mieć co najwyżej wpływ na wizerunek naszej firmy, na to, jak jest odbierana w urzędzie miasta – powiedział Piotr W.
Sędzia Bożena Waresiak zapytała go, dlaczego wcześniej zeznawał inaczej.
– Podczas wielogodzinnego przesłuchania prowadzonego przez funkcjonariuszy ABW byłem mocno zestresowany, dopiero w późniejszym okresie, gdy już na spokojnie wgłębiłem się w treść swoich zeznań zapisanych w protokołach, odkryłem pewne rozbieżności – odpowiedział świadek.

Pieniądze mało heroiczne
Mówił on również, że wraz z Grzegorzem M., drugim z dyrektorów krakowskiej filii Strabagu, nigdy nie weryfikował informacji, czy Bogdan G. jest szefem, czy pełnomocnikiem kampanii wyborczej prezydenta Tarnowa, jak miał sam podawać. Bogdan G., były prezes spółki żużlowej Unia Tarnów i znajomy prezydenta Tarnowa, który skutecznie namówił Strabag do pomocy finansowej w kampanii wyborczej Ryszarda Ścigały i regularnego sponsorowania żużla, został już oskarżony i skazany za pośrednictwo w wręczeniu pieniędzy prezydentowi w kwocie 70 tys. zł.
Piotr W. podczas ostatniego przesłuchania nadal twierdził, że łączna kwota przeznaczona na łapówkę dla prezydenta wynosiła prawdopodobnie 100 tysięcy, rozłożona była na dwie równe raty. Jego zdaniem, wyasygnowanie w tamtym czasie przez firmę 100 czy nawet 150 tys. zł na taki cel nie było dla niej „heroicznym wysiłkiem”.
– O tym, że pieniądze nie trafiły w całości do prezydenta Ścigały, dowiedziałem się dopiero z mediów, które relacjonują ten proces – podkreślił Piotr W.
Były prezydent Tarnowa od początku twierdzi, że nigdy nie były mu przekazywane przez Bogdana G. jakiekolwiek pieniądze od austriackiej firmy i nie ma nic wspólnego z zarzucaną mu przez prokuratora korzyścią majątkową.
– Nie interesowało mnie, co się dzieje z pieniędzmi, które wypływały od nas i miały najpierw trafić do Bogdana G. Nie sprawdzałem, czy G. przekazywał pieniądze prezydentowi Tarnowa. Prawdą jest, że pierwszą transzę łapówki osobiście przekazałem Bogdanowi G. w Brzezimierzu, jednak wtedy nie otwierałem koperty, w której się znajdowała, i nie przeliczałem tej kwoty – zeznał Piotr W.
Przyznał on, że krakowskiemu Strabagowi zależało na tym, by po wyborach samorządowych w listopadzie 2010 r. nie zmieniła się w Tarnowie głowa miasta, gdyż oznaczałoby to, że dla nowego prezydenta firma byłaby nierozpoznawalna i „trzeba byłoby zaczynać od nowa”. Piotr W. nie wyjaśnił, co kryje się za tym określeniem.

Za co dziękował prezydent?
Mowa była także o spotkaniu w hotelu w Iwkowej, w którym brali udział prezydent Tarnowa i jego zaproszeni goście. Wśród nich znajdowali się również dyrektorzy krakowskiego oddziału Strabagu. Według ustaleń w śledztwie, w czasie spotkania prezydent po wygranych wyborach miał podziękować dyrektorom za finansową pomoc podczas kampanii wyborczej.
– Była sytuacja, w której prezydent Ścigała podszedł do mnie i do Grzegorza M. i powiedział: „dziękuję”. Być może chodziło o udzielone przez nas wsparcie, a być może o nasz przyjazd na to spotkanie. Pewności nie mam – zaznaczył Piotr W. – Możliwe też, że podczas tego spotkania doszło jeszcze do rozmowy prezydenta z dyrektorem M. i w jej trakcie były podziękowania za naszą pomoc.
W związku z pytaniem mec. Bogusława Filara, obrońcy Ryszarda Ścigały, czy Piotr W. jest całkowicie pewien, że spotkanie z „podziękowaniami” w Iwkowej odbyło się już po wygranych przez prezydenta wyborach jesienią 2010 r., świadek wyraził swoją wątpliwość.
– Pamiętam dwa spotkania w Iwkowej, jedno było z naszymi żonami, drugie bez żon. Dziś nie wiem, które odbyło się wcześniej, a które później.

REKLAMA (2)

Zazdrość konkurentów
Odpowiadając na pytanie prokuratora Seweryna Borka, Piotr W. potwierdził, że dwie konkurencyjne firmy budowlane, znane na tarnowskim rynku, z czasem zaczęły zazdrościć Strabagowi rosnącej w mieście pozycji.
– Nie podobało im się, że gdy tylko pojawiał się jakiś większy przetarg, to my go wygrywaliśmy.
Mec. Bogusław Filar odczytał sądowi oświadczenie, z którego wynika, że spółka Strabag wygrywała w Tarnowie tylko część przetargów. W okresie od 2009 do 2012 r. firma ta brała udział w 18 przetargach, z których wygrała 7. Od listopada 2010, od czasu, gdy miała uzyskiwać przychylność dla swych działań, Strabag startował w czterech przetargach, ale wszystkie przegrał. Od końca 2010 do sierpnia 2013 spółka ta nie wygrała żadnego przetargu. Tylko w jednym przypadku zawarta umowa ze Strabagiem przekroczyła planowaną w budżecie miejskim kwotę. Takie informacje, potwierdzone przez Urząd Miasta Tarnowa, zawiera wspomniane oświadczenie, które zostało dołączone do akt sprawy.
Pytany przez sąd świadek nawiązał ponownie do budowy wytwórni mas bitumicznych przez „Polski Asfalt”, spółkę zależną od Strabagu. Tak jak za pierwszym razem podkreślał, iż uzyskanie pozytywnej decyzji o budowie tego zakładu w Tarnowie – poprzedzone skomplikowanymi staraniami o różnego rodzaju zezwolenia, także środowiskowe – było odbierane przez ich przełożonych ze Strabagu z niedowierzaniem.

REKLAMA (3)

Wycinka
– W kraju występują problemy z lokalizacją wytwórni asfaltu, które są uciążliwe dla środowiska. Na przykład w Krzeszowicach nie udało się nam otworzyć takiego zakładu, ponieważ protestowali mieszkańcy. W Tarnowie zapewne było jakieś pośrednictwo Bogdana G. w tej sprawie, które mogło mieć wpływ na jej załatwienie po naszej myśli – oznajmił Piotr W.
Wciąż twierdzi on, że prawie trzyhektarowy teren, który Tarnowski Klaster Przemysłowy sprzedał Strabagowi w związku z planami budowy wytwórni asfaltu, w całości porastały drzewa. Inni świadkowie, którzy dotychczas zeznawali w brzeskim sądzie, przekonywali, iż był to teren w głównej mierze zakrzaczony lub że znajdowały się tam drzewa – samosiejki.
– Zawsze w podobnej sytuacji, gdy planowana jest inwestycja, występuje problem wycinki drzew, chodzi o zezwolenie i o jej koszty. Bywało, że przy różnych okazjach przepychaliśmy się z GDDKiA, kto ma się tym zająć, bo to trudny problem. Jeśli wytnie się niezgodnie z prawem choćby jedno drzewo, trzeba dużo zapłacić. W mieście, w którym mieszkam, bez odpowiedniego zezwolenia ścięta została jedna lipa. Kogoś to kosztowało 100 tys. zł.

Ślepa droga
Piotr W. nie wiedział, kto w przypadku Tarnowa uzyskał zezwolenie na wycinkę drzew na terenie przyszłej wytwórni asfaltu, ani kto poniósł koszty związane z uzyskaniem pozwolenia. Tym razem ani słowem nie wspomniał o pladze groźnych szkodników, które miały opanować drzewostan wspomnianej działki. Plagę miano specjalnie wymyśleć po to, aby łatwiej było uzyskać pozwolenie na wycinkę. Te rewelacje świadek przekazał podczas pierwszego przesłuchania w brzeskim sądzie.
Tego samego dnia zeznawała ponadto Elżbieta G., właścicielka biura projektowego, projektantka łącznika autostradowego w Tarnowie. Oskarżona jest w innym procesie dotyczącym zmowy przetargowej. W Brzesku sąd pytał ją o zmianę projektu przebudowy ul. Kryształowej, co miało związek z budową przez Strabag wytwórni mas bitumicznych. Kiedy austriacka spółka podjęła decyzję o tej inwestycji, zabiegała w TZDM o nowy – tańszy – projekt modernizacji drogi dojazdowej. Zabiegi okazały się skuteczne.
Elżbieta G., której biuro na zlecenie Strabagu przeprowadziło w projekcie zmiany, wyraziła pogląd, iż były one zasadne.
– To był niewielki odcinek ślepej, typowo przemysłowej drogi, dlatego można było się obyć bez chodników, krawężników, oświetlenia itp. To nie był teren spacerowy, a wykonanie tego fragmentu w pierwotnym ulicznym przekroju mogłoby utrudnić ciężarówkom manewrowanie.
– Czy w związku z wykonywaniem projektu ktoś interweniował, naciskał na panią – myślę tu zwłaszcza o swojej osobie? – zapytał świadka oskarżony Ryszard Ścigała.
– Nie, nic takiego nie było – odpowiedziała Elżbieta G.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze