Proces R. Ścigały: To był szok, płacz i niedowierzanie…

0
proces
proces1522
REKLAMA

– Kiedy mąż został zatrzymany przez ABW, to był szok, płacz, niedowierzanie – tak relacjonowała dzień, w którym dowiedziała się o kłopotach męża Maria Ścigała. Rankiem 27 września 2013 r. były prezydent został zatrzymany w drodze do pracy, a w domu rodzinnym Ścigałów pojawili się funkcjonariusze ABW, którzy dokonali przeszukania pomieszczeń. W jednym z pokojów w szufladzie szafy znaleźli pieniądze w kwocie 2,2 tys. zł owinięte w bankową banderolę. Prokurator, który oskarża Ryszarda Ścigałę o wzięcie łapówki od firmy Strabag, jest zdania, że mogą być częścią tej łapówki.
– Wiedziałam, że są to pieniądze należące do naszej córki. Znajdowały się w jej pokoju, zostały schowane przed jej ślubem – mówiła w sądzie żona prezydenta. – Ale ponieważ po zatrzymaniu męża byłam w wielkim stresie, powiedziałam funkcjonariuszowi ABW, że pieniądze te pochodzą chyba ze stypendium córki. Kiedy on odpowiedział, że stypendia trafiają na konta bankowe, zadzwoniłam do Agnieszki z pytaniem, skąd ma odnalezioną przez ABW kwotę. Córka bez wahania poinformowała mnie, że pieniądze pochodzą z zaległej wypłaty wynagrodzenia od jej byłego pracodawcy. Stwierdziła, że chodzi o ponad 2 tys. zł. To się nie zgadzało, ponieważ pan z ABW po przeliczeniu kwoty twierdził, że jest półtora tysiąca. Ale kiedy przeliczył jeszcze raz, okazało się, że jest tak, jak mówiła przez telefon córka: znajdowało się tam 2200 zł…

Wspólne wakacje
Maria Ścigała była pytana przez sędzię Bożenę Waresiak i prokuratora Seweryna Borka o Bogdana G. (były prezes spółki żużlowej Unia Tarnów, skazany w innym procesie za pośrednictwo w doręczeniu domniemanej łapówki prezydentowi Tarnowa) i Wiesława F. (przedsiębiorca budowlany, znajomy prezydenta, oskarżony o złożenie obietnicy udzielenia korzyści majątkowej).
– W przeszłości z państwem G. jeździliśmy wspólnie nad Bałtyk. Byliśmy tam cztery razy. Dobrze się znaliśmy, ale nie leżało w zwyczaju chodzić na swoje imieniny. Nie przypominam sobie okoliczności, w których Bogdan G. odwiedzał nas w domu, nie pamiętam, aby przynosił do nas jakiekolwiek pieniądze czy inne rzeczy – oznajmiła Maria Ścigała.
Bogdan G. twierdził, że jedną z transz łapówki, która dotarła od Strabagu jesienią 2010 roku, zawiózł Ryszardowi Ścigale do jego domu. Oskarżony prezydent twierdzi zaś, że jest to nieprawda, a Bogdan G., z którym kiedyś łączyła go dobra znajomość, miał do niego żal, że gdy znalazł się bez pracy, nie pomógł mu w znalezieniu innej. Ścigała nie przyznaje się do wzięcia łapówki, którą miał otrzymać w dwóch ratach. Były prezydent jest ponadto przekonany, że celowo został „wystawiony”, żeby nie wyszło na jaw lewe finansowanie żużla w Tarnowie i prezesów spółki żużlowej przez spółkę Strabag.
– Z G. widzieliśmy się jeszcze podczas sylwestra na przełomie 2011 i 2012 roku. Bogdan G. sprawiał wtedy wrażenie jakiegoś obrażonego – zeznała żona byłego prezydenta.

Białe hortensje
Sędzia Waresiak pytała świadka, kto zapłacił za wystrój kościoła, w którym odbył się ślub córki Agnieszki. Sędzię interesowało, czy miał w tym udział Wiesław F.
M. Ścigała odpowiedziała, że wystrojem zajmowała się kwiaciarnia z centrum handlowego, a Wiesław F. podjął się tylko zakupu białych hortensji.
– Wiesław F. był obecny przy naszej rozmowie, gdy córka mówiła, że bardzo chciałaby, żeby na swój ślub zdobyć hortensje, ale są z tym problemy. Wtedy F. powiedział, że ma znajomego hurtownika kwiatów i on hortensje sprowadzi. I tak się stało. Wiesław F. zapłacił za te kwiaty, to mogła być kwota ok. 500 zł, ale jako zaproszony gość na ślub nie przyniósł już prezentu.
Zeznania te potwierdziła córka Ścigałów, Agnieszka Ścigała – Kitajewska, która chciała, aby w kościele, w którym zaplanowany został jej ślub, znajdowały się przy ławkach hortensje. Jej zdaniem, było maksymalnie 50 sztuk kwiatów.
– To był prezent ślubny od pana F. – oznajmiła Agnieszka Ścigała – Kitajewska.

REKLAMA (2)

Spóźniona wypłata
Córka byłego prezydenta mówiła, że o zatrzymaniu jej ojca przez ABW dowiedziała się od swojej mamy podczas powrotu z wakacji, gdy ta dzwoniła w sprawie pieniędzy znalezionych przez funkcjonariuszy.
– Między 2009 i 2010 rokiem byłam zatrudniona w pracowni architekta Marka Bilskiego. Już po odejściu z jego pracowni zapłacił mi zaległe 10 tys. zł, według moich wyliczeń do pełnej kwoty, która powinna zostać uregulowana, brakowało jeszcze 2 tysięcy. Ok. 8 tys. zł przeznaczyłam na przygotowanie wesela, a resztę schowałam w pokoju, który do czasu ślubu zajmowałam w domu rodziców. To te pieniądze odnaleźli funkcjonariusze ABW – opowiadała. Sędzia pytała ją o banderolę, która – jak przekonywała sąd Agnieszka Ścigała – Kitajewska – znajdowała się na pliku banknotów otrzymanych w ramach wynagrodzenia za pracę od Marka Bilskiego.
– Banderola pochodziła z BRE Banku SA, lecz już nie pamiętam, czy wiem to dlatego, że zapamiętałam tę banderolę, widząc ją, czy dlatego, że pamiętam protokół przesłuchania, w którym była o niej mowa.

REKLAMA (3)

Banderola jako dowód
Banderola bankowa w tym procesie jest bardzo istotna. Prokurator sugeruje, że banknoty odnalezione w domu Ścigałów mogą być częścią łapówki z uwagi na banderolę krakowskiego BRE Banku SA, w którym konto miał Jacek S., przedsiębiorca budowlany z Krakowa. Jak wynika z dotychczasowych ustaleń, Jacek S. pomagał wyprowadzić firmie Strabag pieniądze na łapówkę, które zostały wypłacone z jego konta.
Obrona Ryszarda Ścigały jest zdania, że w taką samą banderolę mogły zostać zapakowane banknoty, które odebrał z MultiBanku przy ul. Wałowej w Tarnowie Marek Bilski, by wypłacić córce prezydenta zaległe pobory.
Zeznająca w środę pracownica krakowskiego banku stwierdziła jednak, że nie jest to możliwe, chyba że doszło do „jakiegoś błędu ludzkiego”.
– W mojej ocenie w MultiBanku w Tarnowie nie mogły znaleźć się pieniądze z banderolami opatrzonymi naszymi pieczątkami – podkreśliła. – Pytałam jeszcze w tej sprawie pracownika Konsalnetu, firmy, która współpracuje z naszą placówką. On potwierdził informację, że każdy bank otrzymuje pieniądze opatrzone pieczątką tego konkretnego banku.
Mec. Bogusław Filar, obrońca Ryszarda Ścigały, ripostował cytatem z oświadczenia prezesa krakowskiego banku, który informował, iż BRE Bank SA świadczył usługi finansowe dla kilku placówek związanych z tą Grupą, występujących pod różnymi markami, w tym dla ówczesnego MultiBanku. Dlatego, zdaniem obrony, możliwe jest, że wspomniana banderola trafiła wraz z plikami banknotów również do Tarnowa. Mec. Filar uważa, że zeznająca pracownica nie ma wystarczającej wiedzy w sprawie funkcjonowania BRE Banku do 2013 roku – przed zmianami organizacyjnymi, które potem tam nastąpiły.
Również Małgorzata Mękal, dyrektorka filii MultiBanku (obecnie M‑Banku) w Tarnowie, podczas śledztwa potwierdziła, że istnieje możliwość, iż pieniądze wypłacane w kierowanej przez nią placówce mogły zostać owinięte w sporną banderolę, czyli taką samą, jaka została zabezpieczona przez ABW podczas przeszukiwania domu prezydenta.

Panowie z czekoladkami
Wśród zeznających tego dnia była także Monika Januś, urzędniczka UMT, dawna pracownica TZDM i Centrum Usług Ogólnomiejskich. Współpracowała między innymi z Danutą B., jedną z oskarżonych w sprawie tzw. zmowy przetargowej. Monika Januś powiedziała, że biuro ich odwiedzali przedstawiciele Strabagu, którzy prowadzili miejskie inwestycje, zachowywali się sympatycznie, czasem przynosili koszyk czekoladek. Spotkania dotyczyły realizowanych robót, przedstawiciele Strabagu widywali się z Danutą B.
Danuta B. z racji swoich zawodowych obowiązków miała kontakt również z Wiesławem F., lecz – jak zaznaczyła świadek – „te relacje były nieco chłodniejsze, ale też pozytywne”.
– Ze słyszenia było mi wiadomo, że relacje między Wiesławem F. a prezydentem Tarnowa były dobre, panowie chyba się przyjaźnili. Mówiło się, że miało to wpływ na wygrywanie przetargów w mieście przez firmę budowlaną należącą do F. On, gdy przychodził do urzędu, czuł się pewnie, dało się to odczuć.
Monika Januś zeznała, że gdy przetarg na budowę chodnika przy ul. Wojska Polskiego wygrał inny wykonawca niż Wiesław F., pojawił się sygnał, żeby ten przetarg unieważnić. Sygnał miał pochodzić od Zdzisława M., byłego dyrektora TZDM, oskarżonego w tym procesie m.in. o niedopełnienie obowiązków i przekroczenie uprawnień.
– Chodziło zapewne o to, by przetarg mogła wygrać firma F.
Pełnomocniczka Zdzisława M., mec. Joanna Mielnik, zapytała Monikę Januś, skąd było jej wiadomo, że sygnał o zamiarze unieważnienia przetargu pochodził od dyrektora TZDM. Urzędniczka nie udzieliła konkretnej odpowiedzi.
Przyznała ona, że wykonawca chodnika przy Wojska Polskiego miał problemy, nie radził sobie z inwestycją, prawdopodobnie nie dysponował odpowiednimi maszynami i właściwym doświadczeniem.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze